sobota, 25 marca 2017

Parkowanie w centrum Poznania. Potrzebny głos rozsądku

Władze Poznania chcą wprowadzić wokół Starego Rynku tzw. strefę uspokojonego ruchu. Dlaczego "tzw."? Bo pod tą piękną nazwą kryje się również zamiar likwidacji około 160 miejsc postojowych, a to oznacza problemy dla mieszkańców Starego Miasta oraz dla znajdujących się w ścisłym centrum Poznania firm.

Konsultacje

Trudno mi uwierzyć, że projekt wprowadzenia tzw. strefy uspokojonego ruchu wokół Starego Rynku był efektem konsultacji m.in. z tamtejszą radą osiedla. Przeczyłby temu ogromny opór ze strony mieszkańców i przedsiębiorców, który miałem możliwość zaobserwować na spotkaniach organizowanych przez Zarząd Dróg Miejskich. ZDM jednak poinformował, że kilkakrotnie spotykał się z radą osiedla Stare Miasto, co zostało udokumentowane. Być może jakaś znacząca grupa radnych osiedla rzeczywiście postulowała takie rozwiązania, ale teraz jakby w tej sprawie ucichła pod wpływem protestów społecznych, które się objawiły. Urzędnicy chwalili się, że przeprowadzili również spotkanie z seniorami – sądząc z pokazanych zdjęć, nie była to zbyt reprezentatywna grupa, ponieważ liczyła zaledwie kilka osób.

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że do zapowiadanego szeroko spotkania podsumowującego konsultacje z mieszkańcami, ZDM nie przygotował się najlepiej. Urzędnicy nie przedstawili zaktualizowanych map z zaznaczonymi poprawkami, podawali błędne wyliczenia co do ilości likwidowanych miejsc postojowych. Nie uzyskałem również odpowiedzi na pytanie, o ile zmniejszą się przychody miasta w związku z likwidacją miejsc postojowych w Strefie Płatnego Parkowania. Jeden z uczestników spotkania słusznie zauważył, że ze względu na to nieprzygotowanie, spotkanie podsumowujące powinno się odbyć w terminie późniejszym, tym bardziej, że urzędnicy nie zdążyli jeszcze odpowiedzieć pisemnie na wszystkie zgłoszone przez mieszkańców uwagi. Inna osoba stwierdziła, że informacja o planowanych zmianach i konsultacjach została w niewystarczający sposób podana do publicznej wiadomości – można było do zawiadomień o wysokości podatku od nieruchomości dołożyć ulotkę informacyjną, że kwestia tzw. uspokojenia ruchu i likwidacji miejsc postojowych będzie przedmiotem zainteresowania magistratu.

Pozorne korekty

Jeśli chodzi o poprawki, które do swojego pierwotnego projektu wprowadził ZDM, to okazały się one w zasadzie kosmetyczne. Urzędnicy co prawda odstąpili od pomysłu, aby z ul. Paderewskiego zrobić deptak, ale co z tego, skoro zapowiedzieli ustawienie znaku zakazu jazdy w obu kierunkach (B1). Podobnie ma się sprawa z ilością likwidowanych miejsc postojowych – pierwotnie ZDM chciał likwidować 160 miejsc, a po poprawkach wyszło, że zlikwidowane będą 152 (o ile w końcu dobrze policzyli). Co do kopert dla dostawców ponoć urzędnicy zaproponowali jakieś korekty, ale nie było możliwości odnieść się do tego, ponieważ nie zostały one przedstawione na mapie. Jedynie zmiany dotyczące miejsc postojowych dla autokarów zostały w pewnym stopniu złagodzone na korzyść turystów i przewodników. Ale najważniejsza sprawa – nie przedstawiono projektu budowy wielopoziomowego parkingu kubaturowego naziemnego lub podziemnego ani parkingów karuzelowych. W zamian za to ZDM przekonywał, że miejsce dla mieszkańców ma znaleźć się na parkingu na Chwaliszewie. Nie jestem przekonany, czy te zapewnienia są w 100% pewne, ponieważ są różne pomysły co do zagospodarowania tamtego terenu: jedni chcą, aby tam był parking, drudzy, aby znajdował się tam park, a o ile pamiętam, to gdzieś jeszcze krąży trzecia koncepcja, aby odkopać stare koryto Warty i przywrócić miasto rzece (lub na odwrót).

Nie zgadzam się z zaprezentowaną przez ZDM i wiceprezydenta Macieja Wudarskiego metodyką konsultacji społecznych, a dokładniej z ich zakresem. Urzędnicy upierali się, aby analizę ograniczyć jedynie do planowanego obszaru tzw. strefy uspokojenia ruchu. Uważam, że to błąd, ponieważ proponowane zmiany będą znacząco oddziaływać na sąsiednie ulice. Analizą powinno być objęte przynajmniej całe Stare Miasto, a to dlatego, że jeśli aż 30% miejsc postojowych ma być zlikwidowanych w tamtym miejscu, to kierowcy będą starali się parkować w okolicy. A sytuacja parkingowa w okolicy również jest rozwojowa, że przytoczę tu tylko sprawę zagospodarowania działek w pobliżu Teatru Polskiego – na razie jest tam parking, ale toczy się właśnie dyskusja, co w tamtym miejscu wybudować. Podobnie jest z kwestią ograniczenia tranzytu przez centrum miasta – te wszystkie pojazdy będą musiały jakoś pomieścić się na I i II ramie komunikacyjnej. Nie wszyscy przesiądą się na rowery.

Kwestia kosztów

I została jeszcze kluczowa kwestia – pieniądze. Jeden z mieszkańców wyraził podejrzenie, że skoro tyle miejsc postojowych w centrum ma zostać zlikwidowanych, to chodzi o to, aby zwiększyć obłożenie na parkingach prywatnych, np. w galeriach handlowych, a więc by ktoś na tym zarobił. Nie wydaje mi się, aby taki był cel proponowanych przez władze miasta zmian, choć pewnie po ich wprowadzeniu tego typu efekt nastąpi. Najważniejsze jest to, aby dowiedzieć się jakie koszty przy tej okazji poniesie skarbiec miasta. Po pierwsze, ile będzie kosztowało przemalowanie jezdni, ustawienie nowych znaków oraz (co najistotniejsze dla niektórych) stojaków rowerowych? Po drugie, niepokojące jest to, że urzędnicy nie potrafili, choćby w przybliżeniu, określić o ile zmniejszą się przychody miasta z tytułu likwidacji 150-160 miejsc postojowych (przypomnijmy, że na tym obszarze obowiązuje Strefa Płatnego Parkowania i miasto osiąga przychody z tytułu opłat abonamentowych oraz opłat za czasowy postój). Po trzecie, wiceprezydent Wudarski kilkakrotnie wspominał, że miasto prowadzi rozmowy z właścicielami parkingów prywatnych, aby ceny abonamentów dla mieszkańców były niższe – a to też musi przecież kosztować, bo każdy kto ma parking, chce na nim zarabiać.

Wszystko to sprawia wrażenie, że obecne władze Poznania są oderwane od rzeczywistości. Powołują się na przykłady innych miast, organizują niby-konsultacje, po to tylko, aby nazywało się, że sprawa została uzgodniona z mieszkańcami, nie mówią o konsekwencjach finansowych, nie proponują odpowiedniej alternatywy dla tych, którzy korzystają z samochodów. Prezydent naszego miasta puszcza mimo uszu głosy większości mieszkańców Poznania, a słyszy tylko tych, którzy są wyznawcami „kopenhagizacji”. Potrzebny jest zatem głos rozsądku ze strony Rady Miasta Poznania. Klub PiS już się na ten temat wypowiedział na sesji 21 lutego 2017 r. Powtórzę konkluzję tego wystąpienia: mniej fanatyzmu, więcej realizmu.


czwartek, 9 marca 2017

Żona prezydenta Jaśkowiaka jest wkurw...

Pani Joanna Jaśkowiak 8 marca występowała na strajku feministek w Poznaniu. Jej udział był zapowiadany w mediach. Dlaczego? Przecież nie jest szefową żadnej organizacji feministycznej ani politykiem. Organizatorzy manifestacji przewidzieli ją w programie dlatego, że jest żoną swojego męża, czyli prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Największą uwagę w jej przemowie zwróciło sformułowanie „jestem wkurw…”.

Uważam, że wypowiadanie się w taki sposób nie przystoi osobom, które chcą uchodzić za kulturalne, które sprawują reprezentacyjne funkcje i powinny świecić przykładem. To sformułowanie zostało użyte z rozmysłem – na nagraniach widać, że przemówienie było wcześniej przygotowane, bo pani Jaśkowiak odczytała je z kartki. Być może pani prezydentowa chciała się w ten sposób dostosować do poetyki tego protestu, gdzie nie brakowało agresji i wulgarności, może chciała wypaść wiarygodnie i wzmocnić poczucie przynależności do grupy. Na miejscu pani Jaśkowiak, która z zawodu jest notariuszem, zanim wygłosiłbym tego typu przemówienie to sprawdziłbym czy obowiązuje jeszcze art. 141 Kodeksu wykroczeń.

Natomiast jak chodzi o treść przemówienia pani prezydentowej, to trudno odnaleźć w nim jakiekolwiek rzeczowe argumenty. Jej emocjonalne słowa były skierowane przeciwko rządowi PiS. Warto przypomnieć, że rządem tym kieruje kobieta, że kobieta wdrożyła prorodzinny program 500+, że kobieta przeprowadza reformę edukacji. Dla Prawa i Sprawiedliwości liczy się faktyczna praca dla Polski i Polaków, a nie parytety płci.

poniedziałek, 6 marca 2017

Faworyt Jaśkowiaka dyrektorem Galerii Arsenał, czyli czas kultury politycznie zaangażowanej?



Prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak ogłosił konkurs na stanowisko dyrektora Galerii Miejskiej Arsenał. Komisja konkursowa, w której składzie byli miejscy urzędnicy, radny miejski, przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, związków zawodowych oraz stowarzyszeń artystycznych większością głosów wybrali na to stanowisko dotychczasowego dyrektora, dr. Piotra Bernatowicza. Tymczasem prezydent powołał prof. Marka Wasilewskiego, który w konkursie przegrał z Bernatowiczem stosunkiem głosów 4:5.

Konkurs konkursem, ale wygrać musi nasz

Zgodnie z prawem prezydent miasta nie musi stosować się do rekomendacji komisji konkursowej. Może się nawet obyć bez komisji i po prostu powołać na to stanowisko swojego faworyta. Jaśkowiak wybrał jednak ścieżkę konkursu. Gdy okazało się, że większość głosów uzyskał Bernatowicz, wtedy zdanie odrębne złożyła Justyna Makowska, podległa prezydentowi dyrektor Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta, która stwierdziła, że w jej ocenie lepszym kandydatem był jednak Wasilewski. Od ogłoszenia wyników konkursu do podjęcia formalnej decyzji przez Jaśkowiaka minęło sporo czasu, w trakcie którego w poznańskiej Gazecie Wyborczej ukazało się wiele artykułów i komentarzy krytykujących Bernatowicza (aczkolwiek zamieszczono i kilka przychylnych dotychczasowemu dyrektorowi Arsenału). Ponadto przeciwnicy Bernatowicza wystosowali list do prezydenta, a niedługo potem jego zwolennicy uczynili podobnie. W tym czasie prezydent miasta był na urlopie.

To nie była pierwsza konkursowa porażka Wasilewskiego w starciu z Bernatowiczem, obaj ubiegali się o to stanowisko w 2014 roku, gdy prezydentem Poznania był Ryszard Grobelny, ale wtedy do „finału” przeszło troje kandydatów. Bernatowicz uzyskał 5 głosów, a Wasilewski tylko 1. Karolina Sikorska, ówczesna wicedyrektor Arsenału, zdobyła 3 głosy. Gdy Jaśkowiak wrócił z urlopu, podjął decyzję o wyborze przegranego, czyli Marka Wasilewskiego, a na internetowej stronie Urzędu Miasta zamieszczone zostało uzasadnienie tej decyzji. Prezydent w ogólnikowych słowach stwierdził m.in., że za rządów Bernatowicza Arsenał nie wykorzystywał swojego potencjału, że program tej galerii powinien spełniać oczekiwania lokalnej społeczności, że powinna być ona kulturalną wizytówką promującą Poznań w kraju i za granicą, że mają być dokonane niezbędne zmiany w zakresie jej infrastruktury.

Dziwne to tłumaczenie, bo to właśnie za kadencji Bernatowicza nastąpił wzrost frekwencji w Arsenale o 100 procent. Zaprezentowana tam wystawa Strategie buntu została oceniona przez Piotra Kosiewskiego w recenzji dla magazynu o sztuce Szum jako „jedna z najciekawszych ekspozycji ostatnich lat”. Galeria była otwarta na rozmaite lokalne środowiska twórców i dlatego dotychczasowego dyrektora poparło wielu artystów o rozmaitych poglądach, w tym wielu wykładowców Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu (macierzystej uczelni Wasilewskiego). Bernatowicz pozyskał najbardziej reprezentacyjne przestrzenie budynku, które wcześniej zajmowała księgarnia i w ten sposób Arsenał stał się widoczny z płyty Starego Rynku, zyskując również fasadę, co było zachętą do odwiedzin tego miejsca. Innym niedorzecznym argumentem użytym w uzasadnieniu przez Jaśkowiaka był zarzut, jakoby 18. miejsce w rankingu galerii Piotra Sarzyńskiego, który ukazuje się w tygodniku Polityka, to było za mało. Dlaczego niedorzecznym? Bo w rankingu tym Arsenał znalazł się po raz pierwszy od lat!

Być jak Ewa Wójciak

Względy merytoryczne i osiągnięcia powinny świadczyć na korzyść Piotra Bernatowicza, ale nie w Poznaniu rządzonym przez skrajnie lewicowego prezydenta miasta, który regularnie uczestniczy w manifestacjach KOD, pojawia się na wiecach proaborcyjnych, przemawia na Marszach Równości i zwalcza narodowców. Swoją wizję kultury Jacek Jaśkowiak dobitnie przedstawił w połowie stycznia na przyjęciu noworocznym. Wprost stwierdził, że artyści mają brać przykład z Teatru Ósmego Dnia: „Taka twórczość zaangażowana, także politycznie, to niezbędny element  społeczeństwa obywatelskiego […]. Dziś nie można tego oderwać od polityki”. Bernatowicz z pewnością nie pasował do tak zdefiniowanej koncepcji działalności kulturalnej, ponieważ nie pojawiał się na żadnej tego typu manifestacji politycznej czy światopoglądowej.

Co innego przeforsowany przez Jaśkowiaka Marek Wasilewski. W maju 2010 r. wywołał on skandal jako reżyser performance w Łodzi, w którym nagi mężczyzna wszedł w czasie mszy św. do kościoła. Było to filmowane, a Wasilewski miał powiedzieć, że „to tylko sztuka”. O poglądach prof. Marka Wasilewskiego świadczą różne podpisywane przez niego listy poparcia, np. był sygnatariuszem słynnej „listy ch…” broniących Ewę Wójciak, która nazwała obelżywie papieża Franciszka, był współzałożycielem Otwartej Akademii skupiającej środowiska artystyczne cechujące się poglądami antyklerykalnymi i lewicowo-liberalnymi, a ponadto zaangażował się w anypisowskie wystąpienia, m.in. uczestniczył w organizowanym przez Gazetę Wyborczą czytaniu konstytucji. Znana jest jego wypowiedź dla magazynu publicystycznego Politico, w której domagał się od Unii Europejskiej wprowadzenia wobec Polski rządzonej przez PiS chociaż symbolicznych sankcji, takich jak tymczasowe zawieszenie Polsce prawa głosu w UE albo przekazywanie funduszy europejskich bezpośrednio władzom regionalnym i miejskim, z pominięciem władz centralnych, co utrudniłoby rządowi wypłacanie środków z programu Rodzina 500+.

Podgrzewanie konfliktu kulturowego

Jacek Jaśkowiak powołał na stanowisko dyrektora Galerii Miejskiej Arsenał człowieka o skrajnie lewicowym światopoglądzie i zaangażowanego politycznie. Zresztą Marek Wasilewski od ogłoszenia go nowym dyrektorem Arsenału udzielił już znaczącej wypowiedzi, na podstawie której można wnioskować, w jakim celu ta galeria będzie wykorzystywana. „…architektura [Arsenału – przyp. aut.], która podpowiada otwieranie się na ludzi i nowe idee. Dla konserwatystów i ksenofobów bardziej nadaje się stojący nieopodal zamek Przemysła” – powiedział w wywiadzie zamieszczonym na stronie internetowej Urzędu Miasta Poznania.

Wiele wskazuje na to, że przeforsowanie Wasilewskiego na stanowisko dyrektora galerii ma poszerzyć nomen omen arsenał środków służących podsycaniu konfliktu polityczno-obyczajowego w Poznaniu. To bardzo wygodne dla prezydenta Jaśkowiaka, którego działalność sprowadza się do gestów PR-owych. Nie wykazał się jeszcze w roli gospodarza miasta, natomiast robi wszystko, aby budować wizerunek lewackiego celebryty, który zrobi sobie zdjęcie z Krystyną Jandą lub z imigrantami z Syrii, wymieni się ciosami z Dariuszem Michalczewskim, pokaże się na Marszu Równości, powie kilka zdań na proteście feministek i naubliża rządowi.

Na horyzoncie pojawiło się już kolejne zarzewie konfliktu – jednym z kuratorów tegorocznego Festiwalu Malta został Oliver Frljić, reżyser skandalicznego spektaklu Klątwa wystawionego w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Czy w Poznaniu szykuje się kolejna „artystyczna” awantura? Kilka lat temu w Poznaniu pod naciskiem społecznym udało się zapobiec wystawieniu w ramach tego festiwalu gorszącego przedstawienia Golgota picnic, ale za prezydentury Jacka Jaśkowiaka nie ma co liczyć na rozsądek władz, tym bardziej, że wspierać go w tym będą osoby pokroju Marka Wasilewskiego.

piątek, 3 marca 2017

Nie znajdziesz planu przetargów w Poznaniu

Być może to nie jest jakiś emocjonujący temat, ale sprawa jest istotna, ponieważ dotyczy funkcjonowania naszego samorządu. W czerwcu 2016 r. została znowelizowana ustawa Prawo zamówień publicznych. Wprowadziła ona m.in. na jednostki samorządu terytorialnego, obowiązek publikowania planu postępowań o udzielenie zamówień, jakie mają być przeprowadzone w najbliższym roku kalendarzowym. W takim planie mają być zawarte informacje o przedmiocie zamówienia, rodzaju zamówienia, przewidywanym trybie lub innej procedurze udzielenie zamówienia, orientacyjnej wartości zamówienia oraz przewidywanym terminie wszczęcia postępowania (z dokładnością do kwartału lub miesiąca).
 
Nowe prawo jest świetne, ponieważ taki obowiązek daje wiele korzyści: 1) w pewien sposób dyscyplinuje urzędników i mobilizuje ich do lepszego planowania wydatków; 2) daje społeczeństwu narzędzie do lepszej kontroli poczynań władz samorządowych; 3) pozwala przedsiębiorcom lepiej przygotować się do procedury przetargowej; 4) można łatwiej uniknąć sytuacji, w których o pewnych zamówieniach dowiadują się tylko znajomi królika.
 
Postanowiłem sprawdzić, czy Miasto Poznań umieściło gdzieś taki plan. Zacząłem od podstrony “Zamówienia publiczne”, ale niczego takiego nie znalazłem. Przeczesałem bip.poznan.pl wzdłuż i wszerz, ale bez skutku. Dlatego napisałem w tej sprawie interpelację. Sekretarz miasta odpisał mi, że taki plan się znajduje i podał mi adres - strasznie długi i skomplikowany. Musiałem literka po literce, myślnik po myślniku, wpisać go, żeby uzyskać dostęp do planu zamówień publicznych Poznania. Bardziej zakamuflować się tego nie dało! Obawiam się, że nie tylko mieszkańcy i przedsiębiorcy, ale również urzędnicy nie byliby w stanie normalnie do tego planu dojść.
 
Jakie jest tłumaczenie pana sekretarza? Bip jest modernizowany... Ale zapowiedział, że plan przetargów znajdzie się w zakładce “Zamówienia publiczne”. Kurczę, jakbym o to nie zapytał, to nic by się nie zmieniło. Na najbliższym posiedzeniu Doraźnej Komisji Legislacyjnej zamierzam poruszyć ten wątek.
 
Poniżej moja interpelacja oraz odpowiedź pana sekretarza.


środa, 18 stycznia 2017

Dwukadencyjność władz wykonawczych w gminach

Jacek Jaśkowiak jest zwolennikiem dwukadencyjności władz wykonawczych w gminach, ale jeśli to samo zdanie wyraża Jarosław Kaczyński, to prezydent Poznania nie potrafi przyznać mu racji, tylko na siłę szuka zaczepki i stroszy piórka, ponieważ chce innym pokazać jak bardzo się we wszystkim różni od prezesa PiS.



To z jednej strony pokazuje, jak uproszczonym rozumowaniem kieruje się prezydent Poznania, a także obrazuje metodę działania części opozycji - czegokolwiek nie zrobi Prawo i Sprawiedliwość, zawsze będzie twierdzić, że jest źle.

Uważam, że uprawianą niemal na każdym kroku publicystyką polityczną to właśnie pan Jaśkowiak próbuje odwrócić uwagę od swojej nieudolności w zarządzaniu miastem (miliony złotych dofinansowania na inwestycje przemykają Poznaniowi koło nosa).

A wracając do tematu dwukadencyjności – postulat ten już wiele lat temu znalazł się w programie Prawa i Sprawiedliwości (czytaj niżej) i jest popierany przez większość społeczeństwa. To dobrze, że wreszcie partia rządząca w kraju - Prawo i Sprawiedliwość, chce ten postulat zrealizować i nawet pan Jaśkowiak powinien temu przyklasnąć.

Fragment z programu Prawa i Sprawiedliwości 2014 (s. 53-54):

"Dążąc do poprawy jakości demokracji lokalnej, spełnimy coraz powszechniejszy postulat ustawowego ograniczenia w czasie - do dwóch kadencji - nieprzerwanego pełnienia tej samej funkcji przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast; po przerwie trwającej co najmniej jedną kadencję zainteresowana osoba będzie mogła kandydować na to samo stanowisko ponownie. Rozwiązanie to będzie reakcją na powstawanie w wielu miastach i gminach wiejskich spetryfikowanych układów władzy, sprzyjającym różnym nieprawidłowościom".


W tej sprawie wypowiedziałem się dla TVP3 Poznań. Materiał dostępny jest TUTAJ.

środa, 7 grudnia 2016

Moje poprawki do budżetu Poznania na 2017 r.

To pierwszy projekt budżetu Poznania, do którego miałem możliwość zgłaszania poprawek (zostałem zaprzysiężony na radnego 8 grudnia 2015 r.). Co zaproponowałem?

Zgłosiłem poprawkę w sprawie remontu boisk sportowych do koszykówki, siatkówki i piłki ręcznej znajdujących się na terenie Zespołu Szkół Licealno-Technicznych przy ul. 28 Czerwca 1956 r. nr 352/360. Są one w opłakanym stanie (pofałdowane, dziurawe, popękane), co w zasadzie uniemożliwia uczniom tej szkoły uprawianie wspomnianych dyscyplin na świeżym powietrzu. W szkole kształci się techników zajmujących się tworzeniem grafik, gier, aplikacji internetowych i mobilnych, sieci komputerowych, baz danych, kształci się chemików oraz specjalistów w dziedzinie ochrony środowiska. Oni również potrzebują ruchu na świeżym powietrzu i nie powinni mieć zajęć sportowych wyłącznie na sali gimnastycznej! Szkoła zasługuje na tym większą uwagę, że w 2017 r. obchodzić będzie 70-lecie swojego istnienia.

Kolejna poprawka dotyczyła likwidacji barier architektonicznych w Zespole Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych nr 2 przy ul. 28 Czerwca 1956 r. nr 296/298. Z usług poradni korzystają nauczyciele, uczniowie i ich rodzice. Poradnia zajmuje się również dziećmi niepełnosprawnymi, zatem oczywiste jest, że częstymi gośćmi są tam osoby na wózkach inwalidzkich. Aby ułatwić im poruszanie się konieczny jest remont nawierzchni wokół budynków (nierówne płytki, krawężniki) i montaż poręczy przy podjazdach. Ponadto dla osób niewidomych przydatna byłaby specjalna tablica w technologii 3D, która przedstawiałaby plan budynku.

Złożyłem poprawkę w sprawie renowacji Lasku Dębieckiego (znajduje się pomiędzy torami kolejowymi a ul. 28 Czerwca 1956 r.), w którym trzeba dokonać remontu alejek parkowych i uporządkować drzewostan. Ponadto mieszkańcy Dębca zgłaszali potrzebę zamontowania w parku oświetlenia, co poprawiłoby bezpieczeństwo odwiedzających park po zmroku, chociażby osób wychodzących z psami na spacer.

Poprzez wniosek budżetowy przypomniałem o z dawna oczekiwanej inwestycji na Wildzie, jaką jest remont schodów w ciągu ul. Chwiałkowskiego. Schody łączą ul. Dolna Wilda z ul. Górna Wilda i są bardzo ważnym elementem komunikacyjnym w tej części osiedla.

Powróciłem również do mojego pomysłu z 2015 roku, który próbowałem zgłosić do PBO 2016, a mianowicie do wybudowania automatycznych wież parkingowych, które mogą pomieścić od 4 do przeszło 20 samochodów, zajmując mniej więcej powierzchnię 2-3 miejsc postojowych. Takie wieże można wtopić w otoczenie poprzez zastosowanie odpowiedniej elewacji. Wydaje się, że powinien to być pomysł interesujący również dla tych, którzy woleliby, aby zamiast miejsca postojowego powierzchnię zajmowała zieleń.

I na koniec poprawka szczególna. Zaproponowałem, aby przeznaczyć część środków z budżetu miasta na wybudowanie na dwóch komunalnych cmentarzach (Junikowo i Miłostowo) pomników dziecka nienarodzonego. Miałem tutaj na względzie tragedie wielu kobiet, które utraciły dziecko w wyniku poronienia, jakiejś choroby, nieszczęśliwego zdarzenia, konieczności usunięcia ciąży lub innych przypadków. Szczególnie dla matek wiąże się to z traumatycznymi przeżyciami, ogromnym bólem, cierpieniem psychicznym i fizycznym, niewyobrażalnym poczuciem straty. Takie miejsce, gdzie można pożegnać się z utraconym dzieckiem, przeżyć żałobę, zapalić świeczkę, odbyć modlitwę, jest bardzo ważne i może pomóc pogodzić się z trudną rzeczywistością, wrócić do równowagi psychicznej i duchowej. Wyobrażam sobie, aby te pomniki miały skromną, symboliczną i gustowną formę.

Jaki los czeka zgłoszone przeze mnie pomysły? Przekonamy się o tym wkrótce.

czwartek, 27 października 2016

Społeczne obchody Narodowego Święta Niepodległości 10 listopada 2016 r.

Zachęcam do udziału w społecznych obchodach Narodowego Święta Niepodległości wspólnie z Prezesem #PiS Jarosławem Kaczyńskim.

Plan obchodów:

Chętni do wyjazdu z Poznania proszeni są o zapisywanie się w tygodniu od poniedziałku do piątku w godzinach 15:00-18:00 pod nr tel. 603-895-993.

środa, 28 września 2016

W Poznaniu radni PO i lewicy dali zielone światło dla dyskryminacji narodowców


12 marca 2016 r. miał się odbyć amatorski turniej sportów walki dla osób o poglądach nacjonalistycznych (narodowych) "First to Fight". Prezydent zagroził klubowi sportowemu, w którym impreza miała się odbyć, że jeśli udostępni salę nacjonalistom, to nie otrzyma w przyszłości miejskich dotacji. Ponadto wydał dyspozycje urzędnikom, aby podjęli formalne działania w sprawie turnieju. Klub zerwał umowę z organizatorem. Organizatorowi udało się jednak  znaleźć inną salę (KS Posnania, administrowana przez Zespół Szkół z Oddziałami Sportowymi Nr 1), ale musiał przez to przesunąć imprezę na kolejny dzień. 13 marca, już w trakcie turnieju, interwencję podjęła dyrektor, która kilkakrotnie usiłowała przerwać turniej, wezwała nawet policję. Policja przyjechała, jednakże nie podjęła interwencji, gdyż nie było ku temu podstaw. Jak się okazało później, dyrektor szkoły chciała przerwać turniej "ze względu na jego ideę". W maju organizator złożył na Prezydenta skargę, która była rozpatrywana przez Radę Miasta Poznania. Poniżej treść mojego wystąpienia w tej sprawie, w imieniu klubu radnych PiS.


Szanowni Państwo! Rozpocznę od wątku, który w rzeczywistości nie powinien mieć w tej sprawie decydującego znaczenia, a który jednak był motorem działań Prezydenta Miasta i był najczęściej komentowany. Chodzi o to jak należy klasyfikować nacjonalizm.

Jednym z argumentów, którym Prezydent Miasta uzasadniał swoje działania w sprawie będącej przedmiotem tej skargi, była jego walka z rzekomo zakazaną prawem ideologią nacjonalistyczną. Bezpodstawnie wrzucił on nacjonalizm do jednego worka z nazizmem, faszyzmem, rasizmem i ksenofobią. Tymczasem nacjonalizm jest to „postawa społeczna i polityczna oraz ideologia uznająca interes własnego narodu za wartość najwyższą, głosząca, że suwerenne państwo narodowe jest najwłaściwszą formą organizacji danej społeczności złączonej wspólnotą pochodzenia, języka, historii, kultury”. Taka jest definicja nacjonalizmu w słowniku języka polskiego pod redakcją profesora Stanisława Dubisza i niemal takie samo wyjaśnienie znajdziemy w słowniku wyrazów obcych pod redakcją profesora Mirosława Bańki.

Profesor Andrew Heywood, którego książki znajdują się na listach lektur studentów politologii stwierdza, że istotnymi elementami doktryny nacjonalistycznej są takie pojęcia jak: naród, wspólnota organiczna, samostanowienie i polityka tożsamości. Zwraca uwagę na to, że większość inicjatyw niepodległościowych na świecie, również tych antykolonialnych, miało charakter nacjonalistyczny. Za początek ideologii nacjonalistycznej uznaje on Wielką Rewolucję Francuską, kiedy to państwo przestało być własnością dynastii, a stało się własnością narodu.

Ideę samostanowienia narodów propagował prezydent Stanów Zjednoczonych – Woodrow Wilson. Mamy w Poznaniu park noszący jego imię. Z kolei polskiemu narodowcowi – Romanowi Dmowskiemu – liderowi Narodowej Demokracji, zawdzięczamy w dużej mierze kształt granic Polski po I wojnie światowej, o które zabiegał drogą dyplomatyczną wraz z Ignacym Janem Paderewskim w czasie konferencji paryskiej. W Poznaniu znajdują się ulice noszące ich imiona. Nacjonalizm nie jest ideologią, której propagowanie jest zakazane.

 Przejdźmy teraz do meritum. W Poznaniu – w tak zwanym Wolnym Mieście – musimy dziś bronić praw i swobód obywatelskich mieszkańców Poznania. Praw wyrażonych zarówno w Konstytucji, jak i w aktach prawa międzynarodowego, takich jak art. 19 Międzynarodowego Paktu Praw Politycznych i Obywatelskich, art. 14 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka czy art. 21 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Wspominam o tym, bo podobno władzom miasta zależy na osiągnięciu europejskich standardów.

Art. 32 Konstytucji brzmi: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Co to oznacza w praktyce?

Jeśli jakiś anarchista, socjaldemokrata, liberał, chadek, konserwatysta lub nacjonalista kupi bilet tramwajowy, to ma prawo jechać tramwajem tak daleko, jak to jest przewidziane w regulaminie i żaden kontroler nie ma prawa wyrzucić tej osoby za to, jakie ma poglądy. Jeśli złoży wniosek o udostępnienie informacji publicznej, to urzędnik jest zobowiązany udzielić mu odpowiedzi w przewidzianym w ustawie terminie i nie jest ważne, jakie poglądy wyznaje interesant. Jeśli zarezerwuje halę sportową, aby urządzić tam zawody, to żadnemu urzędnikowi nie wolno odmawiać mu tego prawa ze względu na to, jakie poglądy ma potencjalny najemca. Niestety, na tej sali nie wszyscy to rozumieją.

Skarga, którą dziś się zajmujemy dotyczy wydarzeń mających miejsce w marcu tego roku. 12 marca miał się odbyć amatorski turniej sportów walki „First to Fight”. Nie odbył się, ponieważ Prezydent Miasta Poznania nie podzielał poglądów politycznych organizatorów i uczestników tej imprezy. Wykorzystał on fakt, że stowarzyszenie sportowe KKS Sporty Walki Poznań, które miało wynająć halę organizatorowi imprezy, było od Miasta zależne finansowo, ponieważ otrzymało dotacje na realizację zadań w ramach projektu Młodzieżowe Centrum Sportu. Z publikacji prasowej, która ukazała się 7 marca, wynikało, że Prezydent Miasta wprost powiedział, że to stowarzyszenie oraz każde inne, które będzie współpracować z organizacjami prezentującymi poglądy nacjonalistyczne nie otrzyma w przyszłości miejskich dotacji.

Takie wywieranie nacisku, jakie zastosował Prezydent Poznania, jest bezprawne i już to jest wystarczającym powodem, aby uznać skargę za zasadną. 30 sierpnia na posiedzeniu Komisji Rewizyjnej przedstawiciel Wydziału Sportu powiedział, że dotacje dla organizacji sportowych są przydzielane w trybie konkursu przez specjalnie powołaną komisję. Nie podał podstawy prawnej, na mocy której Prezydent Miasta mógł stwierdzić, że organizacje propagujące nacjonalizm lub organizacje wynajmujące im sale będą dyskryminowane poprzez uniemożliwienie im starania się o wsparcie finansowe z Miasta. Doszło więc do przekroczenia uprawnień przez Prezydenta Miasta polegającego na publicznym zastraszeniu stowarzyszenia sportowego oraz na nieuprawnionym ingerowaniu w przyjętą w Urzędzie Miasta procedurę przyznawania dotacji.


 
Jeszcze przed ukazaniem się w prasie publikacji na temat turnieju „First to Fight” Prezydent Miasta wydał polecenie podjęcia formalnych działań swojemu zastępcy, Arkadiuszowi Stasicy, który nadzorował wówczas Wydział Sportu. W związku z tą dyrektywą, 7 marca Wydział Sportu za pośrednictwem poczty elektronicznej wezwał zarząd stowarzyszenia do złożenia w trybie natychmiastowym wyjaśnień na temat turnieju „First to Fight” oraz do odniesienia się do treści publikacji prasowej, jakoby na tej imprezie miały być propagowane poglądy nacjonalistyczne. Ponadto z członkiem zarządu stowarzyszenia komunikował się w tej sprawie prawnik Wydziału Sportu. Na skutek presji Prezydenta Miasta i podległych mu urzędników, klub KKS zerwał umowę ze Skarżącym – organizatorem turnieju „First to Fight”. Ponadto urzędnik z Wydziału Sportu dokonał 10 marca wizytacji na terenie klubu KKS. Kontrola ta została zapowiedziana w artykule pt. „Prezydent mówi NIE turniejowi nacjonalistów”, który ukazał się 7 marca na oficjalnej stronie Miasta Poznania poznan.pl.

Na posiedzeniu Komisji Rewizyjnej zostało potwierdzone, że zarówno wezwanie do złożenia w trybie natychmiastowym wyjaśnień, rozmowa telefoniczna z członkiem zarządu stowarzyszenia oraz wizytacja w klubie KKS nie miały charakteru rutynowego, ale zostały dokonane na polecenie Prezydenta Miasta Poznania w związku z mającym się odbyć turniejem „First to Fight”. Jest to drugi przykład przekroczenia uprawnień przez Prezydenta Miasta, polegającego na dokonaniu czynności, do podjęcia których nie było podstawy prawnej, gdyż sparingi czy turniej osób o poglądach nacjonalistycznych oraz domniemane propagowanie poglądów nacjonalistycznych nie jest w Polsce zakazane.


  Skarżący, po zerwaniu umowy przez KKS zaczął szukać innego miejsca, aby przeprowadzić turniej. W tajemnicy, na 13 marca udało mu się zarezerwować halę w Klubie Sportowym Posnania administrowanym przez Zespół Szkół z Oddziałami Sportowymi nr 1. Tam także doszło do próby uniemożliwienia przeprowadzenia tej imprezy – dyrektor szkoły usiłowała kilkakrotnie ją przerwać, wezwała w tej sprawie także policję. Znamienne jest to, że policja nie została przez dyrektor szkoły zawiadomiona o popełnieniu przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego, dotyczącego propagowania zakazanych ideologii, ale z art. 193 kodeksu karnego, dotyczącego nie opuszczenia lokalu wbrew żądaniu osoby uprawnionej. 18 marca policja na podstawie zebranych dowodów umorzyła dochodzenie.

Trzeba wspomnieć w tym momencie o wyjaśnieniach na temat zajścia z 13 marca, które dyrektor tej szkoły złożyła Wydziałowi Oświaty 14 marca. Stwierdza w nich, że zgodnie z decyzją Prezydenta Miasta Poznania, podjęła kilkakrotnie próbę przerwania turnieju „First to Fight” i że nadrzędnym celem wszystkich jej żądań, dotyczących opuszczenia obiektu, była niezgoda na realizację tego meetingu w związku z jego ideą. Mamy tu więc kolejny przejaw dyskryminacji ze względu na poglądy polityczne, który został podyktowany decyzją Prezydenta Miasta i klimatem, który wytworzył wokół środowiska nacjonalistów. Chciałbym podkreślić, iż uważam, że odpowiedzialności za ten akt dyskryminacji nie ponosi dyrektor szkoły, tylko Prezydent, ponieważ to on wydał takie, a nie inne polecenia, to on udzielił takich a nie innych publicznych wypowiedzi.

 Organ wykonawczy gminy nie posiada kompetencji do oceny, kto jest rasistą, kto nacjonalistą, a kto anarchistą. Kompetencje w tym zakresie mają organa ścigania oraz sądy. Zatem ferując w tym zakresie apriorycznie wyroki, na podstawie niezweryfikowanego przez odpowiednie instytucje artykułu prasowego, oraz wydając dyspozycje urzędnikom do podejmowania prewencyjnych działań, na podstawie swoich prywatnych ocen, Prezydent Miasta kolejny raz dopuścił się przekroczenia swoich uprawnień.

I ostatnia, najpoważniejsza kwestia. W wypowiedzi udzielonej prasie, w artykule na oficjalnej stronie Miasta Poznania poznan.pl, w korespondencji Wydziału Sportu do KKS oraz w wyjaśnieniu dyrektor szkoły zarządzającej halą KS Posnania – głównym motywem było uniemożliwienie przeprowadzenia turnieju „First to Fight” ze względu na jego nacjonalistyczny charakter.

Prezydent Miasta i podlegli mu urzędnicy dopuścili się wobec Skarżącego i uczestników turnieju „First to Fight” dyskryminacji ze względu na poglądy polityczne, co jest podważeniem podstawowych praw i wolności obywatelskich oraz stanowi naruszenie interesu publicznego. Nawet gdyby Prezydent Miasta był święcie przekonany o tym, że na turnieju „First to Fight” będzie propagowana zakazana ideologia, to miał obowiązek zgłoszenia tego organom ścigania, o czym mówi art. 304 kodeksu postępowania karnego. Czy Prezydent Miasta to zrobił? Nic mi o tym nie wiadomo.

Podsumujmy. 9 maja 2016 r. organizator turnieju „First to Fight” złożył skargę na Prezydenta Miasta Poznania. Zgodnie z art. 227 kodeksu postępowania administracyjnego przedmiotem skargi może być m.in. naruszenie praworządności lub interesów skarżących.


 
1. W rozpatrywanej przez Radę Miasta sprawie Skarżący zarzucił Prezydentowi Miasta zakłócenie organizacji imprezy „First to Fight”, co naruszyło interesy Skarżącego. Jak wynika ze zgromadzonej dokumentacji oraz z protokołu z posiedzenia Komisji Rewizyjnej 30 sierpnia, Prezydent Miasta rzeczywiście podjął działania, które miały na celu uniemożliwienie odbycia się tych zawodów. Dodać należy, że działania te odniosły skutek, ponieważ turniej nie odbył się w planowanym przez organizatora terminie i miejscu, co wiązało się dla niego z poniesieniem dodatkowych kosztów. W związku z tym skarga jest zasadna, ponieważ interes Skarżącego został przez Prezydenta Miasta naruszony.

2. Skarżący zarzucił Prezydentowi Miasta naruszenie praworządności poprzez wywieranie presji na stowarzyszenie KKS Sporty Walki Poznań w celu wymuszenia zerwania umowy z organizatorem turnieju „First to Fight”. Prezydent Miasta podjął działania, które należy uznać za wywieranie presji na stowarzyszenie KKS poprzez wypowiedzi publiczne, w których groził stowarzyszeniu nieprzyznaniem dotacji, a także poprzez wydanie swojemu zastępcy oraz urzędnikom polecenia podjęcia działań, które nie miały oparcia w przepisach i jako takie były bezprawne. W związku z tym skarga jest zasadna, ponieważ Prezydent Miasta dopuścił się naruszenia praworządności.

3. Skarżący zarzucił Prezydentowi Miasta naruszenie praworządności poprzez podejmowanie działań spełniających znamiona dyskryminacji ze względu na poglądy polityczne. Prezydent Miasta oraz podlegli mu urzędnicy wielokrotnie motywowali swoje działania chęcią wyeliminowania z życia politycznego, społecznego i gospodarczego osób i organizacji podzielających ideologię nacjonalistyczną, co jest ewidentnym dowodem dyskryminacji ze względu na poglądy polityczne, a więc naruszenia art. 32 Konstytucji. W związku z tym skarga jest zasadna, ponieważ Prezydent Miasta dopuścił się naruszenia praworządności.

Szanowni Państwo, w świetle dostępnych dokumentów i przedstawionych argumentów klub radnych Prawo i Sprawiedliwość zagłosuje przeciwko uznaniu skargi za bezzasadną, ponieważ trzy zarzuty sformułowane w tej skardze przez Skarżącego są zasadne.

EPILOG

Głosowanie w sprawie skargi odbyło się 27 września 2016 r. Większością głosów (radni PO i lewicy) uznana została za bezzasadną.

niedziela, 18 września 2016

Upamiętnić lotników 302. Dywizjonu "Poznańskiego"

302. Dywizjon „Poznański” został utworzony 13 lipca 1940 r. Był pierwszym polskim dywizjonem myśliwskim sformowanym w Wielkiej Brytanii. Wśród personelu latającego i obsługi technicznej było wielu żołnierzy 132. Eskadry Myśliwskiej, która wchodziła w skład 3. Dywizjonu Lotnictwa Armii „Poznań”. Po przegranej kampanii wrześniowej wielu lotników przedostało się do Francji, gdzie kontynuowali walkę przeciwko Niemcom w Dywizjonie 1/145. Po kapitulacji Francji w 1940 r. ewakuowali się oni do Wielkiej Brytanii. 


Ten szlak bojowy odzwierciedlał emblemat, który przyjął Dywizjon 302. Był to czarno-niebieski kruk na tarczy w kształcie rombu, który nawiązywał do znaku 132. Eskadry Myśliwskiej oraz czerwono-biało-niebieskie pasy i numer 1/145, które nawiązywały do walk we Francji. Naszywkę z tą odznaką nosili na mundurach piloci i mechanicy, była ona również malowana po obu stronach kadłuba samolotów, koło kabiny pilota. Samoloty tej formacji (Hurricane i Spitfire) były oznaczone literami „WX”, a lotnicy nosili szaliki o czekoladowej barwie.


Jednostkę udało się szybko przygotować do walki – gotowość bojową Dywizjon 302. osiągnął 15 sierpnia 1940 r. i wszedł w skład 12. Grupy Myśliwskiej. Jego głównym zadaniem była obrona wschodniej Anglii. W dniach 14-25 września 1940 r. – w kulminacyjnym momencie bitwy o Anglię – bronił nieba nad Londynem. Od listopada 1940 r. brał udział w osłanianiu konwojów na Kanale La Manche. 19 sierpnia 1942 r. Dywizjon brał udział w osłanianiu operacji desantowej pod Dieppe. W 1943 r. eskortował amerykańskie „latające fortece” bombardujące cele we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech, m.in. wyrzutnie rakiet V-1 i V-2. Lotnicy Dywizjonu 302. brali udział w trwającej od 6 czerwca do 31 sierpnia 1944 r. operacji Overlord (lądowanie aliantów w Normandii i walki we Francji). Piloci, oprócz walki w powietrzu, bombardowali i ostrzeliwali cele naziemne – zgrupowania pojazdów mechanicznych, składy sprzętu bojowego, przeprawy na rzekach, ruch kolejowy i drogowy. „Poznańscy” myśliwcy zniszczyli w tej operacji również 5 aparatów torpedowych „Neger”. Ostatnim ich zadaniem był lot 7 maja 1945 r., natomiast rozwiązanie Dywizjonu 302. nastąpiło 18 grudnia 1946 r.

kpt. pil. Kazimierz Sporny
Lotnicy Dywizjonu 302. strącili niemal 50 samolotów, zginęło ponad 20 pilotów. Wykonali 10.996 godzin lotów bojowych w czasie 16.311 godzin. Jednym z bohaterskich lotników tej formacji był kpt. Kazimierz Sporny, rodowity poznaniak, as myśliwski, którego prochy zostały sprowadzone z Wielkiej Brytanii do Polski 25 sierpnia 2016 r. i który został z honorami pochowany w Poznaniu na cmentarzu komunalnym na Miłostowie (materiał TVP Info TUTAJ). Obecnie tradycję Dywizjonu 302. kultywuje 31. Baza Lotnictwa Taktycznego na poznańskich Krzesinach. Lotnicy Dywizjonu 302. nie zostali jeszcze w Poznaniu uczczeni poprzez nadanie nazwy ulicy, ronda, mostu, skweru lub parku.


Rondo
Zaproponowałem, aby mianem Lotników 302. Dywizjonu „Poznańskiego” nazwać rondo na osiedlu Świerczewo w Poznaniu (kliknij TUTAJ). Wokół ronda znajdują się tereny zielone oraz ruiny bunkra, które tworzą bardzo ładny krajobraz. Proponowana nazwa ronda nawiązywałaby tematycznie do nazw innych ulic znajdujących się na osiedlu Świerczewo, które upamiętniają ludzi zasłużonych w walce o wolną Polskę w czasie II wojny światowej: Bohaterów Westerplatte, Henryka Sucharskiego, Leopolda Okulickiego, Henryka Zygalskiego, Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego, Zbigniewa Kiedacza, Stanisława Niedbalskiego, Pawła Cymsa, Jana Wojkiewicza i Franciszka Witaszka. Niedługo Radni Miasta zadecydują o tym, czy nadać rondu taką nazwę.


Pomimo swych wielu zasług i wielkich dokonań 302. Dywizjon „Poznański” nie utrwalił się niestety w świadomości społecznej tak mocno, jak to się stało w przypadku 303. Dywizjonu „Warszawskiego” im. Tadeusza Kościuszki. Nadanie rondu na Świerczewie nazwy Lotników 302. Dywizjonu „Poznańskiego” byłoby elementem uwypuklającym wkład poznaniaków w walkę o niepodległość Polski w czasie II wojny światowej, podkreślającym tradycje lotnicze naszego miasta oraz wzmacniającym postawę patriotyczną.

Poniżej opinia dowódcy 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego, która dziedziczy tradycję 302. Dywizjonu "Poznańskiego".




fot. niebieskaeskadra.pl, www.polishsquadronsremembered.com, Piotr Łysakowski

piątek, 16 września 2016

Optymalizacja przystanków komunikacji miejskiej

Dlaczego na wiatach przystankowych tylko reklamy są widoczne z prawie każdej strony? Dlaczego rozkłady jazdy umieszczane są zazwyczaj tylko z jednej strony, w taki sposób, że gdy chcemy zapoznać się z umieszczonymi na nich informacjami, musimy się przeciskać pomiędzy osobami stojącymi pod zadaszeniem i stawać „przed nosami” osób siedzących na ławeczce wewnątrz wiaty? Nie jest to komfortowa sytuacja zarówno dla tych siedzących, jak i dla usiłujących zapoznać się z rozkładem jazdy. Tymczasem przeszklona konstrukcja wielu wiat przystankowych umożliwiałaby umieszczanie „obustronnych” rozkładów jazdy, które byłyby widoczne od wewnątrz oraz na zewnątrz wiaty. Chociażby w centrum jest wiele przystanków, w których można by zastosować takie rozwiązanie, np. „Fredry”, „Wrocławska”, „Plac Bernardyński”, „Plac Wiosny Ludów” oraz inne przystanki, gdzie piesi mają możliwość obejścia wiaty dookoła.
Zwróciłem się w tej sprawie z interpelacją zawierającą prośbę o przeanalizowanie możliwości wdrożenia takiego rozwiązania, ustalenie liczby wiat, na których takie obustronne rozkłady można by zastosować oraz o przedstawienie szacunkowych kosztów.

Ponadto uważam, że należałoby zlustrować poznańskie przystanki pod kątem ich funkcjonalności, a przy okazji także utrzymania czystości i estetyki. Posłużę się tutaj przykładem przystanku „Półwiejska”, z którego korzysta mnóstwo osób, ponieważ można z niego dojechać w różne części miasta. Wiaty przystankowe są znacznie oddalone od przejścia dla pieszych. Osoby, które chcą się dowiedzieć dokąd i o jakich porach jadą poszczególne tramwaje muszą przepychać się przez tłum ludzi, aby dotrzeć do rozkładu jazdy. Nieraz byłem świadkiem sytuacji, że zanim taka osoba dotarła do pierwszej wiaty, to jej tramwaj zdążył już odjechać. Bywa, że w godzinach szczytu piesi muszą iść po torowisku, aby ominąć wszystkich stojących na przystanku. Tymczasem sytuację mogłoby ułatwić postawienie bliżej przejścia dla pieszych dodatkowego słupa/szyldu z rozkładem jazdy. Poza tym wiaty na tamtym przystanku mają, co prawda wąskie, ale jednak ograniczające pole manewru ściany boczne. Może na tamtym przystanku warto byłoby zastosować wiaty, których zadaszenie wspierane by było przez łatwe do ominięcia podpory (tak jak to jest na przystanku „Plac Wolności”). Poza tym, czy zamiast trzech mniejszych wiat nie zastosować jednej, ale większej? To tylko jeden z przystanków, a co z pozostałymi?
W interpelacji zwróciłem się również z prośbą o odniesienie się do propozycji przeprowadzenia takiej lustracji przystanków. Zapytałem czy ZTM lub Wydział Transportu i Zieleni zajmował się już tym zagadnieniem?