Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 kwietnia 2016

Stanowisko Komisji Ochrony Środowiska i Zieleni Miejskiej w sprawie rozbudowy autostrady A2

Stanowisko Komisji Ochrony Środowiska i Zieleni Miejskiej Rady Miasta Poznania w sprawie raportu o oddziaływaniu na środowisko dla inwestycji polegającej na dobudowie trzeciego pasa ruchu i wzmocnieniu konstrukcji nawierzchni autostrady A2 na odcinku od węzła „Poznań Zachód” do węzła „Poznań Krzesiny”.
 
W związku z wszczęciem przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu postępowania i przystąpieniem do przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko dla przedsięwzięcia polegającego na dobudowie trzeciego pasa ruchu i wzmocnieniu konstrukcji nawierzchni autostrady A2 na odcinku od węzła „Poznań Zachód” do węzła „Poznań Krzesiny”, mając na względzie dobro mieszkańców Poznania oraz zachowanie walorów terenów cennych ze względów przyrodniczo-krajobrazowych, Komisja Ochrony Środowiska i Zieleni Miejskiej Rady Miasta Poznania stwierdza co następuje.
§ 1

Autostrada A2 jest drogą, która pełni również funkcję południowej obwodnicy miasta Poznania. Od dłuższego czasu z powodu zwiększenia natężenia ruchu jej przepustowość nie była wystarczająca, w związku z czym tworzą się na niej korki – szczególnie w godzinach szczytu komunikacyjnego. Ponadto każda kolizja drogowa na autostradzie skutkuje powstawaniem olbrzymich zatorów. Sytuacja ta powoduje zwiększenie emisji spalin i ma negatywny wpływ na środowisko. Rozbudowa autostrady A2 o trzeci pas ruchu poprawi przepustowość oraz częściowo odciąży tzw. I i II ramę komunikacyjną w Poznaniu. W związku z powyższym Komisja pozytywnie odnosi się do tej inwestycji.

§ 2

Komisja przychyla się do tego, aby na przedmiotowym odcinku autostrady A2 zastosowana była nawierzchnia o uziarnieniu mniejszym niż 10 mm, która emituje mniej hałasu wywoływanego tarciem opon.

§ 3

W związku z tym, że od wielu lat mieszkańcy osiedli położonych w pobliżu autostrady A2 skarżą się na hałas Komisja wnioskuje o to, aby zarządca autostrady dodatkowo uzupełnił zabezpieczenia przed hałasem w postaci ekranów akustycznych, podwyższonych wałów ziemnych lub kombinacji wałów ziemnych z ekranami akustycznymi, w szczególności na następujących odcinkach:

1) PN: od 160+750 do 160+900; 
2) PN: od 161+900 do 162+450;
3) PN: od 162+700 do 163+700;
4) PD: od 165+400 do 165+600;
5) PN: od 166+050 do 166+400;
6) PN: od 167+200 do 167+850; 
7) PD: od 168+450 do 169+200;
8) PN: od 168+650 do 169+200.

§ 4

Jeśli mimo zastosowania wymienionych w § 3 zabezpieczeń mieszkańcy będą się dalej skarżyć na uciążliwy hałas, Komisja wnioskuje o zastosowanie reduktorów oktagonalnych, które tłumią i absorbują hałas, spaliny samochodowe i pył lub o podwyższenie istniejących ekranów akustycznych. W dalszej kolejności Komisja zaleca zastosowanie odcinkowych pomiarów prędkości, które zdyscyplinują kierowców do przestrzegania dozwolonej prędkości.

§ 5
 
W przypadku stwierdzenia wzrostu zanieczyszczenia powietrza spalinami i pyłem, Komisja wnioskuje o zastosowanie pasów zieleni izolacyjnej oraz zastosowanie ekranów akustycznych z roślinnością pnącą.

Stanowisko zostało przeze mnie zredagowane i zostało przyjęte jednomyślnie przez członków Komisji na posiedzeniu 20 kwietnia 2016 r.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Czy zmniejszy się hałas z autostrady A2?

Sprawa rozbudowy autostrady A2 na odcinku poznańskim budzi duże zainteresowanie ze strony mieszkańców. Widać to po informacjach, które docierają do mnie jako do radnego oraz po ruchu w mediach społecznościowych. Wiem również, że mieszkańcy zbierają podpisy pod petycjami, w których zwracają się do publicznych instytucji z wnioskami o zastosowanie odpowiednich zabezpieczeń przed hałasem oraz indywidualnie kierują uwagi i wnioski do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu (RDOŚ).
 
Hałas dochodzący z autostrady już jest dokuczliwy, natomiast po przeprowadzonej rozbudowie tej drogi polegającej na poszerzeniu jej o trzeci pas ruchu problem będzie jeszcze większy. Hałas nie tylko wpływa na obniżenie komfortu życia, ale również negatywnie oddziałuje na zdrowie. Dlatego należy zobowiązać zarządcę autostrady, aby przy okazji przeprowadzanej rozbudowy zastosował takie rozwiązania, które zabezpieczyłyby mieszkańców przed hałasem.

Powszechnie znanymi rozwiązaniami są ekrany akustyczne oraz nawierzchnia mineralno-asfaltowa o uziarnieniu mniejszym niż 10 mm, która do pewnego stopnia redukuje hałas wydawany przez opony przejeżdżających pojazdów. Przed hałasem należy zabezpieczyć osiedla mieszkaniowe, placówki oświatowe, a także tereny cenne przyrodniczo i krajobrazowo, z których mieszkańcy korzystają w celach rekreacyjnych. Mam tu głównie na myśli Glinianki (Szachty) w dolinie Strumienia Junikowskiego. Jeśli chodzi o sygnały od mieszkańców Świerczewa, to pochodzą one m.in. z ulic Rymera, Tyca, Korfantego, Nowaka, Ludygi-Laskowskiego, Witaszka. Rada Osiedla Świerczewo kilka razy zwracała się do RDOŚ w sprawie wywarcia wpływu na Autostradę Wielkopolską S.A. (AWSA), aby wprowadziła odpowiednie zabezpieczenia. Problem zgłaszają również mieszkańcy Starołęki. 
 
Po zapoznaniu się z raportem o oddziaływaniu na środowisko dla tej inwestycji, który w ramach konsultacji społecznych udostępnił RDOŚ, obawiam się, że zabezpieczenia, które zostaną zastosowane nie będą chronić przed hałasem w takim stopniu, w jakim by sobie tego życzyli mieszkańcy. Motywy AWSA są zrozumiałe - chodzi o wydanie jak najmniej pieniędzy na tę inwestycję.  Natomiast rolą instytucji publicznych i samorządów jest dopilnowanie, aby zabezpieczony został interes społeczny. Władzom Poznania powinno zależeć na tym, aby mieszkańcy osiedli, które były wybudowane jeszcze zanim oddano do użytku A2, byli zabezpieczeni przed hałasem. Brak tych zabezpieczeń sprawia, że niektórzy szukają ciszy i spokoju poza Poznaniem i emigrują do sąsiednich gmin. I tak oto mamy do czynienia z kolejnym powodem, dla którego stolica Wielkopolski się wyludnia.
 
W raporcie znajdują się m.in. mapki z istniejącymi i projektowanymi ekranami akustycznymi. Okazuje się, że AWSA nie zamierza zabezpieczyć mieszkańców Świerczewa. Od okolicy sąsiadującej z Gliniankami (161+900) do wiaduktu w ciągu ulicy Żabikowskiej/Opolskiej (162+450) oraz od wiaduktu w ciągu ulicy Żabikowskiej/Opolskiej (162+700) do okolicy ulicy Dolna Wilda (163+700) nie jest przewidziane wybudowanie ekranów akustycznych.
 
  
Oczekiwałbym od władz miasta większej aktywności oraz inwencji. Jednym z argumentów, który można by było wykorzystać, byłyby wyniki pomiarów natężenia dźwięku. Jak wynika z odpowiedzi na moją interpelację, miasto Poznań polega na badaniach wykonywanych na zlecenie AWSA. Pomiary te są wykonywane w 5 punktach. 4 z nich znajdują się po stronie Lubonia. W naszym interesie byłoby sprawdzenie, z jakim poziomem natężenia dźwięku mamy do czynienia również w innych lokalizacjach - szczególnie tam, gdzie problem zgłaszają mieszkańcy.

Obecnie należy wspierać mieszkańców w ich staraniach o zredukowanie poziomu hałasu dobiegającego ze strony autostrady A2.
 
Fot. Raport o oddziaływaniu na środowisko dla inwestycji polegającej na dobudowie trzeciego pasa ruchu i wzmocnieniu konstrukcji nawierzchni autostrady A2 na odcinku od węzła "Poznań Zachód" do węzła "Poznań Krzesiny".

piątek, 18 grudnia 2015

Kopalnia w Wielkopolskim Parku Narodowym? Za zamęt odpowiada poprzednia ekipa z Ministerstwa Środowiska

Niektórzy myśleli, że w Wielkopolskim Parku Narodowym powstanie kopalnia węgla brunatnego, a Poznań zostanie pozbawiony ujęć wody. Nerwy, których przyczyną była "Biała księga ochrony złóż kopalin" okazały się niepotrzebne. Za zamęt odpowiedzialna była poprzednia ekipa w Ministerstwie Środowiska. Prof. Mariusz Orion Jędrysek, Główny Geolog Kraju i sekretarz stanu w MŚ w nowym rządzie sprawę ostatecznie wyjaśnił.

Co wydarzyło się we wtorek, 15 grudnia 2015 r.?

6.800 osób było zainteresowanych wydarzeniem na Facebooku pod nazwą „Nie dla kopalni węgla brunatnego w Wielkopolskim Parku Narodowym”. Odbyło się pierwsze i to nadzwyczajne posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska i Zieleni Miejskiej Rady Miasta Poznania, którego celem było wypracowanie stanowiska w sprawie opublikowanej na stronach Ministerstwa Środowiska „Białej księgi ochrony złóż kopalin”, której prawdopodobnie żaden z radnych w całości nie przeczytał. Upłynął termin składania uwag do tego dokumentu. Maksymalne zapotrzebowanie na moc (energii elektrycznej) w Polsce wynosiło tego dnia 24.791 MW (szczyt o godz. 17:00). Około 21% zapotrzebowania na moc zapewniła Elektrownia Bełchatów zasilana węglem brunatnym, a wszystkie elektrownie na węgiel brunatny razem wzięte zapewniły około 37% zapotrzebowania na moc. Takie są fakty.

W pierwszej kolejności chcę podkreślić, że przed odkrywkowym wydobyciem złóż węgla brunatnego należy bezwzględnie chronić ujęcia wody dla aglomeracji poznańskiej, Wielkopolski Park Narodowy, inne obszary objęte ochroną przyrody i krajobrazu, a także obiekty będące świadectwem naszego dziedzictwa kulturowego oraz najważniejsze dla regionu inwestycje. Należy mieć również na uwadze poważny z punktu widzenia województwa wielkopolskiego problem, jakim jest deficyt wody.


W drugiej kolejności muszę jednak powiedzieć, że wokół „Białej księgi” powstał wielki zamęt informacyjny, który wzbudził ogromne emocje w lokalnych mediach, społecznościach oraz wśród samorządowców. Można było odnieść wrażenie, że zaraz przyjadą z Konina wielkie, kopalniane koparki, które zaczną ryć w pobliżu Poznania głębokie wąwozy. Prof. Jan Przybyłek przedstawiał prezentację wyliczającą negatywne skutki utworzenia kopalni węgla brunatnego w tzw. rowie poznańskim. Atmosferze strachu uległa wodociągowa firma Aquanet, której przedstawicielka była przekonana, że jesteśmy na etapie ostatecznych konsultacji i właśnie decydują się losy ujęcia wody w Mosinie. Alarm podnieśli samorządowcy, a zaniepokojenie wyrazili także przedstawiciele jednego z browarów, których firma zależna jest od dostaw wody. Najprawdopodobniej nikt nie zapoznał się z całością liczącej 59 stron „Białej księgi ochrony złóż kopalin”, za to każdy zwrócił uwagę na tabelę zamieszczoną na końcu opracowania, gdzie wymienione zostały tzw. złoża strategiczne, a wśród nich złoża węgla brunatnego pod nazwami Mosina i Szamotuły.

A co w rzeczywistości zawierała „Biała księga”? Było to opracowanie, które opisywało, w jaki sposób w Polsce regulowana jest obecnie kwestia ochrony złóż kopalin. Przedstawiono w nim kilka wariantów rozwiązań prawnych, które mogą być zastosowane oraz zaproponowano kryteria wyznaczania tzw. złóż strategicznych. Tabela złóż strategicznych załączona do opracowania pełniła raczej funkcję przykładową, a nie obowiązującej listy. Kwestie poruszane w „Białej księdze” dotyczyły władz państwowych, samorządowych, biznesu oraz strony społecznej. Nie było w tym opracowaniu nawet wzmianki o tym, jakoby na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego miała powstać kopalnia odkrywkowa. Zabrakło natomiast analizy finansowej, czyli tego z jakimi kosztami wiązać się może ochrona złóż.

Żałuję, że nie zdążyłem zapoznać się z treścią tego dokumentu wcześniej (15 grudnia przeczytałem dopiero połowę), ale prawdę rzekłszy nie miałem na to szans, gdyż za późno dowiedziałem się o tej sprawie. Sądzę, że w tej samej sytuacji byli pozostali radni i władze samorządowe. Żadnych pretensji nie można mieć do społeczeństwa, bo to ono powinno być informowane o tego typu sprawach zarówno przez przedstawicieli władz, jak i przez media. To, że dzisiaj jestem po lekturze „Białej księgi” zawdzięczam prof. Przybyłkowi, który najprawdopodobniej jako pierwszy podniósł alarm oraz lokalnym dziennikarzom, którzy zaczęli o tym pisać. Nawet jeśli uważam, że był to alarm przedwczesny, to jednak tematem zainteresowała się także społeczność lokalna.


W mojej ocenie, za cały zamęt wywołany wokół „Białej księgi” odpowiada Ministerstwo Środowiska. Zabrakło rzetelnej informacji skierowanej do władz samorządowych, które powinny mieć świadomość, że taki dokument jest opracowywany. Należało również zobowiązać samorządy do ustosunkowania się do „Białej księgi”. Powinien być także wyznaczony dłuższy termin na składanie uwag, aby wszystkie samorządy oraz strona społeczna zdążyły się wstępnie w kwestii ochrony złóż wypowiedzieć. Głos powinni zabrać specjaliści z różnych dziedzin: geologii, hydrologii, ekologii, prawa, gospodarki, górnictwa i energetyki.

Prace nad „Białą księgą” zostały podjęte pod koniec 2014 roku, a opublikowana ona została 3 listopada 2015 r., 15 grudnia 2015 r. mijał termin składania uwag. Należy podkreślić, że Beata Szydło została powołana przez Prezydenta RP na stanowisko premiera 16 listopada i tego samego dnia nowym ministrem środowiska został prof. Jan Szyszko. Dalsza działalność nowej ekipy w Ministerstwie Środowiska skoncentrowana była w dużym stopniu na niezwykle ważnym szczycie klimatycznym w Paryżu, który trwał od 30 listopada do 12 grudnia. Czy to zaniedbanie ze strony poprzedniej ekipy było celowe czy nie – trudno o tym wyrokować. Gdyby jednak do tych zaniedbań nie doszło, to najprawdopodobniej sprawa „Białej księgi” byłaby wyczerpująco omówiona, uniknęlibyśmy negatywnych emocji i bylibyśmy gotowi do merytorycznej debaty. Sprawę wyjaśnił 16 grudnia prof. Mariusz Orion Jędrysek, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska i Główny Geolog Kraju, który został powołany po zmianie rządu. Powiedział, że prace nad "Białą księgą" nie będą kontynuowane. Wycofał ten dokument z konsultacji międzyresortowych 25 listopada, ale nie przerwał konsultacji społecznych.
Konsultacje społeczne nie były przerywane, aby dać możliwość wypowiedzenia się wszystkim zainteresowanym stronom. Z przesłanej korespondencji wynika jednak, że zdecydowana większość uwag wobec 'Białej księgi' jest krytyczna. 
- powiedział Jędrysek. I w ten sposób możemy teraz zastanowić się wspólnie nad meritum, czyli jak pogodzić kwestie bezpieczeństwa energetycznego z zagadnieniem zrównoważonego rozwoju i kto powinien mieć udział w procesie decyzyjnym.



Polub profil autora >>> Jan Sulanowski

Zapisz się na newsletter >>> kliknij

środa, 10 czerwca 2015

Wieża na Szachtach? Jest jedno „ale”

Poznańskie Szachty to perełka przyrodnicza i na pochwałę zasługuje fakt, że Rada Osiedla Świerczewo podjęła działania w kierunku zagospodarowania tego terenu. Pojawiły się dróżki, ławeczki, barierki, kosze na śmieci oraz oznaczenia miejsc. Teraz w planach jest postawienie drewnianej wieży widokowej na wysokości ulicy Roberta Kocha. Finanse na nią mają być pozyskane z Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego na 2016 rok (PBO_2016).



Pomysłodawcy tego projektu jako przykład podają m.in. wieżę widokową w Mosinie, która została wybudowana na terenie tamtejszych glinianek. Poddali mi tym samym pomysł, gdzie się wybrać w długi weekend. Widok z mosińskiej wieży rzeczywiście jest imponujący – widać połacie lasów, jeziorka, pola, trochę zabudowań przemysłowych, a także… Poznań. Na kilka spraw należy jednak zwrócić baczną uwagę.










Mosińska wieża wybudowana jest na odludziu, do najbliższych budynków mieszkalnych jest około 230 metrów. Tymczasem poznańska wieża byłaby oddalona od domów o około 60 metrów. Należałoby wziąć pod uwagę, czy mieszkańcy ulic Witaszka, Błońskiej i Lubońskiej będą czuć się komfortowo, gdy obcy ludzie z wieży będą patrzeć w stronę ich okien, balkonów i ogródków.



Drewniana wieża w Mosinie stała się atrakcją turystyczną odwiedzaną nie tylko przez miejscowych, ale w głównej mierze przez przyjezdnych. 


Na załączonych zdjęciach widać rejestracje samochodów osób, które przyjechały, aby obejrzeć widok z wieży: PO (Poznań), PZ (powiat poznański), PGN (powiat gnieźnieński), PKS (powiat kościański), FNW (powiat nowosolski), LU (Lublin). 

Należy założyć, że widok z wieży na Szachtach będzie się cieszyć jeszcze większą popularnością, a to rodzi problem w postaci parkingu. Przy wieży widokowej w Mosinie wydzielone zostały specjalne miejsca dla samochodów, a ponadto kierowcy mogą stawiać auta wzdłuż drogi – łącznie około 30 miejsc. Gdyby taka wieża powstała na Szachtach, to szczególnie mieszkańcy ulicy Witaszka mieliby problem z parkowaniem swoich samochodów. To z kolei wywołałoby potrzebę wydzielenia dodatkowych miejsc parkingowych pomiędzy stawami a zabudowaniami – niestety kosztem zieleni.

W związku z powyższymi zastrzeżeniami proponowałbym przemyślenie zmiany lokalizacji budowy takiej wieży. Być może dobre miejsce byłoby od strony dawnej cegielni, pomiędzy Stawem Rozlanym a Stawem Glabisia lub przy ulicy Głogowskiej przy Stawie Głęboki Dół. Chodzi również o to, aby był w miarę wygodny dostęp do tej turystycznej infrastruktury, szczególnie gdyby interweniować miała straż pożarna. Wymienione przeze mnie miejsca mają minus – znajdują się poza granicami osiedla Świerczewo. Decyzja co do ostatecznej lokalizacji należy jednak do składających projekt do PBO_2016.


Mam również kilka spostrzeżeń z realizacji projektu mosińskiego. Został on dofinansowany w 85% z funduszy europejskich (wartość projektu: 569.553 zł). W ramach tych środków wybudowano wieżę, parking, założono monitoring, oświetlenie, altany, ścieżki, schody, kosze na śmieci, posadzono rośliny, postawiono tablice informacyjne i toaletę. Wydaje się to bardzo porządnie wykonane, jednakże wszystko razem sprawia wrażenie miejsca nadmiernie ucywilizowanego, takiego ekodisneylandu. Krzaczki posadzone są w równych odległościach, balustradki, schodki, dwie altanki… To zapewne rzecz gustu, ale jestem zwolennikiem takich rozwiązań, które bardziej wtapiają się w naturę – tak jak to ma miejsce na górskich szlakach. Czyli jak najmniej betonu, jak najmniej plastiku, jak najmniej żelastwa i jak najmniej elektroniki. Chciałbym, aby zagospodarowanie Szacht szło właśnie w takim kierunku.

Czy zagłosuję na projekt budowy wieży widokowej na Szachtach? Tak, ale pod warunkiem, że pomysłodawcy jeszcze raz przemyślą ostateczną lokalizację tej inwestycji.

Jan Sulanowski

P.S. Poniżej zdjęcia przedstawiające infrastrukturę w okolicy wieży widokowej w Mosinie.








niedziela, 25 sierpnia 2013

Czy Miasto Poznań i Gmina Suchy Las przestaną w końcu niszczyć Jezioro Strzeszyńskie?

W 2005 roku 5,25 metra, w 2012 roku 3,7 metra, w 2013 roku 2,3 metra. To są wyniki pomiarów przejrzystości wody w Jeziorze Strzeszyńskim. Jest to efekt zanieczyszczania wody w jeziorze ściekami, które wpływają Rowem (Strumieniem) Złotnickim. Sprzeciwia się temu konfederacja jednostek samorządowych i stowarzyszeń, które zorganizowały w sobotę, 24 sierpnia, akcję pod nazwą „Ratujmy Jezioro Strzeszyńskie”. O problemach Jeziora Strzeszyńskiego rozmawiamy z Arletą Matuszewską, przewodniczącą Rady Osiedla Strzeszyn i prezes stowarzyszenia „My Poznaniacy”.
 

Dlaczego została zorganizowana ta akcja?

Tajemnicą poliszynela jest, że Jezioro Strzeszyńskie jest zanieczyszczane przez Strumień Złotnicki, do którego spływają ścieki bytowe, komunalne, sanitarne. A powinna płynąć tylko deszczówka, ponieważ zgoda wydana na odprowadzanie wód do Jeziora Strzeszyńskiego Strumieniem Złotnickim, mówi, że musi to być woda czysta.

A jak te ścieki trafiają do Strumienia?

Dostają się, ponieważ niewydolna jest kanalizacja sanitarna w gminie Suchy Las. Generalnie w gminie Suchy Las ścieki są odprowadzane do kolektora podolańskiego, który już od wielu lat jest niewydolny. W 2008 roku Aquanet wydał taką informację Gminie Suchy Las, że już nie ma możliwości wydawania warunków przyłączania ścieków do istniejącej kanalizacji. W związku z tym od tego momentu Gmina Suchy Las nie może już wydawać warunków przyłączania się do kanalizacji sanitarnej. Jedyna możliwość to są szamba, ale dziś przez przypadek wyczytałam w prasie, że prawo stanowi, iż muszą to już być oczyszczalnie. Czyli nie zwykłe szamba, ale tak zwane oczyszczalnie przydomowe. Czyli w przypadku, kiedy ktoś uzyska zgodę na budowę, to musi równocześnie uzyskać zgodę na budowę szamba z oczyszczalnią. To jest oczywiście dużo droższa opcja, ale innej możliwości nie ma – tak stanowi w tej chwili prawo. A w momencie, gdy już istnieje wydolna kanalizacja, to wtedy każdy użytkownik nieruchomości jest zobowiązany przyłączyć się do kanalizacji sanitarnej, chyba że posiada własną oczyszczalnię.

W jaki sposób można ludzi skłonić do budowania takich oczyszczalni przydomowych? Czy istnieją jakieś programy finansujące z gmin?

Zapewne można pozyskać środki na ten cel, ponieważ wszystkie działania proekologiczne są dofinansowywane ze środków unijnych.

A czy Gmina powinna mieszkańcom jakoś w tym pomóc?

To już jest pytanie do urzędników Gminy Suchy Las i, podkreślam, Miasta Poznania, gdyż Miasto Poznań zanieczyszcza bardzo cała Dolinę Bogdanki, czego dowodem jest zamknięte w tej chwili kąpielisko Rusałka. Dokonaliśmy też pomiarów w Strumieniu Bogdanka na wpływie i wypływie z tych pięciu stawów, które są położone w Dolinie Bogdanki i tam stężenie fosforanów przekroczyło sześciokrotnie stężenie, które mamy w tej chwili w Strumieniu Złotnickim, a tam już są przekroczone wszystkie dopuszczalne normy. To możemy sobie wyobrazić, co się w tej chwili dzieje. Jeżeli są fosforany, to muszą to być ścieki bytowe, ponieważ cała Dolina Bogdanki jest otoczona lasami i bagnami. Trzeba zacząć głośno mówić, że kąpiący się na kąpieliskach na pewno nie są w stanie doprowadzić do takiego zanieczyszczenia. To jest po prostu demagogiczne wygłaszanie haseł, które są nieprawdziwe. Bo wszyscy kąpiący się ludzie, w każdym dniu, o każdej godzinie musieliby się cały czas załatwiać do Jeziora Strzeszyńskiego. Przestańmy wreszcie takie rzeczy opowiadać! A nawet gdyby, co jest nierealne i nieprawdopodobne, to przecież trzeba temu zapobiegać. Jak trzeba, to postawić dziesięć przenośnych toalet, jak trzeba dwadzieścia, to dwadzieścia. Na to Miasto musi znaleźć pieniądze. Jeżeli stać nas na to, żeby opłacić energię elektryczną na stadionie, to musi być nas stać na ochronę środowiska. Natura nam nie wybaczy.

A gdyby ścieki przestały płynąć Strumieniem Złotnickim, to ile czasu potrzeba by było na to, aby jezioro samo się oczyściło?

Ono samo z siebie tak naprawdę nie jest w stanie się oczyścić. Fosforany to są związki, które zostaną tam na zawsze. One się rozpuszczają w wodzie, można je wytrącić żelazianami, ale tylko w momencie, kiedy woda jest dotleniona. A to dotlenianie, które tutaj ma miejsce [wodny wiatrak na środku jeziora – przyp. red.], jest tylko miejscowe. Ono nie załatwia problemu całego jeziora. A jak wiemy, w tej chwili już na poziomie 7 metrów nie ma tlenu.

Czyli nie ma tam życia.

Nie ma życia. Gdybyśmy w tym momencie wprowadzali tylko absolutnie czystą deszczówkę (a pamiętać trzeba, że Jezioro Strzeszyńskie ma również swój odpływ, nie jest jeziorem stojącym), to po latach jest pewna szansa, że temu jezioru zostałaby przywrócona pewna równowaga. Pamiętam, kiedy Ren był jednym wielkim ściekiem, a w tej chwili jest jednak czystą rzeką. To są oczywiście wartko płynące masy wody, które zupełnie inaczej się zachowują i im jest znacznie łatwiej się oczyścić. Takie zbiorniki jak Jezioro Strzeszyńskie tak łatwo się nie oczyszczają.

Dziękuję za rozmowę.

W sobotniej akcji (fotorelacja http://tnij.org/zety) wzięły udział różne organizacje, m.in. stowarzyszenia „My Poznaniacy” i „Przystanek Folwarczna” – z walorów Jeziora Strzeszyńskiego korzystają bowiem wszyscy poznaniacy, a także mieszkańcy okolicznych gmin. Uczestnicy zbierali podpisy pod petycją, domagającą się dokonania działań zmierzających do poprawy stanu czystości jeziora. Organizatorzy domagają się uwzględnienia opinii naukowców specjalizujących się w tej tematyce, szczególnie prof. Elżbiety Szeląg-Wasilewskiej i prof. Ryszarda Gołdyna z Zakładu Ochrony Wód UAM w Poznaniu, odcięcia dopływu ścieków z Gminy Suchy Las, cofnięcia pozwolenia wodno-prawnego dla Gminy Suchy Las do czasu budowy oczyszczalni ścieków na Rowie Złotnickim, doprowadzenia do stosowania tylko szczelnych (certyfikowanych) szamb lub ich całkowitej likwidacji, budowy kolektora dla całej Gminy Suchy Las, wpisania Doliny Bogdanki do Obszaru Natura 2000.

Artykuł został opublikowany na stronie www.BLUBRY.pl.
http://www.blubry.pl/z-poznania/czy-miasto-pozna%C5%84-i-gmina-suchy-las-przestan%C4%85-w-ko%C5%84cu-niszczy%C4%87-jezioro-strzeszy%C5%84skie

poniedziałek, 13 maja 2013

Moda na kontenery w kolorze ecru?

Kiedyś miały logo PCK, co wykształciło w ludziach odpowiednie skojarzenie. Trwa ono do dziś, mimo że od dawna logo jest zupełnie inne i odwołuje się bardziej do postaw proekologicznych, a nie do pomocy ubogim. Mowa o wielkich kontenerach na odzież, których na ulicach Poznania jest dużo więcej niż kontenerów do segregacji odpadów (papier, szkło, plastik) razem wziętych. Skąd się wzięły, po co stoją, co się z nimi dzieje i co o nich myśleć?
 

Kontenery są własnością firmy Wtórpol ze Skarżyska-Kamiennej (woj. świętokrzyskie). Zajmuje się ona zbieraniem używanej odzieży, jej selekcją i dalszym wykorzystaniem – sprzedażą lub przerobem na czyściwo wykorzystywane w przemyśle. Według danych ze strony firmowej, Wtórpol w całej Polsce ma ustawionych 35.000 pojemników i w najbliższym czasie planuje dostawić kolejnych 12.000! Zatem interes dobrze się kręci. Podobno rocznie przerabia się w jej zakładach 34.000 ton odzieży. Firma zatrudnia 1.200 osób, z czego 600 to niepełnosprawni. Wtórpol szczyci się, że posiada własną sieć 70 lumpeksów zlokalizowanych na południu Polski i szuka nowych lokali w dużych miastach. Szykuje się także do ekspansji na Słowację, Czechy, Niemcy, Węgry, Litwę, Łotwę, Białoruś i Ukrainę.

Do dziś jednak mnóstwo osób przeświadczonych jest o tym, że wrzucana do tych kontenerów odzież trafia potem do organizacji charytatywnych, które przekazują je ubogim w Polsce lub za granicą. Otóż nic bardziej mylnego – zarabia na nich Wtórpol. Co prawda na początku firma ta współpracowała z PCK, ale teraz już ta współpraca jest Wtórpolowi niepotrzebna, gdyż firma założyła swoją fundację „Eco Textil”, której logo jest uśmiechnięta, ekologiczna buźka. Dodajmy, że fundacji o tej nazwie w KRS nie można znaleźć, ale na stronie internetowej można przeczytać, że pomogła ona blisko setce dzieci, fundując im sprzęt rehabilitacyjny. Oby tak rzeczywiście było. 

Kontenery z ekologiczną buźką stoją w sąsiedztwie wspomnianych wcześniej pojemników do segregacji śmieci, ale chyba jeszcze częściej stoją tam, gdzie jakaś działka wygląda na niczyją lub należy do gminy. Często stoją na trawnikach, poboczach dróg, parków, niedaleko przystanków, na nieużytkach. Niekiedy w zasięgu wzroku mamy po kilka kontenerów. Na stronie internetowej Wtórpolu możemy przeczytać, że takie kontenery mogą przynieść gminie korzyść – w świetle nowych przepisów o gospodarowaniu odpadami teraz to gmina jest właścicielem śmieci i musi je usuwać. Jak podają, gminy dzięki kontenerom mogą zaoszczędzić 10 milionów złotych rocznie. Suma śmieszna, bo rozkłada się na wszystkie gminy, w których Wtórpol rozstawia swoje pojemniki.

Czy dwumetrowej wysokości, kanciasty pojemnik w kolorze ecru, z kolorową buźką szpeci przestrzeń? Niech każdy sam odpowie sobie na to pytanie. Na pewno szpeci, gdy obok pojemników leżą sterty ubrań, które się nie zmieściły lub zostały z nich wyciągnięte. W Internecie można przeczytać o tym, że kontenery te są często niszczone, podpalane, odrywane są od nich elementy, które potem sprzedawane są na złom. Znany jest nawet przypadek, gdy całe kontenery były kradzione i oddawane do skupu. Bywa, że - zwłaszcza zimą - robią sobie w nich gniazda szczury. Pomimo niedogodności, nadal jest to opłacalny biznes dla Wtórpolu. 

Gdyby Wtórpol do swojej działalności nie dorobił historyjki o wspieraniu biednych lub o działaniu na rzecz środowiska, to ciekawe czy nadal by tyle zarabiał? Jedno trzeba przyznać – Wtórpol umożliwia pozbycie się odzieży za darmo. Wyrzucając ją na śmietnik, trzeba by za to płacić. Ale może nie każdy zaraz by wyrzucał do śmietnika? Może zaniósłby te ubrania do jakiejś realnej, wpisanej do KRS organizacji wspierającej ubogich w kraju lub za granicą?

Artykuł ukazał się na stronie www.BLUBRY.pl.
http://www.blubry.pl/z-poznania/moda-na-kontenery-w-kolorze-ecru

wtorek, 7 maja 2013

O mało co nie zgarnęli kilkunastu milionów złotych

„Jak ja składam ofertę w postępowaniu, to ja wygrywam” – miał powiedzieć H.S. prezes firmy Alkom Sp. z o.o. w czasie rozprawy dotyczącej odwołania od wyników przetargu ogłoszonego przez Zarząd Zieleni Miejskiej w Poznaniu (ZZM) na Konserwację i utrzymanie zieleni miejskiej na terenie miasta Poznania – 10 części. Na podziw zasługuje determinacja, z jaką pan prezes chciał zdobyć zlecenie dla swoich firm. Na podziw zasługuje również mała spostrzegawczość ZZM, który nie zauważył jaskrawych dowodów złamania przepisów Prawa zamówień publicznych.


Zieleń w 10 częściach

ZZM podzielił teren miasta Poznania na 10 rejonów, na których wyłonieni w przetargu wykonawcy mieli pielęgnować miejską zieleń przez 2 lata. Po co ten podział? Nie tylko po to, aby sprawniej zarządzać zielenią na obszarze miasta. W specyfikacji (SIWZ – Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia) zaznaczono, że wykonawcy mogą składać oferty co najwyżej na 2 rejony. Zapis ten gwarantował, że nie dojdzie do sytuacji, w której 1 firma będzie zajmować się zielenią w całym mieście – taki monopolista, który otrzymałby od instytucji publicznej tak duże zlecenie zyskałby przewagę ekonomiczną nad konkurencją, a po jej wyeliminowaniu mógłby dyktować warunki miastu. Zatem w myśl owego zapisu w Poznaniu zielenią zajmowałoby się od 5 do 10 firm, co nie zaburzałoby sytuacji na rynku wtórnym.

Jak zdominować rynek?

Prezes Alkomu wymyślił, że może wystartować do przetargu z kilkoma firmami, które osobiście kontroluje bądź są z nim kapitałowo lub personalnie związane. Alkom Sp. z o.o. (wpisana do KRS dnia 9.12.2009 pod numerem 343489) ma swoją bliźniaczkę firmę Alkom Sp. z o.o. spółka komandytowa (wpisana do KRS dnia 31.09.2009 pod numerem 345293) i ich siedziby mieszczą się pod tym samym adresem: ul. Północna 1 w Poznaniu. Pod tym samym adresem siedzibę ma firma KDS sp. z o.o. (wpisana do KRS dnia 7.11.2003 pod numerem 178658), której pan H.S. jest prezesem od 25.04.2013 roku (w czasie trwania procedury przetargowej prezesem był J.M.). Ponadto można było wykorzystać jeszcze współpracującą z H.S. firmę Luktrans z Koninkowa k. Gniezna oraz Paweko z Tarnowa k. Tuliszkowa. Razem to daje 5 podmiotów gospodarczych i szansę przejęcia 50-100% z tortu zamówienia publicznego przez królika i jego znajomych. Tortu wartego przynajmniej kilkanaście milionów złotych.

Konkurencja nie śpi

Firmy związane z H.S. złożyły oferty i… wygrały. Co prawda nie 100% tortu, ale aż 80% (KDS – 2 rejony, Luktrans – 2 rejony, Alkom Sp. z o.o. – 2 rejony i Alkom Sp. z o.o. s.k. – 2 rejony). Kryterium oceny wniosków była najniższa cena. Wyniki ogłoszone zostały 17 grudnia 2012 r. i historia skończyłaby się szczęśliwie dla naszego bohatera, gdyby nie odwołanie złożone przez firmę Green QL Sp. z o.o., która również startowała w przetargu. Dołączyło się do niej jeszcze 5 innych firm. W uzasadnieniu odwołania podniesiona była następująca kwestia: „Czy wykonawca, który udostępnia w postępowaniu przetargowym wiedzę i doświadczenie, potencjał techniczny, personalny i zdolności finansowe innemu podmiotowi, może korzystać z tych zasobów biorąc udział w tym samym postępowaniu i składając niezależną ofertę?”. ZZM odwołanie uznał. Przytoczył nawet całą masę argumentów potwierdzających zasadność tego odwołania.

Dowody zmowy

Oto lista znaczniejszych nieprawidłowości zauważonych przez ZZM dopiero po odwołaniu złożonym przez Green QL:
  • Firmy były powiązane gospodarczo: kapitałowo i personalnie.
  • Część firm miała taki sam adres siedziby, numery faksów, nazwy domenowe serwera poczty elektronicznej (…@alkom.pl).
  • W ofertach i kosztorysach składanych przez „różne” podmioty były popełniane dokładnie takie same błędy rachunkowe (łącznie z błędnie wyliczaną kwotą podatku VAT – od kwoty brutto zamiast od kwoty netto).
  • Na dokumentach widniał ten sam charakter pisma.
  • Zaproponowane ceny były identyczne.
  • Ci sami ludzie byli wymieniani w wykazach osób, przy których udziale miało być realizowane zamówienie.
  • Gwarancja ubezpieczeniowa zapłaty wadium została wykupiona w tej samej firmie ubezpieczeniowej, praktycznie w tym samym czasie.
  • Oferty firm powiązanych z H.S. były tak złożone, aby nie dochodziło między nimi do „konkurencji wewnętrznej”, czyli w jednym rejonie ofertę składała tylko jedna z firm powiązanych z H.S.
ZZM usprawiedliwiał się, że dopuścił do rozstrzygnięcia przetargu niezgodnego z Prawem zamówień publicznych, ponieważ „kosztorysy ofertowe wykonawców sprawdzane były (…) przez poszczególnych członków komisji przetargowej”. Czyli ani jedna osoba w ZZM nie skontrolowała wszystkich ofert. Nikt też nie sprawdził jakie firmy wygrały przetargi we wszystkich 10 rejonach. Na pewno? W późniejszym piśmie, Krajowa Izba Odwoławcza zwróciła uwagę, że „jednym z podstawowych obowiązków zamawiającego (w tym przypadku ZZM – przyp. aut.) na etapie badania i oceny ofert jest podjęcie działań zmierzających do ustalenia czy złożenie oferty/ofert nie stanowi czynu nieuczciwej konkurencji”. Czyli ZZM nie wywiązał się w tym przypadku ze swojego obowiązku, skoro tak oczywistych nieprawidłowości w porę nie wykrył.

W zaparte

Mimo iż wykazano, że doszło do zmowy przetargowej, przez co należało unieważnić wyniki przetargu, H.S. sprzeciwił się temu, w związku z czym sprawa trafiła do Krajowej Izby Odwoławczej. Prezes Alkomu nie przeczył, że wcześniej wymienione fakty miały miejsce, ale zaprzeczył logicznemu wnioskowi, że do zmowy przetargowej doszło. To tak jakby twierdził, że po deszczu nie mają prawa występować kałuże. Jego determinacja jest zrozumiała – uwzględnienie odwołania automatycznie pozbawiało go 80% tortu, który już miał w garści, czyli zlecenia o wartości kilkunastu milionów złotych.

Jaki finał?

Krajowa Izba Odwoławcza podtrzymała decyzję odwołującą wyniki przetargu i stwierdziła, że celem działań podjętych przez firmy związane z prezesem Alkomu był „podział lokalnego rynku usług związanych z konserwacją i utrzymaniem zieleni miejskiej pomiędzy wykonawców ze sobą powiązanych, bądź ściśle ze sobą współpracujących”. Kosztami postępowania w wysokości 15.000 zł obciążone zostały firmy związane z kwestionującym odwołanie H.S. ZZM wydał decyzje o udzieleniu zamówienia dla kilku rejonów dopiero w połowie lutego b.r. Wygrały firmy nie związane z Alkomem. Sprawa ta nie została opisana do tej pory w żadnych mediach. Pytanie, czy ZZM będzie teraz lepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków?

Artykuł ukazał się na stronie www.BLUBRY.pl.
http://www.blubry.pl/z-poznania/o-ma%C5%82o-co-nie-zgarn%C4%99li-kilkanastu-milion%C3%B3w-z%C5%82otych