Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestrzeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestrzeń. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 marca 2017

Pomysł ministerstwa na parkingi w miastach

„9 zł za godzinę parkowania w centrach miast” – podniosła alarm część mediów, a poseł Piotr Liroy-Marzec pyta ministra Mateusza Morawieckiego o co chodzi. W jednych odzywa się obawa, że szykuje się poważna podwyżka dla kierowców, a drudzy już zacierają ręce, że będą mogli podreperować budżety miast. Jednak istota projektu ministerstwa polega na czym innym.


Ministerstwo Rozwoju skierowało do konsultacji społecznych projekt ustawy o zmianie ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym oraz niektórych innych ustaw. Jedną z tych innych ustaw jest ustawa o drogach publicznych, w której uregulowana jest m.in. kwestia opłat za postój w strefach płatnego parkowania (SPP). Projekt ustawy przewiduje utworzenie dodatkowego rodzaju SPP, który mógłby być ustanawiany w miastach o liczbie ludności powyżej 200 tys. mieszkańców na obszarach funkcjonalnego śródmieścia. Maksymalna wysokość opłat w nowym rodzaju strefy mogłaby wynosić trzykrotność maksymalnej stawki obowiązującej w zwykłych SPP. Ponieważ maksymalna stawka w zwykłej SPP może wynosić 3 zł, to maksymalna stawka w „śródmiejskiej” SPP mogłaby wynosić nawet 9 zł.

O czym trzeba pamiętać mówiąc o proponowanych przez Ministerstwo Rozwoju zmianach? Po pierwsze, zmiany nie będą dotyczyć zwykłych SPP, w których wszystko ma pozostać tak jak dotychczas. Po drugie, wpływy z opłat będą zasilać budżety miast, a nie budżet centralny. Po trzecie, to samorządy mają decydować zarówno o granicach „śródmiejskiej” SPP, o czasie jej obowiązywania, a także o wysokości opłat. Zatem to od władz samorządowych będzie zależało, czy „śródmiejska” SPP będzie obejmowała np. jedną ulicę w mieście, czy może cały obszar funkcjonalnego śródmieścia. Władze samorządowe mają decydować, czy „śródmiejska” SPP ma obowiązywać przez 7 dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę, czy może kilka godzin w wybrane dni tygodnia. To również samorząd będzie decydować o tym, czy różnicować opłaty w poszczególnych rejonach „śródmiejskiej” SPP i jaka ma być ich wysokość, np. można ustalić, że w jednym miejscu stawka będzie wynosiła 7 zł, w drugim 5 zł, a w trzecim 4 zł. Jeśli projekt tej ustawy wejdzie w życie, to władze samorządowe mogą uzyskać elastyczne narzędzie służące do realizacji rozsądnej polityki parkingowej.

Ministerstwo chciałoby dać samorządom narzędzie, ale w jaki sposób one to narzędzie wykorzystają będzie zależało od woli politycznej lokalnych władz i tutaj oczywiście istnieje pewne ryzyko, że niektóre samorządy „zaszaleją” i nie wykorzystają danych możliwości racjonalnie, lecz potraktują to jedynie jako okazję do zwiększenia wpływów budżetów miast lub jako straszak na kierowców. Na proponowane przez ministerstwo zmiany można spojrzeć w odpowiedni sposób dopiero po uwzględnieniu kontekstu, czyli całego projektu ustawy. Według założeń projektodawcy głównym celem proponowanych zmian jest pobudzenie kapitału prywatnego w realizację inwestycji publicznych, co ma nastąpić m.in. poprzez usunięcie barier prawnych i podatkowych. Gdzie zatem należy się dopatrywać pobudzenia kapitału prywatnego w aspekcie parkowania w centrach miast? Odpowiedź daje następujący fragment uzasadnienia: Zagospodarowanie dzielnic centralnych w dużych miastach wymaga uwolnienia przestrzeni na rzecz ruchu pieszego i rowerowego oraz jednoczesnego wygospodarowania miejsc postojowych poza ciągami ulic i placami miejskimi. Zatem kapitał prywatny ma być zaangażowany do wygospodarowania miejsc postojowych, czyli do budowy parkingów poprzez partnerstwo publiczno-prywatne z lokalnymi samorządami.

Partnerstwo publiczno-prywatne ma służyć tworzeniu infrastruktury umożliwiającej świadczenie usług publicznych. Parkingi niewątpliwie są przykładem tego rodzaju infrastruktury, jednakże od jakiegoś czasu barierą w realizacji takich przedsięwzięć z udziałem inwestorów prywatnych stała się zbyt niska opłacalność. W sytuacji, w której parkowanie jest bezpłatne kierowca będzie szukać miejsca postojowego jak najbliżej celu swej podróży, a do stawiania samochodu na płatnym parkingu może go skłonić jedynie brak wolnych miejsc przy krawężnikach. Gdy mamy do czynienia z SPP, wtedy do korzystania z parkingów może zachęcić niższa cena. Jeśli godzina postoju na parkingu kosztowałaby 3 zł, a godzina postoju w SPP wynosiłaby 4 zł, wtedy większa liczba kierowców wybierałaby parking. W obecnej sytuacji, gdy maksymalna cena w SPP wynosi 3 zł, właściciel parkingu musiałby oferować cenę 2 zł, a taka relacja cenowa w ocenie inwestorów prywatnych jest nieopłacalna, gdyż nie rekompensuje kosztów budowy i utrzymania parkingu. Efekt widzimy gołym okiem – parkingi powstają jedynie tam, gdzie są centra handlowe, biurowe lub powstają nowe mieszkania.

Widzę sens tworzenia „śródmiejskich” SPP, ale nie po to, by zniechęcać kierowców do wjeżdżania do centrów miast lub zwiększać wpływy do budżetu, lecz po to, aby tworzyć infrastrukturę parkingową w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Zgadzam się z tym, że centra miast są atrakcyjniejsze, jeśli nie są zastawione parkującymi na chodnikach samochodami, ale w zamian trzeba gdzieś znaleźć dla nich porządne miejsca do parkowania. Uważam, że być może należałoby skorygować ten projekt w taki sposób, żeby ustawa obligowała samorządy do tego, aby pieniądze uzyskiwane z opłat za parkowanie w „śródmiejskiej” SPP były w całości przeznaczane na inwestycje w infrastrukturę parkingową na obszarze funkcjonalnego śródmieścia. Natomiast jak chodzi o wizję nieuzasadnionego windowania cen przez władze samorządowe, to tutaj bezpiecznikiem może być świadomość… zbliżających się wyborów. Tymczasem projekt ustawy jest dopiero konsultowany, a przed nim jest jeszcze cała ścieżka legislacyjna, w trakcie której będzie można dokonywać poprawek.

niedziela, 18 września 2016

Upamiętnić lotników 302. Dywizjonu "Poznańskiego"

302. Dywizjon „Poznański” został utworzony 13 lipca 1940 r. Był pierwszym polskim dywizjonem myśliwskim sformowanym w Wielkiej Brytanii. Wśród personelu latającego i obsługi technicznej było wielu żołnierzy 132. Eskadry Myśliwskiej, która wchodziła w skład 3. Dywizjonu Lotnictwa Armii „Poznań”. Po przegranej kampanii wrześniowej wielu lotników przedostało się do Francji, gdzie kontynuowali walkę przeciwko Niemcom w Dywizjonie 1/145. Po kapitulacji Francji w 1940 r. ewakuowali się oni do Wielkiej Brytanii. 


Ten szlak bojowy odzwierciedlał emblemat, który przyjął Dywizjon 302. Był to czarno-niebieski kruk na tarczy w kształcie rombu, który nawiązywał do znaku 132. Eskadry Myśliwskiej oraz czerwono-biało-niebieskie pasy i numer 1/145, które nawiązywały do walk we Francji. Naszywkę z tą odznaką nosili na mundurach piloci i mechanicy, była ona również malowana po obu stronach kadłuba samolotów, koło kabiny pilota. Samoloty tej formacji (Hurricane i Spitfire) były oznaczone literami „WX”, a lotnicy nosili szaliki o czekoladowej barwie.


Jednostkę udało się szybko przygotować do walki – gotowość bojową Dywizjon 302. osiągnął 15 sierpnia 1940 r. i wszedł w skład 12. Grupy Myśliwskiej. Jego głównym zadaniem była obrona wschodniej Anglii. W dniach 14-25 września 1940 r. – w kulminacyjnym momencie bitwy o Anglię – bronił nieba nad Londynem. Od listopada 1940 r. brał udział w osłanianiu konwojów na Kanale La Manche. 19 sierpnia 1942 r. Dywizjon brał udział w osłanianiu operacji desantowej pod Dieppe. W 1943 r. eskortował amerykańskie „latające fortece” bombardujące cele we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech, m.in. wyrzutnie rakiet V-1 i V-2. Lotnicy Dywizjonu 302. brali udział w trwającej od 6 czerwca do 31 sierpnia 1944 r. operacji Overlord (lądowanie aliantów w Normandii i walki we Francji). Piloci, oprócz walki w powietrzu, bombardowali i ostrzeliwali cele naziemne – zgrupowania pojazdów mechanicznych, składy sprzętu bojowego, przeprawy na rzekach, ruch kolejowy i drogowy. „Poznańscy” myśliwcy zniszczyli w tej operacji również 5 aparatów torpedowych „Neger”. Ostatnim ich zadaniem był lot 7 maja 1945 r., natomiast rozwiązanie Dywizjonu 302. nastąpiło 18 grudnia 1946 r.

kpt. pil. Kazimierz Sporny
Lotnicy Dywizjonu 302. strącili niemal 50 samolotów, zginęło ponad 20 pilotów. Wykonali 10.996 godzin lotów bojowych w czasie 16.311 godzin. Jednym z bohaterskich lotników tej formacji był kpt. Kazimierz Sporny, rodowity poznaniak, as myśliwski, którego prochy zostały sprowadzone z Wielkiej Brytanii do Polski 25 sierpnia 2016 r. i który został z honorami pochowany w Poznaniu na cmentarzu komunalnym na Miłostowie (materiał TVP Info TUTAJ). Obecnie tradycję Dywizjonu 302. kultywuje 31. Baza Lotnictwa Taktycznego na poznańskich Krzesinach. Lotnicy Dywizjonu 302. nie zostali jeszcze w Poznaniu uczczeni poprzez nadanie nazwy ulicy, ronda, mostu, skweru lub parku.


Rondo
Zaproponowałem, aby mianem Lotników 302. Dywizjonu „Poznańskiego” nazwać rondo na osiedlu Świerczewo w Poznaniu (kliknij TUTAJ). Wokół ronda znajdują się tereny zielone oraz ruiny bunkra, które tworzą bardzo ładny krajobraz. Proponowana nazwa ronda nawiązywałaby tematycznie do nazw innych ulic znajdujących się na osiedlu Świerczewo, które upamiętniają ludzi zasłużonych w walce o wolną Polskę w czasie II wojny światowej: Bohaterów Westerplatte, Henryka Sucharskiego, Leopolda Okulickiego, Henryka Zygalskiego, Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego, Zbigniewa Kiedacza, Stanisława Niedbalskiego, Pawła Cymsa, Jana Wojkiewicza i Franciszka Witaszka. Niedługo Radni Miasta zadecydują o tym, czy nadać rondu taką nazwę.


Pomimo swych wielu zasług i wielkich dokonań 302. Dywizjon „Poznański” nie utrwalił się niestety w świadomości społecznej tak mocno, jak to się stało w przypadku 303. Dywizjonu „Warszawskiego” im. Tadeusza Kościuszki. Nadanie rondu na Świerczewie nazwy Lotników 302. Dywizjonu „Poznańskiego” byłoby elementem uwypuklającym wkład poznaniaków w walkę o niepodległość Polski w czasie II wojny światowej, podkreślającym tradycje lotnicze naszego miasta oraz wzmacniającym postawę patriotyczną.

Poniżej opinia dowódcy 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego, która dziedziczy tradycję 302. Dywizjonu "Poznańskiego".




fot. niebieskaeskadra.pl, www.polishsquadronsremembered.com, Piotr Łysakowski

środa, 27 kwietnia 2016

Schowane muzeum

22 kwietnia złożyłem interpelację w sprawie Muzeum Powstania Poznańskiego - Czerwiec 1956. Czy wiedzieliście Państwo, że mamy takie muzeum i wiecie gdzie się ono mieści? Pewnie część z Państwa to wie, a ci, którzy tego nie wiedzą, zapewne zaraz znajdą wszystko w internecie. 

Problem polega na tym, że bez internetu dosyć trudno to muzeum znaleźć. Mieści się ono w budynku Centrum Kultury Zamek, a wejście do niego znajduje się od strony ul. Święty Marcin, a dokładniej od strony parkingu. Przy wejściu ustawione są cztery duże figury przedstawiające datę "1956", drzwi znajdują się pomiędzy "9" a "5". Pomysłowe, ale równocześnie mało praktyczne, ponieważ idąc Świętym Marcinem trudno zauważyć te figury, gdyż przysłaniają je stojące na parkingu samochody, billboardy i budka parkingowego. Poza tym część osób może nie skojarzyć tych figur z datą, ale z kryptologami, ponieważ naprzeciw głównego wejścia do Zamku, w świetnie wyeksponowanym miejscu znajduje się Pomnik Kryptologów, którzy złamali szyfr Enigmy.


W swojej interpelacji zaproponowałem dwie rzeczy: 1) usunąć szpecące przestrzeń billboardy, które zasłaniają widok na Zamek; 2) przesunąć figury przedstawiające datę 1956 bliżej chodnika, najlepiej w miejsce jednego z billboardów.


Dlaczego to ważna sprawa? W tym roku obchodzić będziemy okrągłą, 60. rocznicę poznańskiego Czerwca'56. Wszystkim nam powinno zależeć na tym, aby propagować wiedzę o tym wydarzeniu historycznym, nie tylko wśród poznaniaków, ale również wśród gości. Jeśli to muzeum będzie bardziej widoczne, wtedy rosną szanse, że ktoś je odwiedzi i czegoś się dowie. A poza tym, większa liczba odwiedzin to także większe wpływy miejskiej kasy z biletów wstępu.

Interpelacja do obejrzenia poniżej.

wtorek, 6 października 2015

Czy na Świerczewie pojawią się nowe działki usługowe?

Miejska Pracownia Urbanistyczna w Poznaniu przedstawiła projekty miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (mpzp) dla okolic Fortu IX oraz rejonu ulicy Bohaterów Westerplatte. 6 września uczestniczyłem w dyskusji publicznej nad tymi projektami w Urzędzie Miasta Poznania. Moją szczególną uwagę zwróciły 2 działki, które miałyby być przeznaczone pod zabudowę usługową.

Pierwsza działka znajduje się w obrębie ulic Rawickiej, Ponieckiej, Gostyńskiej i Milickiej.

Widok na mapie Google.
Wycinek projektu mpzp "Fort IX"
Działka ta jest własnością Miasta Poznania i jest nieużytkiem. W praktyce rośnie tam trawa, krzewy i drzewa, a mieszkańcy parkują samochody. 

Projekt przewiduje przeznaczenie tego terenu pod zabudowę usługową, co oznacza, że Miasto zamierza go sprzedać. Zabudowa może zająć do 45% działki (nie mniej niż 700 m kw.), powierzchnia biologicznie czynna nie może zajmować mniej niż 15% powierzchni. Wysokość budynków musi się mieścić w zakresie 7-10 metrów. Gdyby przyszły właściciel chciał tam prowadzić sprzedaż, to obiekty handlowe mogą zajmować maksymalnie 300 m kw.

Druga działka znajduje się w obrębie ulic Bohaterów Westerplatte, Kołłątaja i Rejewskiego.

Widok na mapie Google.
Wycinek projektu mpzp "Rejon ulicy Bohaterów Westerplatte"
Również ta działka jest własnością Miasta Poznania i ma status nieużytku. Rośnie tam trawa i drzewa, a mieszkańcy ulicy Rejewskiego parkują tam samochody.

Projekt przewiduje przeznaczenie tego terenu pod zabudowę usługową (Miasto zamierza ją sprzedać). Na działce zabudowa może wynosić maksymalnie 55% powierzchni, a powierzchnia biologicznie czynna minimum 25%. Wysokość zabudowy może wynosić do 12 metrów, powierzchnia budynku nie może być mniejsza niż 1000 m kw. Nie będą mogły być tam zlokalizowane obiekty handlowe o powierzchni większej niż 300 m kw.

W mojej ocenie w sprawie przeznaczenia tych działek powinni wypowiedzieć się mieszkańcy. Czy zabudowa usługowa nie będzie im przeszkadzać, czy może będą sobie życzyli, aby nieużytkom nadać np. status terenów zielonych? Uwagi można składać do 13 listopada w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej przy ul. Prusa 3.

Jeśli chodzi o pierwszą omawianą działkę, to nie mam żadnych osobistych preferencji dotyczących jej przeznaczenia. Tutaj chciałbym zapytać o zdanie mieszkańców. Natomiast w przypadku działki przy ulicy Boh. Westerplatte osobiście skłaniam się za tym, aby nie przeznaczać jej pod zabudowę usługową, lecz zamienić ten nieużytek na teren zielony oraz wyznaczyć od strony ulicy Rejewskiego miejsca parkingowe dla mieszkańców. Jest to bardzo piękna okolica, gdzie jest dużo zieleni, a pozostałości bunkrów u zbiegu ulic Kołłątaja i Boh. Westerplatte stanowią interesujący akcent. Postawienie tam jakichkolwiek budynków obniżyłoby walory krajobrazowe.

Jan Sulanowski

środa, 10 czerwca 2015

Wieża na Szachtach? Jest jedno „ale”

Poznańskie Szachty to perełka przyrodnicza i na pochwałę zasługuje fakt, że Rada Osiedla Świerczewo podjęła działania w kierunku zagospodarowania tego terenu. Pojawiły się dróżki, ławeczki, barierki, kosze na śmieci oraz oznaczenia miejsc. Teraz w planach jest postawienie drewnianej wieży widokowej na wysokości ulicy Roberta Kocha. Finanse na nią mają być pozyskane z Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego na 2016 rok (PBO_2016).



Pomysłodawcy tego projektu jako przykład podają m.in. wieżę widokową w Mosinie, która została wybudowana na terenie tamtejszych glinianek. Poddali mi tym samym pomysł, gdzie się wybrać w długi weekend. Widok z mosińskiej wieży rzeczywiście jest imponujący – widać połacie lasów, jeziorka, pola, trochę zabudowań przemysłowych, a także… Poznań. Na kilka spraw należy jednak zwrócić baczną uwagę.










Mosińska wieża wybudowana jest na odludziu, do najbliższych budynków mieszkalnych jest około 230 metrów. Tymczasem poznańska wieża byłaby oddalona od domów o około 60 metrów. Należałoby wziąć pod uwagę, czy mieszkańcy ulic Witaszka, Błońskiej i Lubońskiej będą czuć się komfortowo, gdy obcy ludzie z wieży będą patrzeć w stronę ich okien, balkonów i ogródków.



Drewniana wieża w Mosinie stała się atrakcją turystyczną odwiedzaną nie tylko przez miejscowych, ale w głównej mierze przez przyjezdnych. 


Na załączonych zdjęciach widać rejestracje samochodów osób, które przyjechały, aby obejrzeć widok z wieży: PO (Poznań), PZ (powiat poznański), PGN (powiat gnieźnieński), PKS (powiat kościański), FNW (powiat nowosolski), LU (Lublin). 

Należy założyć, że widok z wieży na Szachtach będzie się cieszyć jeszcze większą popularnością, a to rodzi problem w postaci parkingu. Przy wieży widokowej w Mosinie wydzielone zostały specjalne miejsca dla samochodów, a ponadto kierowcy mogą stawiać auta wzdłuż drogi – łącznie około 30 miejsc. Gdyby taka wieża powstała na Szachtach, to szczególnie mieszkańcy ulicy Witaszka mieliby problem z parkowaniem swoich samochodów. To z kolei wywołałoby potrzebę wydzielenia dodatkowych miejsc parkingowych pomiędzy stawami a zabudowaniami – niestety kosztem zieleni.

W związku z powyższymi zastrzeżeniami proponowałbym przemyślenie zmiany lokalizacji budowy takiej wieży. Być może dobre miejsce byłoby od strony dawnej cegielni, pomiędzy Stawem Rozlanym a Stawem Glabisia lub przy ulicy Głogowskiej przy Stawie Głęboki Dół. Chodzi również o to, aby był w miarę wygodny dostęp do tej turystycznej infrastruktury, szczególnie gdyby interweniować miała straż pożarna. Wymienione przeze mnie miejsca mają minus – znajdują się poza granicami osiedla Świerczewo. Decyzja co do ostatecznej lokalizacji należy jednak do składających projekt do PBO_2016.


Mam również kilka spostrzeżeń z realizacji projektu mosińskiego. Został on dofinansowany w 85% z funduszy europejskich (wartość projektu: 569.553 zł). W ramach tych środków wybudowano wieżę, parking, założono monitoring, oświetlenie, altany, ścieżki, schody, kosze na śmieci, posadzono rośliny, postawiono tablice informacyjne i toaletę. Wydaje się to bardzo porządnie wykonane, jednakże wszystko razem sprawia wrażenie miejsca nadmiernie ucywilizowanego, takiego ekodisneylandu. Krzaczki posadzone są w równych odległościach, balustradki, schodki, dwie altanki… To zapewne rzecz gustu, ale jestem zwolennikiem takich rozwiązań, które bardziej wtapiają się w naturę – tak jak to ma miejsce na górskich szlakach. Czyli jak najmniej betonu, jak najmniej plastiku, jak najmniej żelastwa i jak najmniej elektroniki. Chciałbym, aby zagospodarowanie Szacht szło właśnie w takim kierunku.

Czy zagłosuję na projekt budowy wieży widokowej na Szachtach? Tak, ale pod warunkiem, że pomysłodawcy jeszcze raz przemyślą ostateczną lokalizację tej inwestycji.

Jan Sulanowski

P.S. Poniżej zdjęcia przedstawiające infrastrukturę w okolicy wieży widokowej w Mosinie.








środa, 15 maja 2013

Co z działką u zbiegu ulic Nowowiejskiego i 23 Lutego?

Rowerownia, hotel, biurowiec, przestrzeń ciszy i centrum multifunkcjonalne – to propozycje studentów z Wydziału Architektury Politechniki Poznańskiej na zagospodarowanie działki na osiedlu Stare Miasto, pozostałej po stacji benzynowej. Swoje projekty zaprezentowali na wtorkowym posiedzeniu Komisji Rewitalizacji w Urzędzie Miasta Poznania.
 


Na początku XX wieku był tam teren zielony, teraz jest niewykorzystana działka, która należy po części do miasta, po części do Orlenu. Podobno miasto ma uzyskać część należącą do koncernu paliwowego na zasadzie zamiany za inną działkę. Na poprzednich posiedzeniach komisji przedstawione były 2 koncepcje – całkowita zabudowa działki poprzez postawienie na niej biurowca oraz utworzenie na niej skweru.


Tym razem Miejska Pracownia Urbanistyczna przedstawiła koncepcję kompromisową – częściowa zabudowa działki i pozostawienie sporej jej części na skwer. Nowy budynek byłby „przyklejony” do kamienicy przy ul. Nowowiejskiego. Miałby on szerokość od 9 do 15 metrów, a jego wysokość byłaby równa wysokości kamienicy przy Nowowiejskiego. Patrząc na działkę od strony Placu Wolności budynek sądu przy ul. Młyńskiej były częściowo zasłonięty.


Po urbanistach, swoje koncepcje przedstawili studenci z Politechniki Poznańskiej, podopieczni profesora Krzysztofa Frąckowiaka, przewodniczącego Wielkopolskiej Okręgowej Izby Architektów. Były dwa pomysły na biurowiec, z czego w jednym mieściłaby się pomoc prawna dla studentów. Z biurowcami koegzystowałaby strefa zieleni, która delikatnymi, schodowymi kaskadami dostosowywałaby się do nachylenia ulicy. Był projekt małego hotelu o funkcji Bed&Breakfast, był pomysł, aby zrobić tam centrum rowerowe – parking i serwis w jednym, a także centrum multifunkcjonalne – miejsce, w którym mogłyby się odbywać konferencje, wystawy sztuk plastycznych i wykłady. Zupełnie inaczej do tematu podszedł student, który zwrócił uwagę, że w tamtej lokalizacji przekraczane są normy dopuszczalnego hałasu – przedstawił futurystyczny zarys szklanej konstrukcji rozbijającej fale dźwiękowe, wewnątrz której panowałaby cisza i spokój.


W dyskusji wzięli udział także radni osiedla Stare Miasto, m.in. Michał Kondella, który wypowiadał się również jako mieszkaniec ulicy Nowowiejskiego. Według niego, na tamtej działce koniecznie musi się znaleźć miejsce na zieleń. Ze studenckich rozwiązań przypadło mu do gustu połączenie biurowca z kaskadowym układem zieleni.


Jak się okazuje, ta niewielka działka budzi spore zainteresowanie, ponieważ ścierają się na niej różne interesy – interes miasta, które zarobiłoby najwięcej budując na całym jej terenie biurowiec oraz interes mieszkańców, którym żyłoby się milej, gdyby w centrum było więcej zieleni.

Artykuł ukazał sie na stronie www.BLUBRY.pl.
http://www.blubry.pl/z-poznania/co-z-dzia%C5%82k%C4%85-u-zbiegu-ulic-nowowiejskiego-i-23-lutego

poniedziałek, 13 maja 2013

Moda na kontenery w kolorze ecru?

Kiedyś miały logo PCK, co wykształciło w ludziach odpowiednie skojarzenie. Trwa ono do dziś, mimo że od dawna logo jest zupełnie inne i odwołuje się bardziej do postaw proekologicznych, a nie do pomocy ubogim. Mowa o wielkich kontenerach na odzież, których na ulicach Poznania jest dużo więcej niż kontenerów do segregacji odpadów (papier, szkło, plastik) razem wziętych. Skąd się wzięły, po co stoją, co się z nimi dzieje i co o nich myśleć?
 

Kontenery są własnością firmy Wtórpol ze Skarżyska-Kamiennej (woj. świętokrzyskie). Zajmuje się ona zbieraniem używanej odzieży, jej selekcją i dalszym wykorzystaniem – sprzedażą lub przerobem na czyściwo wykorzystywane w przemyśle. Według danych ze strony firmowej, Wtórpol w całej Polsce ma ustawionych 35.000 pojemników i w najbliższym czasie planuje dostawić kolejnych 12.000! Zatem interes dobrze się kręci. Podobno rocznie przerabia się w jej zakładach 34.000 ton odzieży. Firma zatrudnia 1.200 osób, z czego 600 to niepełnosprawni. Wtórpol szczyci się, że posiada własną sieć 70 lumpeksów zlokalizowanych na południu Polski i szuka nowych lokali w dużych miastach. Szykuje się także do ekspansji na Słowację, Czechy, Niemcy, Węgry, Litwę, Łotwę, Białoruś i Ukrainę.

Do dziś jednak mnóstwo osób przeświadczonych jest o tym, że wrzucana do tych kontenerów odzież trafia potem do organizacji charytatywnych, które przekazują je ubogim w Polsce lub za granicą. Otóż nic bardziej mylnego – zarabia na nich Wtórpol. Co prawda na początku firma ta współpracowała z PCK, ale teraz już ta współpraca jest Wtórpolowi niepotrzebna, gdyż firma założyła swoją fundację „Eco Textil”, której logo jest uśmiechnięta, ekologiczna buźka. Dodajmy, że fundacji o tej nazwie w KRS nie można znaleźć, ale na stronie internetowej można przeczytać, że pomogła ona blisko setce dzieci, fundując im sprzęt rehabilitacyjny. Oby tak rzeczywiście było. 

Kontenery z ekologiczną buźką stoją w sąsiedztwie wspomnianych wcześniej pojemników do segregacji śmieci, ale chyba jeszcze częściej stoją tam, gdzie jakaś działka wygląda na niczyją lub należy do gminy. Często stoją na trawnikach, poboczach dróg, parków, niedaleko przystanków, na nieużytkach. Niekiedy w zasięgu wzroku mamy po kilka kontenerów. Na stronie internetowej Wtórpolu możemy przeczytać, że takie kontenery mogą przynieść gminie korzyść – w świetle nowych przepisów o gospodarowaniu odpadami teraz to gmina jest właścicielem śmieci i musi je usuwać. Jak podają, gminy dzięki kontenerom mogą zaoszczędzić 10 milionów złotych rocznie. Suma śmieszna, bo rozkłada się na wszystkie gminy, w których Wtórpol rozstawia swoje pojemniki.

Czy dwumetrowej wysokości, kanciasty pojemnik w kolorze ecru, z kolorową buźką szpeci przestrzeń? Niech każdy sam odpowie sobie na to pytanie. Na pewno szpeci, gdy obok pojemników leżą sterty ubrań, które się nie zmieściły lub zostały z nich wyciągnięte. W Internecie można przeczytać o tym, że kontenery te są często niszczone, podpalane, odrywane są od nich elementy, które potem sprzedawane są na złom. Znany jest nawet przypadek, gdy całe kontenery były kradzione i oddawane do skupu. Bywa, że - zwłaszcza zimą - robią sobie w nich gniazda szczury. Pomimo niedogodności, nadal jest to opłacalny biznes dla Wtórpolu. 

Gdyby Wtórpol do swojej działalności nie dorobił historyjki o wspieraniu biednych lub o działaniu na rzecz środowiska, to ciekawe czy nadal by tyle zarabiał? Jedno trzeba przyznać – Wtórpol umożliwia pozbycie się odzieży za darmo. Wyrzucając ją na śmietnik, trzeba by za to płacić. Ale może nie każdy zaraz by wyrzucał do śmietnika? Może zaniósłby te ubrania do jakiejś realnej, wpisanej do KRS organizacji wspierającej ubogich w kraju lub za granicą?

Artykuł ukazał się na stronie www.BLUBRY.pl.
http://www.blubry.pl/z-poznania/moda-na-kontenery-w-kolorze-ecru

wtorek, 30 kwietnia 2013

Mieszkanie prawem czy przywilejem?

Jedno z najtańszych na rynku wtórnym kosztuje 110.000 zł, w stanie deweloperskim, o powierzchni 19 m2. Mowa o mieszkaniu (kawalerce) w ofercie jednej z agencji nieruchomości. Ciasne, niewykończone, ale własne. Idealne rozwiązanie dla studenta, pod warunkiem, że ma tyle pieniędzy. Jeśli nie ma, to wystarczy, że on lub ktoś z jego bliskiej rodziny ma odpowiednią zdolność kredytową. Bierze kredyt, kupuje i ma. Chyba, że należy do grupy anarchistów, którzy zajmują jakiś pustostan.


Co jakiś czas w poznańskich mediach poruszane są tematy związane z lokalami. Albo stoją puste i popadają w ruinę. Albo ich lokatorzy nie płacą za czynsz i właściciel chce doprowadzić do eksmisji. Albo mimo tego, że płacą za czynsz, to właściciel odcina im na wiele miesięcy media pod pretekstem remontu, aby ich z mieszkań wykurzyć. Z jednej strony mówi się o tym, że mieszkań wciąż brakuje, a z drugiej wiadomo, że w takich dzielnicach jak choćby Wilda czy Stare Miasto bywają kamienice zamieszkane może w kilkunastu procentach.

Mieszkanie jest prawem? Jeśli zapytacie o to wolnorynkowca, to możecie doprowadzić go tym do palpitacji serca. „Mieszkanie za darmo? Każdy by chciał! Nie po to pracuję w pocie czoła, aby utrzymać siebie, rodzinę i spłacić mieszkanie, i nie po to płacę te cholerne podatki, żeby państwo utrzymywało z nich nierobów i darmozjadów!”. Tak by mógł odpowiedzieć wolnorynkowiec.

Mieszkanie jest przywilejem? Jeśli zapytacie o to anarchistę, to możecie wprawić go tym w rewolucyjny ton. „Kapitalizm doprowadza do różnic w statusie społecznym, w związku z czym część ludzi nie ma możliwości posiadania mieszkania. Mieszkanie staje się przywilejem bogatych. Ponadto dobra nieużywane powinny być dobrami wspólnymi, również puste lokale!”. To by mógł odpowiedzieć anarchista.

Ostatnio grupa anarchistów stworzyła nowy skłot (pustostan zajęty przez grupę ludzi poza procedurą kupna-sprzedaży) pod nazwą Od:zysk, który mieści się w kamienicy położonej przy rogu ulic Szkolnej i Paderewskiego. Ma on pełnić funkcję centrum kulturalno-polityczno-społecznego. Właściciel kamienicy od kilku lat jest nieosiągalny. Zgodnie z prawem miasto jeszcze nic nie może zrobić z niszczejącym budynkiem, gdyż nie jest jego właścicielem. Jaki finał Waszym zdaniem powinna znaleźć ta sprawa? Zapraszamy do komentowania.

Artykuł ukazał się na stronie www.BLUBRY.pl.
http://www.blubry.pl/z-poznania/mieszkanie-prawem-czy-przywilejem

sobota, 13 kwietnia 2013

Reklamy jak wiatraki


Od wielu tygodni w Internecie głośno jest na temat krucjaty prowadzonej przeciw nielegalnym reklamom rozwieszanym gdzie popadnie, zwłaszcza na nieruchomościach miasta. Wojnę tej samowoli wypowiedzieli internauci oraz członkowie stowarzyszeń. Artykuł na ten temat ukazał się ostatnio w internetowym wydaniu „Głosu Wielkopolskiego”. Dawid Nowak, ze stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania, zastanawia się, czy przypadkiem aktywiści nie wyręczają instytucji miejskich.
 

Blubry.pl natomiast zastanawiają się, czy firm, które się reklamują w taki sposób nie powstrzymałyby mandaty? Mandat za zaśmiecanie wynosi 50 zł. Według Nowaka w ostatnim czasie wolontariusze usunęli około 500 takich reklam. To oznacza, że gdyby za każdy taki baner czy plakat wystawić mandat, to uzbierałaby się kwota 25.000 zł. W czasie, gdy polskie drogi zamieniają się w jeden wielki zakład fotograficzny, takim pieniądzem państwo chyba nie pogardzi?

Koszt zakupu 500 banerów o wymiarze 50 cm na 50 cm wynosi około 5.000 zł. Czy firmom reklamującym się w taki sposób opłaci się wydawać 5.000 zł na reklamy i dodatkowo 25.000 zł na mandaty, czyli 6 razy więcej niż do tej pory? Może z tymi reklamowymi wiatrakami da się wygrać?

Artykuł ukazał się na stronie www.BLUBRY.pl.
http://www.blubry.pl/reklamy-jak-wiatraki