Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 marca 2017

Pomysł ministerstwa na parkingi w miastach

„9 zł za godzinę parkowania w centrach miast” – podniosła alarm część mediów, a poseł Piotr Liroy-Marzec pyta ministra Mateusza Morawieckiego o co chodzi. W jednych odzywa się obawa, że szykuje się poważna podwyżka dla kierowców, a drudzy już zacierają ręce, że będą mogli podreperować budżety miast. Jednak istota projektu ministerstwa polega na czym innym.


Ministerstwo Rozwoju skierowało do konsultacji społecznych projekt ustawy o zmianie ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym oraz niektórych innych ustaw. Jedną z tych innych ustaw jest ustawa o drogach publicznych, w której uregulowana jest m.in. kwestia opłat za postój w strefach płatnego parkowania (SPP). Projekt ustawy przewiduje utworzenie dodatkowego rodzaju SPP, który mógłby być ustanawiany w miastach o liczbie ludności powyżej 200 tys. mieszkańców na obszarach funkcjonalnego śródmieścia. Maksymalna wysokość opłat w nowym rodzaju strefy mogłaby wynosić trzykrotność maksymalnej stawki obowiązującej w zwykłych SPP. Ponieważ maksymalna stawka w zwykłej SPP może wynosić 3 zł, to maksymalna stawka w „śródmiejskiej” SPP mogłaby wynosić nawet 9 zł.

O czym trzeba pamiętać mówiąc o proponowanych przez Ministerstwo Rozwoju zmianach? Po pierwsze, zmiany nie będą dotyczyć zwykłych SPP, w których wszystko ma pozostać tak jak dotychczas. Po drugie, wpływy z opłat będą zasilać budżety miast, a nie budżet centralny. Po trzecie, to samorządy mają decydować zarówno o granicach „śródmiejskiej” SPP, o czasie jej obowiązywania, a także o wysokości opłat. Zatem to od władz samorządowych będzie zależało, czy „śródmiejska” SPP będzie obejmowała np. jedną ulicę w mieście, czy może cały obszar funkcjonalnego śródmieścia. Władze samorządowe mają decydować, czy „śródmiejska” SPP ma obowiązywać przez 7 dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę, czy może kilka godzin w wybrane dni tygodnia. To również samorząd będzie decydować o tym, czy różnicować opłaty w poszczególnych rejonach „śródmiejskiej” SPP i jaka ma być ich wysokość, np. można ustalić, że w jednym miejscu stawka będzie wynosiła 7 zł, w drugim 5 zł, a w trzecim 4 zł. Jeśli projekt tej ustawy wejdzie w życie, to władze samorządowe mogą uzyskać elastyczne narzędzie służące do realizacji rozsądnej polityki parkingowej.

Ministerstwo chciałoby dać samorządom narzędzie, ale w jaki sposób one to narzędzie wykorzystają będzie zależało od woli politycznej lokalnych władz i tutaj oczywiście istnieje pewne ryzyko, że niektóre samorządy „zaszaleją” i nie wykorzystają danych możliwości racjonalnie, lecz potraktują to jedynie jako okazję do zwiększenia wpływów budżetów miast lub jako straszak na kierowców. Na proponowane przez ministerstwo zmiany można spojrzeć w odpowiedni sposób dopiero po uwzględnieniu kontekstu, czyli całego projektu ustawy. Według założeń projektodawcy głównym celem proponowanych zmian jest pobudzenie kapitału prywatnego w realizację inwestycji publicznych, co ma nastąpić m.in. poprzez usunięcie barier prawnych i podatkowych. Gdzie zatem należy się dopatrywać pobudzenia kapitału prywatnego w aspekcie parkowania w centrach miast? Odpowiedź daje następujący fragment uzasadnienia: Zagospodarowanie dzielnic centralnych w dużych miastach wymaga uwolnienia przestrzeni na rzecz ruchu pieszego i rowerowego oraz jednoczesnego wygospodarowania miejsc postojowych poza ciągami ulic i placami miejskimi. Zatem kapitał prywatny ma być zaangażowany do wygospodarowania miejsc postojowych, czyli do budowy parkingów poprzez partnerstwo publiczno-prywatne z lokalnymi samorządami.

Partnerstwo publiczno-prywatne ma służyć tworzeniu infrastruktury umożliwiającej świadczenie usług publicznych. Parkingi niewątpliwie są przykładem tego rodzaju infrastruktury, jednakże od jakiegoś czasu barierą w realizacji takich przedsięwzięć z udziałem inwestorów prywatnych stała się zbyt niska opłacalność. W sytuacji, w której parkowanie jest bezpłatne kierowca będzie szukać miejsca postojowego jak najbliżej celu swej podróży, a do stawiania samochodu na płatnym parkingu może go skłonić jedynie brak wolnych miejsc przy krawężnikach. Gdy mamy do czynienia z SPP, wtedy do korzystania z parkingów może zachęcić niższa cena. Jeśli godzina postoju na parkingu kosztowałaby 3 zł, a godzina postoju w SPP wynosiłaby 4 zł, wtedy większa liczba kierowców wybierałaby parking. W obecnej sytuacji, gdy maksymalna cena w SPP wynosi 3 zł, właściciel parkingu musiałby oferować cenę 2 zł, a taka relacja cenowa w ocenie inwestorów prywatnych jest nieopłacalna, gdyż nie rekompensuje kosztów budowy i utrzymania parkingu. Efekt widzimy gołym okiem – parkingi powstają jedynie tam, gdzie są centra handlowe, biurowe lub powstają nowe mieszkania.

Widzę sens tworzenia „śródmiejskich” SPP, ale nie po to, by zniechęcać kierowców do wjeżdżania do centrów miast lub zwiększać wpływy do budżetu, lecz po to, aby tworzyć infrastrukturę parkingową w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Zgadzam się z tym, że centra miast są atrakcyjniejsze, jeśli nie są zastawione parkującymi na chodnikach samochodami, ale w zamian trzeba gdzieś znaleźć dla nich porządne miejsca do parkowania. Uważam, że być może należałoby skorygować ten projekt w taki sposób, żeby ustawa obligowała samorządy do tego, aby pieniądze uzyskiwane z opłat za parkowanie w „śródmiejskiej” SPP były w całości przeznaczane na inwestycje w infrastrukturę parkingową na obszarze funkcjonalnego śródmieścia. Natomiast jak chodzi o wizję nieuzasadnionego windowania cen przez władze samorządowe, to tutaj bezpiecznikiem może być świadomość… zbliżających się wyborów. Tymczasem projekt ustawy jest dopiero konsultowany, a przed nim jest jeszcze cała ścieżka legislacyjna, w trakcie której będzie można dokonywać poprawek.

piątek, 18 grudnia 2015

Kopalnia w Wielkopolskim Parku Narodowym? Za zamęt odpowiada poprzednia ekipa z Ministerstwa Środowiska

Niektórzy myśleli, że w Wielkopolskim Parku Narodowym powstanie kopalnia węgla brunatnego, a Poznań zostanie pozbawiony ujęć wody. Nerwy, których przyczyną była "Biała księga ochrony złóż kopalin" okazały się niepotrzebne. Za zamęt odpowiedzialna była poprzednia ekipa w Ministerstwie Środowiska. Prof. Mariusz Orion Jędrysek, Główny Geolog Kraju i sekretarz stanu w MŚ w nowym rządzie sprawę ostatecznie wyjaśnił.

Co wydarzyło się we wtorek, 15 grudnia 2015 r.?

6.800 osób było zainteresowanych wydarzeniem na Facebooku pod nazwą „Nie dla kopalni węgla brunatnego w Wielkopolskim Parku Narodowym”. Odbyło się pierwsze i to nadzwyczajne posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska i Zieleni Miejskiej Rady Miasta Poznania, którego celem było wypracowanie stanowiska w sprawie opublikowanej na stronach Ministerstwa Środowiska „Białej księgi ochrony złóż kopalin”, której prawdopodobnie żaden z radnych w całości nie przeczytał. Upłynął termin składania uwag do tego dokumentu. Maksymalne zapotrzebowanie na moc (energii elektrycznej) w Polsce wynosiło tego dnia 24.791 MW (szczyt o godz. 17:00). Około 21% zapotrzebowania na moc zapewniła Elektrownia Bełchatów zasilana węglem brunatnym, a wszystkie elektrownie na węgiel brunatny razem wzięte zapewniły około 37% zapotrzebowania na moc. Takie są fakty.

W pierwszej kolejności chcę podkreślić, że przed odkrywkowym wydobyciem złóż węgla brunatnego należy bezwzględnie chronić ujęcia wody dla aglomeracji poznańskiej, Wielkopolski Park Narodowy, inne obszary objęte ochroną przyrody i krajobrazu, a także obiekty będące świadectwem naszego dziedzictwa kulturowego oraz najważniejsze dla regionu inwestycje. Należy mieć również na uwadze poważny z punktu widzenia województwa wielkopolskiego problem, jakim jest deficyt wody.


W drugiej kolejności muszę jednak powiedzieć, że wokół „Białej księgi” powstał wielki zamęt informacyjny, który wzbudził ogromne emocje w lokalnych mediach, społecznościach oraz wśród samorządowców. Można było odnieść wrażenie, że zaraz przyjadą z Konina wielkie, kopalniane koparki, które zaczną ryć w pobliżu Poznania głębokie wąwozy. Prof. Jan Przybyłek przedstawiał prezentację wyliczającą negatywne skutki utworzenia kopalni węgla brunatnego w tzw. rowie poznańskim. Atmosferze strachu uległa wodociągowa firma Aquanet, której przedstawicielka była przekonana, że jesteśmy na etapie ostatecznych konsultacji i właśnie decydują się losy ujęcia wody w Mosinie. Alarm podnieśli samorządowcy, a zaniepokojenie wyrazili także przedstawiciele jednego z browarów, których firma zależna jest od dostaw wody. Najprawdopodobniej nikt nie zapoznał się z całością liczącej 59 stron „Białej księgi ochrony złóż kopalin”, za to każdy zwrócił uwagę na tabelę zamieszczoną na końcu opracowania, gdzie wymienione zostały tzw. złoża strategiczne, a wśród nich złoża węgla brunatnego pod nazwami Mosina i Szamotuły.

A co w rzeczywistości zawierała „Biała księga”? Było to opracowanie, które opisywało, w jaki sposób w Polsce regulowana jest obecnie kwestia ochrony złóż kopalin. Przedstawiono w nim kilka wariantów rozwiązań prawnych, które mogą być zastosowane oraz zaproponowano kryteria wyznaczania tzw. złóż strategicznych. Tabela złóż strategicznych załączona do opracowania pełniła raczej funkcję przykładową, a nie obowiązującej listy. Kwestie poruszane w „Białej księdze” dotyczyły władz państwowych, samorządowych, biznesu oraz strony społecznej. Nie było w tym opracowaniu nawet wzmianki o tym, jakoby na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego miała powstać kopalnia odkrywkowa. Zabrakło natomiast analizy finansowej, czyli tego z jakimi kosztami wiązać się może ochrona złóż.

Żałuję, że nie zdążyłem zapoznać się z treścią tego dokumentu wcześniej (15 grudnia przeczytałem dopiero połowę), ale prawdę rzekłszy nie miałem na to szans, gdyż za późno dowiedziałem się o tej sprawie. Sądzę, że w tej samej sytuacji byli pozostali radni i władze samorządowe. Żadnych pretensji nie można mieć do społeczeństwa, bo to ono powinno być informowane o tego typu sprawach zarówno przez przedstawicieli władz, jak i przez media. To, że dzisiaj jestem po lekturze „Białej księgi” zawdzięczam prof. Przybyłkowi, który najprawdopodobniej jako pierwszy podniósł alarm oraz lokalnym dziennikarzom, którzy zaczęli o tym pisać. Nawet jeśli uważam, że był to alarm przedwczesny, to jednak tematem zainteresowała się także społeczność lokalna.


W mojej ocenie, za cały zamęt wywołany wokół „Białej księgi” odpowiada Ministerstwo Środowiska. Zabrakło rzetelnej informacji skierowanej do władz samorządowych, które powinny mieć świadomość, że taki dokument jest opracowywany. Należało również zobowiązać samorządy do ustosunkowania się do „Białej księgi”. Powinien być także wyznaczony dłuższy termin na składanie uwag, aby wszystkie samorządy oraz strona społeczna zdążyły się wstępnie w kwestii ochrony złóż wypowiedzieć. Głos powinni zabrać specjaliści z różnych dziedzin: geologii, hydrologii, ekologii, prawa, gospodarki, górnictwa i energetyki.

Prace nad „Białą księgą” zostały podjęte pod koniec 2014 roku, a opublikowana ona została 3 listopada 2015 r., 15 grudnia 2015 r. mijał termin składania uwag. Należy podkreślić, że Beata Szydło została powołana przez Prezydenta RP na stanowisko premiera 16 listopada i tego samego dnia nowym ministrem środowiska został prof. Jan Szyszko. Dalsza działalność nowej ekipy w Ministerstwie Środowiska skoncentrowana była w dużym stopniu na niezwykle ważnym szczycie klimatycznym w Paryżu, który trwał od 30 listopada do 12 grudnia. Czy to zaniedbanie ze strony poprzedniej ekipy było celowe czy nie – trudno o tym wyrokować. Gdyby jednak do tych zaniedbań nie doszło, to najprawdopodobniej sprawa „Białej księgi” byłaby wyczerpująco omówiona, uniknęlibyśmy negatywnych emocji i bylibyśmy gotowi do merytorycznej debaty. Sprawę wyjaśnił 16 grudnia prof. Mariusz Orion Jędrysek, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska i Główny Geolog Kraju, który został powołany po zmianie rządu. Powiedział, że prace nad "Białą księgą" nie będą kontynuowane. Wycofał ten dokument z konsultacji międzyresortowych 25 listopada, ale nie przerwał konsultacji społecznych.
Konsultacje społeczne nie były przerywane, aby dać możliwość wypowiedzenia się wszystkim zainteresowanym stronom. Z przesłanej korespondencji wynika jednak, że zdecydowana większość uwag wobec 'Białej księgi' jest krytyczna. 
- powiedział Jędrysek. I w ten sposób możemy teraz zastanowić się wspólnie nad meritum, czyli jak pogodzić kwestie bezpieczeństwa energetycznego z zagadnieniem zrównoważonego rozwoju i kto powinien mieć udział w procesie decyzyjnym.



Polub profil autora >>> Jan Sulanowski

Zapisz się na newsletter >>> kliknij

czwartek, 26 listopada 2015

Poznań: Czy sprzedawać firmę Modertrans?

Jak podały media, prezydent miasta Poznania, Jacek Jaśkowiak, chce za 100 mln zł sprzedać spółkę-córkę MPK Poznań, firmę Modertrans (m.in. remontuje i produkuje autobusy i tramwaje). Pieniądze mają być przeznaczone na remont torowisk. Ostatnio, jako jedyne przedsiębiorstwo, Modertrans złożył ofertę w przetargu na dostarczenie 30 tramwajów dla MPK. Chyba lepiej mieć w zasobach miasta Poznań firmę, która świadczy usługi na jego rzecz (#samowystarczalność)? Co prawda torowiska wyremontuje się za 100 milionów, ale za jakiś czas znowu będzie potrzeba 100 milionów na to samo. Tymczasem raz sprzedanej firmy nie odzyska się już. Z tego, co mi wiadomo, Modertrans nie generuje strat.

Polub profil autora >>> Jan Sulanowski
Zapisz się na newsletter >>> kliknij