czwartek, 26 marca 2015

Andrzej Duda w Poznaniu

Bohaterem dzisiejszego dnia był Andrzej Duda, który odwiedził Poznań. Nie chcę powtarzać tego, co zawierają medialne relacje, a jedynie podzielić się z Wami tym, co wywarło na mnie największe wrażenie.


Oczekiwanie poznaniaków na przybycie Andrzeja Dudy i ogromny entuzjazm, kiedy pojawił się na Placu Adama Mickiewicza.

Dobitne słowa Jarosława Lange o tym, że wybiera Andrzeja Dudę m.in. dlatego, że będzie on prezydentem, którego nie będziemy się wstydzić.

Wypowiedź Andrzeja Dudy w czasie konferencji w PAN - kilkanaście minut, w których w jasny sposób przedstawił swój pogląd na to, co jako prezydent będzie chciał przeprowadzić w celu poprawy sytuacji szkolnictwa wyższego w Polsce. Oczywiście przemawiał bez kartki.

Wykonanie przez artystów Teatru Wielkiego w Poznaniu pieśni "Żeby Polska była Polską". Cała sala wstała z krzeseł.

Gdy nie było już dziennikarzy, ani tłumów ludzi, Andrzej Duda jeszcze przed odjazdem cofnął się, aby dokończyć rozmowę z grupką młodych z partii Korwin.
Myślę, że Andrzej Duda nie będzie bohaterem tylko tego jednego dnia. Życzę sobie i Polsce, aby był bohaterem najbliższych 5, czy 10 lat!


Jan SULANOWSKI (Facebook)

wtorek, 15 lipca 2014

„Dzieci Chazana” w Poznaniu

Dziś (15 lipca 2014 r.) przed szpitalem ginekologiczno-położniczym przy ul. Polnej w Poznaniu dwie działaczki TR (Twojego Ruchu) ze Szczecina i z Krakowa przeprowadziły manifestację w ramach akcji „Dzieci Chazana”. Ich dwuosobowa akcja to swoiste tournee mające na celu piętnowanie lekarzy, którzy podpisali się pod tzw. deklaracją wiary. Dzień wcześniej panie były w Wołominie.





Jak widać na zdjęciach, w manifestacji wzięły udział tylko trzy osoby (paniom pomagał jeden lokalny członek TR). Resztę „tłumu” stanowiło kilkunastu dziennikarzy. Jedna z żurnalistek rozpoznała mnie i poprosiła, abym po konferencji nie ulatniał się za szybko.

Mimo tego, że jeszcze przed czasem na miejscu byli reporterzy TVP, Radia Merkury, „Głosu Wielkopolskiego” i innych mediów, to wszyscy musieli cierpliwie czekać, ponieważ organizatorkom zależało na obecności ekipy TVN…

Panie wyposażone były w transparent i duże zdjęcia przedstawiające zdeformowane ciała urodzonych dzieci. Właśnie - „dzieci” - uczestniczki manifestacji użyły tego słowa kilkakrotnie, co jest warte podkreślenia, ponieważ środowiska proaborcyjne przyjęły metodę, aby używać bezosobowych i odczłowieczających sformułowań typu „płód” lub „ciąża”.


W czasie konferencji mówiły o tym, że decyzja o aborcji jest kwestią sumienia kobiety, a nie lekarza, że lekarze, którzy podpisali „deklarację wiary” powinni zrezygnować z uprawiania swojego zawodu, że prawo stanowione jest ważniejsze od prawa boskiego, że celowo ogranicza się kobietom dostęp do informacji na temat stanu zdrowia ich dziecka, że nie powiadamia się ich o tym, że mogą dokonać aborcji i kto może taki zabieg wykonać. Wymieniły z imienia i nazwiska lekarzy ze szpitala przy ul. Polnej, którzy podpisali „deklarację wiary”. Nie omieszkały wspomnieć o tym, że to w Poznaniu miał miejsce, w ich rozumieniu, skandal związany z protestem przeciw spektaklowi „Golgota Picnic”, co miało być niejako dowodem na to, że w Polsce i Poznaniu rządzi Kościół.

Po serii pytań ze strony przedstawicieli mediów, mikrofony i obiektywy zostały skierowane w moją stronę - co, jako wyraziciel poglądów konserwatywnych, myślę na ten temat? Najpierw upewniłem się u dziennikarzy, że organizatorki manifestacji nie są reprezentantkami poznańskiego środowiska. Powiedziałem, że ta manifestacja wywołała we mnie smutek i przerażenie, ponieważ działaczki TR dały jasny przekaz, że życie dziecka chorego, obarczonego defektem psychicznym lub fizycznym jest mniej warte niż życie dziecka zdrowego (podkreśliłem, że użyły wielokrotnie słowa „dziecko”). Dopowiedziałem, że takie dziecko jest według nich bezwartościowe, bo można dokonać na nim aborcji. Nie ma zgody na sytuację, w której jeden człowiek (matka) decyduje o śmierci drugiego (chore dziecko). Z uwagi na to, że panie podkreślały, iż aborcja to sposób na skrócenie cierpienia, powiedziałem, że być może niedługo podobne manifestacje będą urządzać przed klinikami onkologicznymi i będą proponowały cierpiącym pacjentom zażywanie cyjanku dla skrócenia udręki. Nie tylko dla mnie, ale obiektywnie, życie ludzkie stanowi wartość nadrzędną, stojącą wyżej niż specyficznie rozumiana przez te panie wolność. To, co działaczki TR mówiły i sposób w jaki to przedstawiały przypominał jako żywo nazistowskie kampanie przed 1939 rokiem, w których uzasadniano konieczność sterylizacji i eliminacji ze społeczeństwa ludzi niepełnosprawnych psychicznie i fizycznie. Społeczeństwo cywilizowane charakteryzuje się tym, że otacza opieką słabszych, chorych i niepełnosprawnych, a rozwiązywanie problemu poprzez aborcję to cywilizacyjny krok wstecz i barbarzyństwo. I nie chodzi tu nawet o stricte religijny system wartości, ale o wartości humanistyczne. Dodałem, że profesor Chazan robi to, co do niego należy, czyli ratuje ludzkie życie.

Dziennikarze zwrócili uwagę na to, że przecież takie zdeformowane dziecko i tak skazane jest na śmierć. Odpowiedziałem, że nawet gdy dochodzi do ciężkiego wypadku i wiadomo, że ofiara nie pożyje długo, to i tak lekarze przystępują do akcji ratunkowej i walczą o każdy dzień, o każdą minutę, ponieważ życie jest wartością nadrzędną i jest to jak najbardziej zgodne z przysięgą Hipokratesa. Organizowanie tego typu manifestacji przed szpitalem, w którym leżą kobiety spodziewające się dziecka oraz dzieci chore uznałem za szczyt perfidii.

Po wszystkim przedstawiłem się jako członek PiS, co u niektórych dziennikarzy wywołało lekki uśmiech. Potem jeszcze indywidualnie przepytała mnie ekipa z TVN. Na odchodne usłyszałem jak mówili do siebie – „No tak, trzeba się było pokazać”. Odpowiedziałem: „Macie na myśli organizatorki manifestacji zapewne”. Po 20 minutach od rozpoczęcia konferencji wszyscy się rozeszli.

Nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja – w manifestacji proaborcyjnej uczestniczyły raptem trzy osoby, a w urządzanym co roku w Poznaniu „Marszu dla życia” bierze udział kilka, kilkanaście tysięcy osób. Nie dajmy się omotać mediom promującym skrajnie lewicowe poglądy, zacznijmy działać i wspierajmy wszystkich tych, dla których ludzkie życie jest wartością nadrzędną!

P.S. Relacje medialne:
- Głos TV
- "Głos Wielkopolski"
- Wirtualna Polska

piątek, 6 czerwca 2014

"Golgota Picnic" z pieniędzy podatnika

2.720.000 zł przeznaczył w tym roku Ryszard Grobelny, prezydent miasta Poznania, na realizację festiwalu teatralnego Malta (Malta Festival Poznań 2014). Tymczasem o festiwalu robi się coraz głośniej ze względu na skandal, który wywołało umieszczenie w programie przedstawienia „Golgota Picnic” obrażającego uczucia religijne chrześcijan. Protesty przybierają na sile – do chwili obecnej pod petycją sprzeciwiającą się wystawieniu spektaklu podpisało się ponad 47 tys. osób, i to w kilka dni!

Zestawienie to pokazuje, że festiwal Malta jest przedsięwzięciem w większości dotowanym i wspieranym przez instytucje państwowe, czyli głównie przez podatników. Wynikałoby z tego (naiwne?) przekonanie, że wola płacących podatki powinna być uszanowana, szczególnie jeśli protestują oni przeciwko spektaklowi, który obraża ich uczucia religijne. Do chwili publikacji niniejszego artykułu protest w Internecie przeciwko wystawieniu „Golgota Picnic” podpisało ponad 47 tys. osób, i liczba ta stale rośnie. Utworzone zostało również wydarzenie na Facebooku, skupiające przeciwników spektaklu. W sprawie interwencję podjęli posłowie, m.in. Tadeusz Dziuba.Obecnie organizatorem festiwalu jest założona w 2008 Fundacja Malta, której donatorami są Grażyna i Jan Kulczykowie, Piotr Voelkel, Karol Działoszyński i Michał Merczyński. Mimo tak zamożnych fundatorów festiwal Malta finansowany jest głównie z pieniędzy podatników, w tym najbardziej z budżetu miasta Poznań. Prezydent Ryszard Grobelny zarządzeniem z dnia 26 listopada 2013 roku w ramach konkursu przeznaczył na realizację festiwalu 2.720.000 zł w roku 2014 i 3.200.000 zł w roku 2015. Jak wynika z dokumentacji dofinansowanie to pokrywa 50% całkowitego kosztu projektu, jakim jest realizacja tegorocznej edycji festiwalu, a w roku 2015 pokryje ono 47% kosztów. Ale to nie wszystko, festiwal Malta otrzymuje dofinansowanie również z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (1.000.000 zł) oraz z budżetu województwa wielkopolskiego. Dodać należy, że sponsorem tegorocznej edycji festiwalu jest spółka energetyczna Enea, której większościowym właścicielem jest skarb państwa, a sponsorem strategicznym spółka wodociągowo-kanalizacyjna Aquanet, która jest własnością samorządu Poznania i kilku podpoznańskich gmin. Ponadto wśród patronów medialnych znalazły się media publiczne – Program Trzeci Polskiego Radia, Telewizja Polska i TVP Info, a wśród współorganizatorów możemy wymienić między innymi Narodowe Centrum Kultury, Centrum Kultury Zamek, Instytut Socjologii UAM czy Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Przypomnijmy, że przedstawienie Rodrigo Garcii pod tytułem „Golgota Picnic” wywołało w 2011 roku we Francji silny sprzeciw ze strony chrześcijan . Mimo tego, że Francja jest krajem bardzo zlaicyzowanym, odbyło się wtedy mnóstwo akcji protestacyjnych. W jednym z opisów przedstawienia Garcii możemy przeczytać: Sztuka Rodrigo Garcii "Golgota Picnic" przedstawia libertyńską wizję ukrzyżowania Chrystusa, ze scenami seksualnymi i obelgami pod adresem samego Jezusa. Na scenie leży wiele hamburgerowych bułek, które mają parodiować rozmnożony chleb, aktorzy tańczą w rytm ostatnich słów Jezusa w rytm ostrej muzyki gitarowej. Bp. Dominique Rey opisał „dzieło” jako „obrazoburczą sztukę, w której Jezus został przedstawiony jako „szaleniec, kundel, piroman, mesjasz AIDS, człowiek opętany przez Szatana i terrorysta”. Co ciekawe Rodrigo Garcia został powołany na stanowisko kuratora tegorocznej edycji Malty, o czym była mowa w mediach jeszcze we wrześniu 2013 roku.

Jeśli w instytucjach samorządowych zajmujących się kulturą zatrudnieni są kompetentni urzędnicy, to powinni wzmóc swoją czujność w tym momencie i wpłynąć na to, aby skandaliczny spektakl nie pojawił się w programie festiwalu. Chyba, że obrażanie uczuć religijnych chrześcijan jest elementem przemyślanej polityki kulturalnej organizatorów festiwalu i władz samorządowych Poznania. Czy 27 i 28 czerwca w CK Zamek zostanie wystawiona bluźniercza sztuka? Jak zachowa się prezydent Grobelny?

Fot. malta-festival.pl

piątek, 6 grudnia 2013

Bezprecedensowe przerwanie wykładu ks. prof. Pawła Bortkiewicza (wideo)



W czwartek, 5 grudnia, na Uniwersytecie Ekonomicznym odbył się wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza pt. „Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?”. Został on jednak przerwany i po interwencji Policji musiał być przeniesiony do innej sali. Na nagraniu widoczni są prowokatorzy (według „Gazety Wyborczej” happenerzy), przygotowanie do prowokacji, sama prowokacja oraz akcja Policji. Nagranie trwa niecałe 26 minut i jest zrobione bez cięć. Film dedykuję prof. Romanowi Kubickiemu, prof. Ewie Kraskowskiej, prof. Krzysztofowi Podemskiemu, prof. Magdalenie Środzie, rektorowi UAM prof. Bronisławowi Marciniakowi, poseł Agnieszce Kozłowskiej-Rajewicz, a także redaktorowi naczelnemu poznańskiej "Gazety Wyborczej".

Głównym elementem prowokacji było chodzenie po pulpicie akademickim mężczyzny przebranego za kobietę. Ponadto „w programie” znalazły się krzyki, gwizdy i szarpanina z Policją. W pobliżu głównego „aktora”, anarchisty, założyciela skłotu Od:zysk, znanego z wielu innych akcji (m.in. rzucanie w budynku sądu zgniłymi jajami), zasiedli m.in. dr Andrzej W. Nowak (Instytut Filozofii UAM), Aleksandra Sołtysiak-Łuczak (prezes zarządu stowarzyszenia kobiet Konsola), dr Marta Mazurek (Instytut Językoznawstwa UAM, Gender Studies UAM) oraz dr Maciej Duda (w ramach Gender Studies UAM prowadził zajęcia z „gender mainstreamingu”). Zwrócić na to należy uwagę, ponieważ na nagraniu widać, że wszyscy się znają i sprawiają wrażenie osób wiedzących, co za chwilę ma nastąpić. Warto podkreślić, że wymienione osoby śmią pouczać innych, czym jest wiedza, prawda, równouprawnienie, czym jest etos akademicki i co licuje z profesorskim autorytetem.

Pierwsze próby zakłócenia wykładu miały miejsce jeszcze w czasie wygłaszania słowa wstępnego przez Adama Wizę, prezesa Korporacji Akademickiej Lechia, organizującej spotkanie z ks. prof. Bortkiewiczem. Wtedy właśnie doszło do bezprecedensowego zachowania, pracownik Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, doktor filozofii Andrzej W. Nowak (na nagraniu mężczyzna z brodą, w okularach i zielonym swetrze) zaczął przeszkadzać mówiącym, czyniąc wielokrotnie głośne uwagi. Po jakimś czasie podał „aktorowi” swój telefon komórkowy, aby ten mógł malować sobie usta szminką. „Aktor” robił to ostentacyjnie, chcąc zwrócić na siebie uwagę ks. Bortkiewicza.

W końcu zaczyna się wrzask. Ks. prof. Bortkiewiczowi na przemian przerywa dziewczyna siedząca na galerii i "aktor". Prezeska zarządu Konsoli nie krępuje się, aby zagwizdać. W końcu "aktor" zdejmuje bluzę, spod której ukazuje się złota sukienka. Wskakuje na swój pulpit i przeskakuje na pulpit profesorski, po czym bierze do ręki mikrofon. Jak widać na nagraniu, doktor filozofii wiedział doskonale co się dzieje i świetnie się przy tym bawił, podobnie jak współorganizatorka Wielkopolskiego Kongresu Kobiet, pani Aleksandra Sołtysiak-Łuczak oraz pozostałe osoby związane z Gender Studies UAM. Interweniują słuchacze wykładu, a niedługo potem wkraczają ochroniarze, natomiast organizator informuje, że w związku z zakłóceniem wykładu, zostaje on przeniesiony do innej sali. Ludzie powoli zaczynają wychodzić, natomiast prowokatorom wcale się do wyjścia nie spieszy. Ochroniarze wraz z policjantami w cywilu przystępują do ujęcia prowokatorów, jednakże tamci stawiają opór, wrzeszczą i dochodzi do szarpaniny. Dołączają umundurowani policjanci, w tym również z prewencji. Anarchistki piszczą i krzyczą różne hasła. Prowokatorzy nie chcą wyjść.

Wspomniani wcześniej wykładowcy cały czas "na tyłach" asystują prowokatorom. Wiele osób towarzyszących kręci filmiki komórkami, aby potem na swoich stronach internetowych opisywać, jaka to Policja jest brutalna. Na Facebooku można zobaczyć liczne komentarze, z reguły wysnuwane po nierzetelnej relacji "Gazety Wyborczej". Anarchiści zapowiadają protesty, ponieważ aresztowano kilka osób.

Dlaczego to wydarzenie jest bezprecedensowe? Bo do tej pory w takich akcjach brali udział lewaccy lub prawaccy chuligani. Tym razem jednak wykład profesora przerwany został za przyzwoleniem, a nawet przy współudziale innych wykładowców akademickich. Czy takie zachowanie licuje z tytułem doktora? Takie zachowanie nie może być pozostawione bez konsekwencji. Jakich? Niech zastanowią się nad tym osoby wymienione w dedykacji. Wykładowcy Gender Studies UAM dowiedli. że gender mieści się w nurcie debaty akademickiej. O ile akademią nazwiemy zoo.

Tymczasem zapraszam do obejrzenia nagrania z całego zajścia na You Tube.


środa, 4 grudnia 2013

Zezowata cenzura genderystów

Czy na temat ideologii gender można mieć inne zdanie niż jej wyznawcy? Wygląda na to, że nie. Wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza pod tytułem „Gender – dewastacja człowieka i rodziny” zostaje oprotestowany przez prof. Krzysztofa Podemskiego oraz innych wykładowców w większości związanych z Gender Studies UAM: pozwalamy sobie wyrazić poważne zaniepokojenie faktem, że tego rodzaju tendencyjne, ideologiczne i propagandowe wystąpienie może zaistnieć w przestrzeni, która z istoty swojej winna służyć wiedzy, prawdzie i równouprawnieniu.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz został zaproszony przez Korporację Akademicką Lechia do wygłoszenia wykładu na temat gender. Ma się on odbyć w najbliższy czwartek (5 grudnia) o godz. 19:15 w budynku Uniwersytetu Ekonomicznego. Jak możemy przeczytać na profilu facebookowym księdza profesora we wpisie z 30 listopada, władze uczelni pod naciskiem „feminoterrorystek” zmieniły formę tytułu na pytającą „Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?”. W tej sytuacji ksiądz Bortkiewicz zaczął się zastanawiać, czy w ogóle ten wykład wygłosić: 
Mam problem, czy ulec genderbandzie i mówić to, co powiedziałbym, pod zmienionym tytułem, czy stwierdzić, że genderbanda zmieniła tytuł wykładu profesora uniwersytetu (usiłuje to uczynić)? Mam ochotę wykład odwołać, a sprawę nagłośnić (także poza facebookiem).
Jednak 2 grudnia poinformował, że po rozmowie z prorektorem Uniwersytetu Ekonomicznego zgodził się na modyfikację tytułu i wykład wygłosi.

3 grudnia na internetowej stronie poznańskiej „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł Natalii Mazur opisujący sprawę. Co prawda autorka nie przedstawiła aktualnej informacji, że jednak tytuł został zmodyfikowany i dokonała generalizacji, że środowisko naukowe protestuje przeciwko organizacji wykładu w murach uczelni (w rzeczywistości 13 osób podpisało się bezpośrednio w treści protestu), ale za to przedstawiła kilka interesujących wypowiedzi.

Prof. Roman Kubicki, dyrektor Instytutu Filozofii UAM, zapewnił o swojej prawomyślności (gdy usłyszał tytuł wykładu to podskoczyło mu ciśnienie) i podkreślił, że Centrum Etyki UAM, którego ks. prof. Paweł Bortkiewicz jest dyrektorem, nie jest formalnie związane z kierowanym przez niego Instytutem. Z kolei prof. Marian Gorynia, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, wykazał się większym wyczuciem pluralizmu, gdyż stwierdził:
Uniwersytet musi być areną dla rozmaitych poglądów.
Zachowawczo dodał jednak:
Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że jestem jak najdalszy od utożsamiania się ze wszystkim, co jest głoszone w wynajmowanych przez uniwersytet salach. A o gender nie mam wiedzy.

Mimo, że w tytule wykładu nie ma słowa o gender studies, tylko o gender, to jednak wykładowcy związani z tymi „studiami” poczuli się dotknięci. W oświadczeniu zamieszczonym w Internecie przez dr. Macieja Dudę możemy przeczytać:
Tytuł zapowiadanej prelekcji zawiera twierdzenia nieprawdziwe, krzywdzące i niebezpieczne. Nieprawdziwe – gdyż kategoria płci kulturowej (gender) należy do podstawowego instrumentarium współczesnej humanistyki i nauk społecznych, nie może więc być traktowana na równi z narzędziami indoktrynacji, a tym bardziej nie można badaczom, którzy się nią posługują, przypisywać sprawstwa patologii rodzinnych. […]I wreszcie są to twierdzenia niebezpieczne – gdyż formułowane językiem wytwarzającym atmosferę zbiorowej nienawiści. Pod tym względem szerząca się od niedawna w Polsce antygenderowa propaganda nawiązuje do epizodów zorganizowanej nagonki na wyimaginowanego wroga, jakie pamiętamy z przeszłości.

Zaskakujące jak wiele z tych kilku słów tytułu wyczytali genderowcy – że ks. prof. Paweł Bortkiewicz przypisuje wykładowcom genderu sprawstwo patologii rodzinnych i że chce wywołać atmosferę zbiorowej nienawiści. Użyciem słowa „dewastacja”? Uderz w stół a nożyce się odezwą.

W artykule „Gazety Wyborczej” prof. Ewa Kraskowska, dyrektor Centrum Badania Płci Kulturowej i Tożsamości UAM i inicjatorka Gender Studies na UAM, wyczytuje z tytułu wykładu ks. prof. Bortkiewicza jeszcze więcej:
Badamy, co to znaczy być kobietą, co to znaczy być mężczyzną w danej grupie społecznej, co to znaczy być starą kobietą, dziewczynką, ubogim mężczyzną. Tymczasemzarzuca nam się, że seksualizujemy niemowlęta i wywołujemy pedofilię w Kościele. Propaganda antygenderowa dociera do szerszego grona, niż my jesteśmy w stanie, i jest bardzo skuteczna. Potrafi zasiać wątpliwości nawet w krytycznych umysłach.
Czy ks. Bortkiewicz oskarża genderystów o wywoływanie pedofilii w Kościele? Skąd takie twierdzenia prof. Kraskowskiej?

W proteście zamieszczonym w Internecie, pod którym podpisało się do tej pory około 480 osób, możemy również przeczytać:
[Tytuł zawiera twierdzenia] Krzywdzące – gdyż studia genderowe, podobnie jak inne nurty badawcze w obrębie wspomnianych dziedzin, służą poznaniu kulturowych uwarunkowań życia jednostkowego oraz zbiorowego i jeśli uzyskana w ten sposób wiedza wpływa na przemiany w ludzkim uniwersum (jak choćby usuwanie przyczyn i przejawów dyskryminacji), to przecież taki jest właśnie cel naukowych badań nad społeczeństwem.
Gładkie uzasadnienie dla działalności polityczno-ideologicznej genderystów, za jaką można uznać „gender mainstreaming”, naukę pisania wniosków o dofinansowywanie antydyskryminacyjnych projektów oraz zmianę programów nauczania na wzór „Równościowego przedszkola”. Nie wiem, czy wszyscy studiujący socjologię robią to z pobudek ideologicznych (chcą zmieniać społeczeństwo), czy też po prostu interesuje ich struktura społeczna i mechanizmy w niej funkcjonujące. Najwidoczniej na gender studies zapisują się głównie ci, którzy chcą świat zmieniać, a nie go badać.

Interesująca jest wypowiedź prof. Podemskiego zamieszczona w artykule „Gazety Wyborczej”:
Mamy wolność słowa i każdy ma prawo głosić swoje poglądy, może nawet wygadywać bzdury i przeklinać. Niech jednak nie robi tego pod szyldem nauki, w budynku uczelni.
Dlaczego jednak swoje poglądy mogą propagować tylko osoby o światopoglądzie prof. Kraskowskiej i prof. Podemskiego, a odmawia się tego prawa ks. prof. Bortkiewiczowi - tego prof. Podemski już nie wyjaśnia.

Może podsumowaniem warto uczynić słowa Adama Wizy, prezesa korporacji Lechia, które przytoczyła „Gazeta Wyborcza”:
Uniwersytet jest jednym z najbardziej odpowiednich współczesnych areopagów do wolnej wymiany poglądów i myśli, wspólnego dochodzenia do prawdy, a także do analizy i krytyki tychże poglądów. Żadna ze stron dyskursu, zwłaszcza jeśli uważa swoje ustalenia za naukowe, nie może zabraniać dyskusji nad nimi oraz unikać poddawania ich pod ocenę.
Otóż to.

O programie Gender Studies na UAM możecie Państwo przeczytać w artykule "Latający cyrk gender studies".

środa, 13 listopada 2013

Co wildzianie myślą o wprowadzeniu u nich Strefy Płatnego Parkowania?

Od 13 do 15 listopada do skrzynek pocztowych mieszkańców Wildy, w ramach społecznej akcji poznańskiego PiS i stowarzyszenia "Projekt Poznań", będą wrzucane ankiety dotyczące wprowadzenia Strefy Płatnego Parkowania. Ankiety będą zbierane 16 i 17 listopada w "trójkącie" u zbiegu ulic 28 Czerwca, Wierzbięcic i Górnej Wildy. Można również wypełnić ankietę przez Internet. Jakie pytania zawarte są w ankiecie?

W związku z tym, że władze Miasta planują w ciągu kilku najbliższych lat utworzyć na Wildzie Strefę Płatnego Parkowania, postanowiliśmy zapytać mieszkańców tego osiedla, co o tym sądzą. Przygotowaliśmy krótką ankietę z następującymi pytaniami:
1. Czy posiadasz samochód?
2. Czy jesteś za Strefą Płatnego Parkowania na Wildzie?
3. Jeśli Strefa zostanie wprowadzona, co w zamian Miasto powinno zrobić dla mieszkańców?
4. Nazwa ulicy, na której mieszkasz, bez dokładnego adresu.
Ankiety będą wrzucane do skrzynek pocztowych w dniach 13-15 listopada i będzie je można po wypełnieniu wrzucać do urn do 20 listopada w punktach oznaczonych plakatem akcji lub przyjść 16 i 17 listopada w godzinach 10:00-16:00 do "trójkąta" u zbiegu ulic 28 Czerwca, Górna Wilda i Wierzbięcice (obok budynku z napisem "WOLNI I SOLIDARNI"). Istnieje możliwość wypełnienia ankiety przez Internet klikając tutajhttp://www.ankietka.pl/ankieta/126291/strefa-platnego-parkowania-na-wild...
Strefa ma obejmować obszar między ulicami Królowej Jadwigi i Hetmańską oraz między torami kolejowymi a rzeką Wartą. Wprowadzenie Strefy oznacza, że osoby parkujące na terenie jej obowiązywania (od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-18:00 i w soboty od 8:00-14:00) muszą uiszczać opłaty w parkomatach (od 2 do 3 zł za godzinę). Jeśli ktoś mieszka na terenie obowiązywania Strefy może rozliczać się na zasadzie "abonamentu", który wynosi 10 zł miesięcznie (może parkować w obrębie kilku sąsiednich ulic i nie płacić w parkomacie). Z dokładnymi zasadami obowiązującymi w Strefie można się zapoznać tutajhttp://www.zdm.poznan.pl/parking_zone.php?site=strefa&sub=4, a cennik znajduje się tutajhttp://www.zdm.poznan.pl/parking_zone.php?site=strefa&sub=2
Wprowadzenie Strefy uzasadniane jest chęcią skłonienia "przyjezdnych" do tego, aby parkowali w innych miejscach lub decydowali się na komunikację miejską. W związku z tym więcej miejsc parkingowych ma być wolnych dla mieszkańców. Z drugiej strony wiele osób zwraca uwagę na to, że Strefa to także źródło dochodów dla Miasta (opłaty z parkomatów i "abonamenty" mieszkańców). Oczywiście Miasto najpierw musi ponieść koszty związane z przygotowaniem miejsc parkingowych, a potem także z obsługą.
Dlaczego przeprowadzamy tę akcję? Mieszkańców najbardziej oburza fakt, że władze Miasta snują plany na temat wprowadzenia Strefy, a nie liczą się z opinią mieszkańców, czy oni w ogóle tej Strefy chcą. Żadna miejska instytucja nie sprawdziła na szeroką skalę, co o tym sądzą sami wildzianie (do tej pory tylko Rada Osiedla Wilda zorganizowała spotkanie z przedstawicielami instytucji miejskich, stowarzyszeń i radnymi, jednak miało ono raczej charakter informacyjny, a nie sondażowy i z wiadomych względów miało ograniczony zasięg). Organizatorzy uważają, że zanim cokolwiek zacznie się w tej sprawie robić na Wildzie, najpierw należy zapytać o zdanie mieszkańców.


piątek, 8 listopada 2013

Jak nasi posłowie głosowali w sprawie referendum edukacyjnego "Ratuj maluchy i starsze dzieci też"?

W całej Polsce, także w Poznaniu, zbierane były podpisy o przeprowadzenie referendum znanego pod nazwą „Ratuj maluchy i starsze dzieci też”. Aby przedłożyć projekt referendum, należało zebrać w całym kraju 500.000 podpisów. Udało się zebrać milion. Dziś w Sejmie odbyło się głosowanie w tej sprawie. 222 posłów poparło inicjatywę referendalną, 232 było przeciw, nikt się nie wstrzymał i 6 nie głosowało. Inicjatywa została odrzucona. Jak głosowali nasi poznańscy posłowie?







Maciej Banaszak (Twój Ruch) – ZA
Tadeusz Dziuba (Prawo i Sprawiedliwość) – ZA
Tomasz Górski (Solidarna Polska) – ZA
Krystyna Łybacka (Sojusz Lewicy Demokratycznej) – ZA
Waldy Dzikowski (Platforma Obywatelska) – PRZECIW
Arkady Fiedler (Platforma Obywatelska) – PRZECIW
Rafał Grupiński (Platforma Obywatelska) – PRZECIW
Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (Platforma Obywatelska) – PRZECIW
Bożena Szydłowska (Platforma Obywatelska) – PRZECIW
Jacek Tomczak (Platforma Obywatelska) - PRZECIW

W referendum miały być postawione następujące pytania, czy jesteś za: 1) zniesieniem obowiązku szkolnego 6-latków, 2) zniesieniem obowiązku przedszkolnego 5-latków, 3) przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów, 4) stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej + 4 lata szkoły średniej, 5) ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli.
Dyskusję i głosowanie można obejrzeć na stronie sejmowej - polecam obejrzeć od początku (09:52:44) do końca (10:25:00) http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/transmisje.xsp?unid=67E0FD9BECEBE4F2C12...
Po głosowaniu Elbanowski rozpostarł napis „Dzieci i ryby głosu nie mają?”.
fot. wPolityce.pl

czwartek, 7 listopada 2013

Kochanki przylecą krakowskim Boeingiem

9 listopada, w sobotę, w Sali Ziemi na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich odbędzie się przedstawienie teatru "Bagatela" z Krakowa pt. "Boeing, Boeing - odlotowe narzeczone". Co się może stać, gdy jednym samolotem polecą trzy nic o sobie niewiedzące kochanki tego samego faceta? Tę historię odtwarzano na deskach różnych teatrów ponad 17.000 razy, zatem musi być zabawna.


Autorem sztuki jest Marc Camoletti, Francuz urodzony w Genewie we włoskiej rodzinie. Jak możemy przeczytać o samej sztuce w naszym ulubionym źródle informacji, jaką jest Wikipedia: "Sztuka opowiada historię mężczyzny związanego z trzema stewardessami. Dzięki precyzyjnej organizacji i pomocy oddanej, choć wiecznie narzekającej służącej Nadii, Maksowi zawsze udaje się skoordynować wizyty kolejnych narzeczonych i każdą z nich utrzymać w przekonaniu, że jest tą jedyną. Uważa ten układ za idealny. Sytuacja komplikuje się, gdy z powodu niewielkich zmian w ruchu lotniczym, wszystkie trzy panie zjawiają się u Maksa w domu. Pojawia się też przyjaciel Maksa z dawnych lat, który jest zmuszony improwizować przed kolejnymi narzeczonymi. (...) W Polsce tekst Camolettiego w przekładzie Henryka Rostworowskiego pod tytułem Latające narzeczone był szczególnie popularny w latach 60.–80. (10 realizacji). Po 20 latach nieobecności powrócił na polską scenę w swoim oryginalnym tytule, w nowym przekładzie i adaptacji Bartosza Wierzbięty". Zatem na pewno będzie się z czego śmiać.
Historia teatru "Bagatela" im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego z Krakowa sięga 1918 roku. Obecnie dyrektorem jest Henryk Schoen, który dawniej był kaskaderem, a z czasem został reżyserem (pierwsze doświadczenia reżyserskie miał dzięki Stanisławowi Różewiczowi). Z kolei reżyserem sztuki "Boeing..." jest Paweł Pitera, który jest najbardziej znany ze swojego serialu komediowo-kryminalnego "Na kłopoty... Bednarski". Co o sztuce sądzi reżyser?Mówiąc najprościej, sztuka Camolettiego jest kapitalnie, totalnie i absolutnie śmieszna. Jest na swój sposób wyrafinowana, ma znakomite tempo, świetne dialogi i zaskakujące zwroty akcji, przez co nie pozwala widzowi nudzić się nawet przez parę sekund. A to już jest nawet aż za wiele, aby nie zająć się reżyserią takiej sztuki. Co najważniejsze „Boeing” ma doskonale napisane postaci: krwiste, prawdziwe aż do bólu i – tak jak to jest w komediach doskonałych – skądś nam znajome... W poznańskiej inscenizacji zagrają: Karolina Chapko, Aleksandra Godlewska, Małgorzata Piskorz, Marek Kałużyński, Michał Kościuk i Katarzyna Litwin.
Bilety na spektakl dostępne są na www.ebilet.plwww.biletomat.pl oraz www.bilety24.pl.
SKy
Fot. Teatr Bagatela

wtorek, 29 października 2013


Mężczyźni upodobali sobie stosowanie przemocy wobec kobiet. Popycha ich ku temu tradycja judeochrześcijańska, będąca rodzimym wariantem systemu patriarchalnego. Stosują przemoc fizyczną, psychiczną, seksualną i ekonomiczną. Siedliskiem przemocy wobec kobiet jest rodzina. Takie treści możemy znaleźć w publikacji mającej być pomocą przy organizowaniu akcji w Wielkopolsce, w ramach kampanii „16 dni przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć”. Powstała ona dzięki dofinansowaniu Województwa Wielkopolskiego. Czy chodzi w niej o pomoc ofiarom przemocy, czy raczej o coś innego?
Kampania „16 dni…” jest częścią międzynarodowej kampanii organizowanej przez Center for Woman’s Global Leadership (CWGL). W tym roku organizacją kampanii w Wielkopolsce zajęło się stowarzyszenie „Konsola”. Projekt uzyskał dofinansowanie ze środków samorządu Województwa Wielkopolskiego w wysokości 25.000 zł („Konsola” wnioskowała o 39.418 zł) w ramach „konkursu ofert na realizację w formie wspierania zadań publicznych Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie pomocy społecznej w roku 2013” na zadanie pod tytułem „Wspieranie inicjatyw na rzecz wielkopolskich rodzin”. Jednostką przeprowadzającą konkurs był Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Poznaniu (ROPS), podległy marszałkowi województwa, natomiast ciałem dokonującym oceny złożonych wniosków była Komisja Konkursowa powołana uchwałą Zarządu Województwa Wielkopolskiego. „Konsola” miała przeznaczyć pieniądze z dotacji m.in. na sfinansowanie szkolenia dla 15 osób (3 spotkania weekendowe) poświęcone antydyskryminacji, przemocy domowej i wolontariatowi (ok. 7.000 zł), na plakaty, ulotki i wydanie 17 egzemplarzy podręcznika (ok. 15.000 zł) oraz na organizację 2-dniowego kursu Wen-Do (metoda samoobrony psychicznej i fizycznej) dla 12 kobiet z Wielkopolski (ok. 3.000 zł). Zapewne dlatego, że kwota dofinansowania była niższa od wnioskowanej, „Konsola” zrezygnowała z założenia strony w Internecie dotyczącej kampanii „16 dni…” (ok. 3.000 zł). Skorzystała jednakże z życzliwości CK Zamek, które udostępniło stowarzyszeniu sale do przeprowadzenia szkoleń za darmo. Można się zastanowić, czy kwota 4.800 zł wynagrodzenia za poprowadzenie 48 godzin zegarowych zajęć teoretycznych z 15 osobami lub 2.400 zł za 16 godzin zajęć samoobrony z 12 osobami nie jest zbyt wygórowana (kwoty pochodzą z wniosku o dofinansowanie), ale to pewnie zależy od tego, z czym prowadzenie takiego kursu porównamy – z godziną pracy nauczyciela czy z godziną pracy wykładowcy na prestiżowej podyplomówce. To tyle, jak chodzi o kwestie finansowe, przejdźmy jednak do zawartości merytorycznej.
Kampania „16 dni…” posiada swój podręcznik, który dostępny jest w Internecie na stronach „Konsoli”. Uwagę zwraca pewien zapis. Otóż pod informacją o tym, że publikacja powstała dzięki współfinansowaniu kampanii ze środków Województwa można przeczytać:Przedstawione w publikacji treści wyrażają poglądy realizatorki projektu i nie mogą być utożsamiane z oficjalnym stanowiskiem Województwa Wielkopolskiego. Nasuwa się zatem pytanie, dlaczego Województwo finansuje kampanię, a od treści zawartych w towarzyszącym jej podręczniku się odcina? Pracownik ROPS wyjaśnił, że publikacja ta powstała już po rozpatrzeniu wniosku i po przyznaniu dofinansowania, gdyż była ona niejako „produktem” organizowanego przez „Konsolę” cyklu szkoleń i Komisja Konkursowa również nie miała fizycznej możliwości zapoznać się z zawartymi w niej treściami – stąd wziął się ten dopisek. Czy do takiego finansowania „w ciemno” powinno dochodzić – niech zastanowią się nad tym radni sejmiku. W każdym razie herb Województwa widnieje w materiałach kampanii i na stronach internetowych uwiarygadniając ją.
W szkoleniu „Konsoli” wzięło udział 15 osób, przy czym chętni do udziału musieli wpierw wypełnić formularz zgłoszeniowy, w którym trzeba było umieścić informacje na temat tego, jaką organizację dana osoba reprezentuje, jaką ma motywację i doświadczenie. Zatem nie było możliwości, aby w kursie wzięli udział przypadkowi ludzie – nie jest to zarzut, ale i nie należy tego faktu pomijać. Publikacja wydana przez „Konsolę” mieści się na niemal 140 stronach. Treść podręcznika przygotowały Magdalena Szewciów (zarządzająca projektem) i Anna Kamińska (prowadziła wszystkie szkolenia dla 15 liderów w CK Zamek). Po spisie treści, 22 pierwsze strony to informacje na temat kampanii „16 dni…” (geneza, tematy, daty), kolejnych 16 stron zawiera informacje, w jaki sposób działać (zdobywanie i przekazywanie informacji, wywieranie nacisku na władze, schemat kampanii), potem 75 stron na temat przemocy (definicja, typy, źródła) i na końcu 20 stron z listą filmów wartych obejrzenia, książek wartych przeczytania, organizacji, z którymi warto wejść w kontakt oraz o samej „Konsoli”.
Wszyscy zgodzimy się co do tego, że przemoc jest zjawiskiem negatywnym, że ofiarom przemocy trzeba udzielać pomocy, a sprawców należy przykładnie karać, jednakże w podręczniku można znaleźć wiele rzeczy, które mogą rodzić pytania, wątpliwości, a czasem nawet sprzeciw.
Autorki publikacji od początku przydzielają role ofiar i sprawców:
…problem przemocy ze względu na płeć nie dotyka w równym stopniu kobiet i mężczyzn. W rzeczywistości dotyczy w zdecydowanej większości kobiet i dziewczynek [s. 10].
Przytaczają także argumenty wskazujące na to, że to mężczyźni są głównymi sprawcami przemocy:
1 kobieta na 5 przynajmniej raz w życiu doświadczyła przemocy ze strony swojego męża/partnera. […] 25% zgłoszonych przestępstw z użyciem przemocy to przemoc wobec kobiet ze strony ich mężów/partnerów. […] Około 70% żeńskich ofiar morderstw zostało zabitych przez swoich partnerów – mężczyzn. […] Kobiety stanowią największą grupę cywilnych ofiar wojen […] (gwałty, przymusowe ciąże, wykorzystywanie seksualne). [s. 11].
W innym miejscu umieszczają także informacje ze statystyk policyjnych (rok 2010): 60% ofiar przemocy domowej to kobiety, 29% to dzieci, a 9% to mężczyźni oraz że 95% sprawców przemocy to mężczyźni, a 5% to kobiety. Również z opisu przejawów przemocy domowej dowiadujemy się, że to mężczyźni wykorzystują dzieci do umacniania władzy nad partnerką [s. 48], tak jakby kobiety od takich praktyk były zupełnie wolne. Dzieci bywają wykorzystywane jako karta przetargowa w sporach między rodzicami (kobietami i mężczyznami), co oczywiście nie powinno mieć miejsca, gdyż cierpią z tego powodu dzieci.
W tym miejscu warto przytoczyć akapit z książki Beaty Gruszczyńskiej „Przemoc wobec kobiet w Polsce. Aspekty prawnokryminologiczne”, na którą powołują się autorki opracowania [s. 47], a w którym możemy przeczytać:
Nie kwestionujemy zdarzeń przemocy kobiet wobec mężczyzn, zwłaszcza że badania w Polsce (podobnie jak badania amerykańskie) wykazały, że mają one miejsce. W badaniach na temat konfliktów w rodzinie na pytanie skierowane do kobiet i mężczyzn: „Czy zdarzyło się, że był Pan/Pani uderzony przez małżonka?” odsetek odpowiedzi twierdzących w przypadku mężczyzn był niewiele mniejszy niż kobiet („Konflikty i nieporozumienia…”, 2002). Jednak, zgodnie z określonym wcześniej celem publikacji, nasza uwaga skupia się na zjawisku przemocy mężczyzn wobec kobiet [„Przemoc…”, s. 24].
W swoim podręczniku autorki podręcznika do kampanii „16 dni…” powołują się na tę książkę, przytaczając tylko te treści, które pasują do ich tezy. Wydaje się, że książki Gruszczyńskiej nie czytały w całości, tylko posłużyły się gotowcem zamieszczonym na stronie Fundacji Autonomia (takie źródło podane zostało w podręczniku). Gdyby przeczytały oryginalną publikację (a powinny, tym bardziej, że występowały w roli ekspertek), być może w niejednym miejscu nie stawiałyby tak radykalnych, jednostronnych i naciąganych tez.
Spośród różnych rodzajów występowania przemocy, autorki koncentrują się na przemocy domowej/przemocy w rodzinie. Można przez to odnieść wrażenie, że rodzina (zwłaszcza „rodzina nuklearna”, czyli rodzice i dzieci) jest jakimś społecznym „jądrem ciemności”, pełnym patologii, gorszym niż jakiekolwiek inne środowisko. Nie poświęciły w swoim opracowaniu miejsca na przemoc w miejscu pracy, czy w miejscach publicznych. Głównie była mowa o przemocy obecnego małżonka/partnera, podczas gdy wiele przypadków przemocy fizycznej i psychicznej ma miejsce ze strony byłych partnerów życiowych, gdzie główną rolę odgrywa aspekt uczuciowy (zawód miłosny, zazdrość, zemsta).
Zdaniem autorek źródłem przemocy nie jest natura (biologiczne i psychologiczne uwarunkowania charakterystyczne dla danej płci lub dla poszczególnych osób), ale wyłącznie kultura (normy, tradycja, wzorce, wartości). Wynika to z genderowej koncepcji, którą można streścić w słowach Simone de Bauvoir „nikt nie rodzi się kobietą, lecz się nią staje”, czyli o naszej tożsamości nie decydują czynniki biologiczne, ale wyłącznie wychowanie, środowisko, kultura. W swojej publikacji autorki zresztą omawiają szeroko takie pojęcia jak „stereotyp”, „gender”:
Przemocowe zachowanie jest wyuczone i celowo stosowane […] [Przemoc domowa] jest ściśle powiązana z płcią kulturową (gender) i zachowaniami wynikającymi z funkcjonujących stereotypów płci – w 95% przypadków to mężczyźni sprawują władzę i kontrolę nad kobietami [s. 48].
Źródłem przemocy ze względu na płeć są w dużej mierze stereotypy płciowe. Według L. Brannon stereotypy męskości i kobiecości, to przekonania dotyczące cech psychicznych mężczyzn i kobiet, jak również działań odpowiednich dla jednej lub drugiej płci. […] [Gender] oznacza zestaw norm, dotyczących wszystkiego, co w danej kulturze czy społeczeństwie jest uznane za odpowiednie dla kobiety/dziewczynki lub mężczyzny/chłopca. […] Stanowią one zestaw zakazów i nakazów, oczekiwań społeczeństwa kierowanych w stronę kobiet i mężczyzn, a dotyczących tego jaka powinna być „prawdziwa kobieta”, a jaki „prawdziwy mężczyzna” [s. 70-71].
Stereotyp, w mniemaniu autorek, to trudna do wyplenienia ze świadomości społecznej nieprawda przekazywana nieformalnie z pokolenia na pokolenie. Autorki nawet ludzkie ciało postrzegają w oderwaniu od wymiaru biologicznego: [Ciało to] konstrukcja społeczna, która odgrywa bardzo ważną rolę w procesie reprodukcji oraz w wytwarzaniu systemu pozycji społecznych [s. 70].
Sam tytuł kampanii niesie informację, że jednym z czynników wpływających na zjawisko przemocy jest rodzaj płci (oczywiście w aspekcie kulturowym, a nie biologicznym). W wielu miejscach dane socjologiczne zastępowane są interpretacjami zjawisk kulturowych, a te z kolei przeradzają się w snucie przemyśleń natury filozoficznej.
Zdajemy sobie sprawę ze znaczenia systemów patriarchalnych, które ucieleśniają szkodliwe tradycje i przepisy prawa, doprowadzając do ignorowania i przyzwalania na przemoc wobec kobiet oraz odmawiania kobietom prawa do godnego życia [s. 16].
Terminy „przemoc wobec kobiet” i „przemoc ze względu na płeć” odnoszą się do różnego rodzaju nadużyć popełnianych wobec kobiet, a mających swe źródło w nierówności płci oraz niższym statusie społecznym kobiet [s. 44].
…do dużej trwałości związków opartych na fizycznym i psychicznym niszczeniu oraz poniżaniu kobiet i dzieci przyczyniają się także organy państwa, społeczeństwo oraz patriarchalna kultura [s. 61].
Niemal bez wyjątku kobietom przypisuje się funkcje podrzędne w stosunku do mężczyzn. Prawie we wszystkich kulturach świata istnieją formy przemocy wobec kobiet praktycznie niezauważalne, ponieważ postrzega się je jako coś normalnego [s. 68].
Autorki podają przykłady państw, w których stosowane jest okaleczanie narządów płciowych kobiet, zabójstwa honorowe, małżeństwo pod przymusem – kraje afrykańskie, bliskowschodnie, Indie, Chiny. Natomiast w Europie, zdaniem autorek, źródłem przemocy jest w dużej mierze… tradycja judeochrześcijańska. To ona miałaby być podwaliną trwającego ponad 3.000 lat „patriarchatu”, czyli budować przekonanie iż mężczyźnie służyć mają zarówno przyroda, jak i kobieta. […] Lekceważenie kobiet, zniewolenie psychiczne i fizyczne było koniecznym elementem potrzebnym do zaprzęgnięcia ich w karby bezpłatnej pracy domowej świadczonej na rzecz mężczyzn [s. 69]. Przytaczają przemyślenia Pierra Bourdieu na temat „przemocy symbolicznej”:
[Przemoc symboliczna] to władza nad znaczeniami, władza nie do końca rozpoznana, niewyczuwalna i niewidoczna, którą jedna z grup społecznych narzuca drugiej. Jest to narzucanie innym norm, wartości, sposobu patrzenia na świat zewnętrzny, dostosowanie ich zachowań do swoich oraz zdolność do przeprowadzania swojej woli [s. 70].
W innym miejscu autorki przekonują o złym wpływie „patriarchatu”, który miałby "programowo" stosować także przemoc wobec dzieci:
Wystarczy krótki rzut oka na historię, by przyznać, że walcząc z przemocą wobec dzieci, z przemocą w rodzinie, dokonujemy zamachu na uświęconą instytucję patriarchalnej rodziny. W wymiarze historycznym możemy mówić o skutecznej próbie ograniczania praw rodziców, jak i o ewolucji stosunków między rodzicami i dziećmi [s. 88].
Czy mamy przez to rozumieć, że po zwalczeniu „dominacji mężczyzn”, kolejnym etapem na drodze do realizacji „nowego, wspaniałego świata” będzie zwalczenie „dominacji władzy rodzicielskiej”?
Czy autorki podręcznika kontestujące tradycyjny system wartości (nazywając obowiązujący porządek „patriarchatem”), instytucję rodziny (określając ją jako „patriarchalną” lub „nuklearną”) i kulturę judeochrześcijańską, rzeczywiście znalazły odbicie swoich poglądów w rzeczywistości? Przytaczają statystyki policyjne – dane dotyczące przemocy domowej w 2010 roku: 134.866 ofiar przemocy domowej, w tym 82.102 kobiety. Jak to wygląda w skali całego społeczeństwa? W 2010 roku liczba ludności w Polsce wynosiła 38.529.866 osób, w tym 19.876.741 kobiet (dane GUS). Okazuje się, że w 2010 roku liczba ofiar przemocy domowej stanowiła 0,3% ludności Polski, a w populacji kobiet liczba ofiar przemocy domowej wynosiła 0,4%. W jednym nawet miejscu w podręczniku [s. 47] podana została szacunkowa liczba 800.000 kobiet (za Fundacją Autonomia), które w ciągu roku doświadczają przemocy. Zakładając, że szacunki te odpowiadają rzeczywistości (a nie da się tego zweryfikować na podstawie przytoczonych przez autorki źródeł), to w populacji kobiet stanowią one 4%. Każdy z nas przyzna, że tragedia nawet jednej osoby to o jedną tragedię za dużo, ale czy proporcje te rzeczywiście świadczą przeciwko tradycyjnemu systemowi wartości, czy to on generuje przemoc? W tym najbardziej pesymistycznym wariancie liczba kobiet, które nie były ofiarami przemocy wynosiła 96%, a w najbardziej optymistycznym 99,6% – tylko tyle, czy aż tyle?
Pod koniec 2011 roku sondażownia Millward Brown SMG/KRC przeprowadziła na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) badania pt. „Diagnoza dotycząca osób stosujących przemoc w rodzinie: przemoc w rodzinie z perspektywy dorosłej populacji Polski”. Wykonane one zostały na reprezentatywnej grupie 1.500 dorosłych osób. Okazało się, że w całym życiu przemocy fizycznej (definiowanej jako popychanie, uderzanie, wykręcanie rąk, duszenie, kopanie, spoliczkowanie, a także uszkodzenia ciała, w tym zasinienia, zadrapania, krwawienie, oparzenia) doświadczyło ze strony domowników (małżeństwa, konkubinaty, ze strony rodziców/opiekunów, małżonków/partnerów, rodzeństwa i dzieci) 27,9% populacji, z czego 40% stanowili mężczyźni, a 60% kobiety. Natomiast jak chodzi o przemoc psychiczną (definiowaną jako wyzwiska, ośmieszanie, groźby, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów, krytykowanie, poniżanie, demoralizacja, ciągłe niepokojenie, izolacja) w całym swoim życiu doświadczyło 37,3% populacji, z czego 40% stanowili mężczyźni, a 60% kobiety. Przemocy seksualnej doświadczyło 4,5% populacji, z czego 16% stanowili mężczyźni, a 84% kobiety. Ponownie można zapytać, czy te liczby świadczą na niekorzyść tradycyjnego systemu wartości, skoro zawierają one w sobie wszystkie przypadki – i te, gdzie przemoc była codziennością i te, gdzie przemoc była incydentalna (np. słynny wychowawczy klaps raz w życiu)?
We wspomnianym akapit wyżej badaniu zapytano również o to, kto z badanych sam stosował przemoc. Wśród osób, które przyznały się do stosowania chociaż raz w życiu przemocy fizycznej (15,5% populacji) większość z nich stanowią mężczyźni (54:46), a jak chodzi o przemoc psychiczną, to wśród osób, które przyznały się do stosowania jej przynajmniej raz w życiu (25,5% populacji), mężczyźni stanowili połowę (50:50). Z danych zawartych w badaniu wynikałoby, że w relacjach domowych przemoc jest stosowana przez obie płcie mniej więcej tak samo, ale przyjmijmy, że to jednak mężczyźni mają tendencję do jej stosowania – czy dane te są dowodem na to, że to „stereotypy” i kultura pchają mężczyzn we władanie przemocy, czy też wynika to z naturalnych różnic między płciami (cechy fizyczne i psychiczne)?
Autorki prezentują pogląd, że w Polsce występuje wysoka tolerancja dla sprawców przemocy wobec kobiet [s. 61], tymczasem badania przeprowadzone na zlecenie MPiPS wskazują, że jest dokładnie odwrotnie. Na pytanie „Czy zgadza się Pan(i) z opinią: jeżeli żona/partnerka uderzyła męża/partnera, gdy dowiedziała się o jego zdradzie, jej zachowanie jest usprawiedliwione?” twierdząco odpowiedziało 44% osób, a gdy to samo pytanie dotyczyło uderzenia kobiety przez mężczyznę, twierdząco odpowiedziało tylko 22% osób. Co ciekawe, na pytanie „Czy zgadza się Pan(i) z opinią: mąż/partner, który został uderzony przez żonę/partnerkę, najczęściej sam jest sobie winny?” twierdząco odpowiedziało 27% osób, a gdy to samo pytanie dotyczyło uderzenia kobiety przez mężczyznę, twierdząco odpowiedziało 9% osób. Przeczy to teoriom prezentowanym w podręczniku do kampanii „16 dni…” – po pierwsze, większość osób nie akceptuje przemocy domowej w ogóle i to bez względu na jej powody, a po drugie, w odbiorze społecznym na więcej mogą sobie pozwolić kobiety niż mężczyźni. Ponadto, na pytania dotyczące sposobów przeciwdziałania zjawisku przemocy domowej respondenci popierali je w przeważającej większości (74-98%). Zatem, jeśli „patriarchatowi” można coś przypisać, to raczej brak akceptacji dla przemocy domowej, a przemocy wobec kobiet w szczególności.
Jakie są rodzaje przemocy? Przemoc fizyczna, psychiczna i seksualna, ale autorki dodają jeszcze przemoc ekonomiczną (w badaniach statystycznych przeprowadzanych na użytek MPiPS, taki rodzaj przemocy domowej się nie pojawia). Zdaniem autorek podręcznika, z jednej strony przemoc ekonomiczna ma miejsce, gdy mężczyzna uzależnia przekazanie pieniędzy na utrzymanie rodziny od spełnienia jego warunków, a z drugiej strony, gdy pasożytuje na pracy kobiety. Pomijając już tę jednostronność (źli mężczyźni i dobre kobiety) to wydaje się to próbą rozdmuchania problemu przemocy, dlatego że wpisuje się to w teorię „patriarchatu” wyznawaną przez środowiska feministyczne i genderowe, przez które przemoc ekonomiczna widziana jest jako konsekwencja nierówności między kobietami i mężczyznami, a także jako zakorzeniona w systemie patriarchalnym, który zachęca mężczyzn do wiary w ich prawo do kontrolowania i posiadania władzy nad ich partnerkami[s.51].
Dziwi stosunek autorek publikacji do kwestii nadużywania alkoholu. Z jednej strony przyznają, że prawdopodobieństwo występowania przemocy domowej jest ponad dwukrotnie większe w domach, gdzie nadużywa się alkoholu, wskazują także na badania, które pokazują, że 86% zabójstw, 37% napadów i 60% przestępstw seksualnych odbywa się pod wpływem alkoholu, przyznają także, że nasila on agresję i zaburza proces przetwarzania informacji. Z drugiej jednak strony piszą, że osoba, która zamierza dokonać aktu przemocy, może wypić alkohol dla dodania sobie animuszu lub po dokonaniu aktu przemocy pije, aby uniknąć potępienia. Czyli z alkoholem, czy bez alkoholu, wszystko jedno, gdyż sprawca i tak chciał zastosować przemoc. Bycie pod wpływem alkoholu, nie stanowi usprawiedliwienia dla stosowania przemocy wobec bliskich [s. 95]. Owszem, picie alkoholu usprawiedliwieniem nie powinno być, ale czy autorki zadają sobie pytanie, co by było, gdyby udało się ograniczyć zjawisko jego nadużywania? Czy przez to nie udałoby się ograniczyć zjawiska przemocy domowej? Żadnego postulatu ograniczeń w spożywaniu alkoholu w tej publikacji nie znajdziemy. Zamiast tego znajdziemy szereg uzasadnień, dlaczego ofiary przemocy alkoholu mogą nadużywać [s. 96].
Owo bagatelizowanie roli alkoholu w zjawisku przemocy jest widoczne również w fałszywym przedstawieniu danych policyjnych dotyczących przemocy w rodzinie (rok 2010): Do izb wytrzeźwień trafia niemal 40% kobiet, które są pod wpływem alkoholu i są sprawczyniami przemocy w rodzinie i tylko 23% mężczyzn [s. 47]. Jaki wniosek należy wyprowadzić z tych danych – że kobiety muszą wypić, aby dokonać przemocy, a mężczyźni potrafią na trzeźwo ją stosować? Otóż dane policyjne wyglądają zupełnie inaczej i wynika z nich coś zupełnie innego:
A) kobiety zgłoszone na Policję za stosowanie przemocy domowej: 3.981 osób
B) pod wpływem alkoholu było 43% kobiet z grupy „A”: 1.694 osoby
C) do izb wytrzeźwień trafiło 12% kobiet z grupy „A” (29% z grupy „B”): 496 osób
D) do policyjnych pomieszczeń dla zatrzymanych do wytrzeźwienia trafiło 14% kobiet z grupy „A” (34% z grupy „B”): 573 osoby.

Jak chodzi o mężczyzn:
a) mężczyźni zgłoszeni na Policję za stosowanie przemocy domowej: 79.204 osoby
b) pod wpływem alkoholu było 66% mężczyzn z grupy „a”: 52.297 osób
c) do izb wytrzeźwień trafiło 15% mężczyzn z grupy „a” (24% z grupy „b”): 12.284 osoby
d) do policyjnych pomieszczeń dla zatrzymanych do wytrzeźwienia trafiło 29% mężczyzn z grupy „a” (45% z grupy „b”): 23.359 osób.

Statystyki policyjne różnią się od danych prezentowanych przez autorki i przeczą ich tezie – alkohol jest istotnym czynnikiem i szczególnie widać jego wpływ na stosowanie przemocy przez mężczyzn. Skąd zatem autorki wzięły swoje dane procentowe? Z gotowca ze strony internetowej feministycznej Fundacji Autonomia. Skąd te dane wzięła Autonomia? Źródeł nie podała.
Kolejnym zagadnieniem jest kwestia sposobu mówienia o przemocy – nie tylko w sensie używanego słownictwa, ale w sensie języka rozumianego też jako system gramatyczny. Jednym ze sposobów zastosowania języka w celu wyeksponowania roli sprawstwa mężczyzn, jest stosowanie formy czynnej zamiast biernej. Strona bierna i eliminowanie sprawcy jako gramatycznego podmiotu skutecznie przesuwają odpowiedzialność za przemoc – oraz za jej zapobieganie – z mężczyzn sprawców na kobiety ofiary [s. 109]. (Prosty przykład: "Karol zrobił śniadanie Ewie" i "Śniadanie Ewy zostało zrobione przez Karola"). Nawiasem mówiąc, autorki posługują się tu jednak błędnymi pod względem logiczno-językowym przykładami – nie widzą różnicy znaczeniowej pomiędzy zdaniami: „Ile kobiet zostało zgwałconych na tej uczelni w zeszłym roku?” a „Ilu mężczyzn zgwałciło kobiety na tej uczelni w zeszłym roku?”, widzą jedynie zmianę strony czasownika z biernej na czynną i zmianę kontekstu, podczas gdy odpowiedzi na zadane pytania mogą okazać się zupełnie inne (liczba sprawców może być inna niż liczba ofiar). (To tak jakby zdanie "Karol zrobił śniadanie Ewie" według nich znaczyło to samo co "Ewa zjadła śniadanie zrobione przez Karola"). No cóż… Gdyby język stosujący te formy był bardziej powszechny, z pewnością łatwiej przychodziłoby nam uznanie odpowiedzialności mężczyzn za męską przemoc. Język by nas do tego skłonił [s. 109].
Cechą charakterystyczną dla osób zaangażowanych w ruch feministyczny i genderowy jest stosowanie tzw. feminatywów, czyli żeńskich form wyrazów (rzeczowników, czasowników). Przykładowo, zamiast powiedzieć „świadkowie”, feministka napisze „świadkowie i świadkinie”. Nawet jeśli słowo nie posiada żeńskiej formy gramatycznej, to taka forma jest tworzona. Podręcznik do kampanii jest nasycony tego typu formami i stosowane są one z uporem maniaka, jednakże wszędzie, gdzie jest mowa o sprawcach i ofiarach przemocy, to równouprawnienie znika – sprawcą zawsze jest mężczyzna, a ofiarą zawsze jest kobieta.
To, co można pochwalić w podręczniku, to 12 stron poświęconych pomocy osobom poszkodowanym, a także temu, w jaki sposób mężczyźni mogą zapobiec molestowaniu i jak mogą przeciwdziałać przemocy wobec kobiet [s. 97-108]. Aczkolwiek i tu znalazł się postulat, aby poddawać się dobrowolnie równościowej indoktrynacji poprzez uczestnictwo w odpowiednich spotkaniach, oglądanie odpowiednich filmów i czytanie odpowiednich artykułów na temat nierówności płciowej i różnorodnych sposobów traktowania tego, czym jest męskość. Ciekawy jest jednak następujący postulat: Odkrywaj korzenie przemocy ze względu na płeć. Edukuj siebie i innych na temat sił społecznych, które oddziałują i podsycają konflikty pomiędzy mężczyznami a kobietami [s. 108]. Ciekawe, jakie „siły społeczne” autorki mają na myśli.
Czy możliwe jest całkowite wyeliminowanie jakiejkolwiek formy przemocy? Czystą (anty)utopią wydaje się prezentowane przez autorki oczekiwanie, że da się to zrobić – to tak samo jakby oczekiwać, że uda się całkowicie wyeliminować choroby albo całkowicie wyeliminować wypadki drogowe. (Nasuwają się tu przykłady totalitarnych wizji radzenia sobie z problemami ludzkości, przedstawionych w takich filmach jak „Raport mniejszości”, „Equlibrium” czy w książkach „Nowy, wspaniały świat” i „Rok 1984”.) Rozumowanie to możemy odnaleźć w cytowanej przez autorki wypowiedzi Kofiego Annana, byłego sekretarza generalnego ONZ: Dopóki przemoc wobec kobiet nie zostanie trwale wyeliminowana, nie można mówić o postępie w budowaniu sprawiedliwego, rozwiniętego i pokojowego społeczeństwa [s. 44].
Istnienie nierówności, zdaniem autorek, wymaga stosowania „działań wyrównawczych”, polegających na preferencyjnym traktowaniu osób należących do niedoreprezentowanej grupy społecznej, w celu przyspieszenia eliminacji nierówności ich dotykających. […] mają na celu osiągnięcie równości faktycznej, a nie tylko formalnej. Ich stosowanie winno być jedynie przejściowe – zostanie przerwane w momencie osiągnięcia celu, czyli faktycznej równości [s. 77]. Przykładem takich działań są kwoty, parytety i ułatwienia w procesie rekrutacji. Czy gdyby osiągnięta „równość” ośmieliła się z czasem „zróżnicować” to czy równościowcy pogodziliby się z tym trendem, czy też z komsomolską gorliwością wznowiliby „działania wyrównawcze” w imię prawdziwości swojej teorii (lub zwykłego interesu)? Takie (anty)utopijne myślenie, że możliwe jest całkowite wyeliminowanie problemu przemocy, wynika z mylnego przeświadczenia o tym, że wyłącznym źródłem przemocy jest kultura, a czynnik naturalny nie ma żadnego znaczenia, bądź da się go całkowicie okiełznać. Posługując się metaforą, w imię swojego widzimisię, nie biorą pod uwagę możliwości, że obecny bieg rzeki jest optymalny, nie biorą pod uwagę tego, że zmieniając koryto mogą sprawić więcej szkód niż pożytku. To jest właśnie inżynieria społeczna – budowanie nowego społeczeństwa, dekonstrukcja pojęcia „człowiek”, budowanie nowego systemu wartości na gruzach dotychczas obowiązującego.
Powtórzmy raz jeszcze – przemoc jest zjawiskiem negatywnym i przede wszystkim należy pomagać ofiarom przemocy oraz karać sprawców, a ponadto należy jej przeciwdziałać na tyle, na ile jest to możliwe i racjonalne. Autorki podręcznika do kampanii „16 dni…” widząc źródła przemocy domowej wyłącznie w kulturze sugerują, że poprzez jej zmianę uda się ten problem zupełnie zlikwidować. Proszę zauważyć, aby zlikwidować zjawisko, które dotyczy marginesu społeczeństwa (przyjmijmy, że przypadki patologiczne to te, które są zgłaszane Policji, czyli 0,3% populacji w skali roku lub 30% w skali półwiecza), chcą zmienić świadomość 100% społeczeństwa. I to jakim kosztem? Kosztem ingerencji w życie rodzin, w edukację, w rynek pracy, w wolność słowa, kosztem rzucania niesłusznych oskarżeń wobec dotychczas obowiązującego systemu wartości, wbrew naturze i logice.
Narzuca się pytanie – z czym tak naprawdę walczą autorki podręcznika: z przemocą wobec kobiet, czy z „patriarchatem”? Patrząc chociażby na to, jak mało miejsca w podręczniku poświęcone jest kwestii faktycznej pomocy ofiarom przemocy, a jak dużo rozważaniom filozoficznym na temat „dominacji mężczyzn”, można dojść do wniosku, że walka z przemocą pełni raczej funkcję konia trojańskiego. Wraz ze słusznym sprzeciwem wobec przemocy, czytelnik otrzyma „w pakiecie” sprzeciw wobec dotychczas obowiązującego systemu wartości, opartego na klasycznej triadzie wartości uniwersalnych.
Powyższa krytyczna analiza treści podręcznika do kampanii „16 dni przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć” była konieczna, aby pokazać, jakiego rodzaju treści niesie ona ze sobą i jakie projekty otrzymują dofinansowanie (25.000 zł) ze środków publicznych. Czy Regionalny Ośrodek Pomocy Społecznej w Poznaniu, podlegający marszałkowi województwa wielkopolskiego, akceptuje skrajne poglądy przedstawione w podręczniku? Wniosek o dofinansowanie zawierał w sobie elementy świadczące o treściach prezentowanych później w czasie szkoleń i w podręczniku. Czyli nie można mówić o totalnej niewiedzy urzędników. Zresztą o czym by ona świadczyła?
Jest jednak ważniejszy powód. Teorie prezentowane w podręczniku mogą być propagowane dalej, chociażby jako przedmiot nauczania dzieci w szkołach i przedszkolach. W ramach tej kampanii mają odbyć się w Poznaniu warsztaty „Dziewczynki-przytulanki, chłopcy-twardziele…” skierowane do osób zajmujących się edukacją i wychowywaniem dzieci. (Tematowi warsztatów poświęcony jest następny artykuł „Tematyka gender, tym razem w Klanzie” - http://www.blubry.pl/z-poznania/tematyka-gender-tym-razem-w-%E2%80%9Ekla...) Na tych warsztatach będzie mowa o płci kulturowej, o nierówności płci i o stereotypach – tym właśnie zagadnieniom w ogromnej części poświęcony był omawiany podręcznik, podręcznik stosujący wątpliwej jakości argumentację, proponujący społeczny eksperyment – równościową (anty)utopię.
Można na to wszystko machnąć ręką, można się głębiej nie zastanawiać, ale nie można już powiedzieć „nie wiem”. To do każdego z nas należy decyzja, co z tą wiedzą zrobimy.
Jan Sulanowski

Tematyka gender, tym razem w "Klanzie"


Na przełomie lipca i sierpnia tego roku, głośno było na temat programu edukacyjnego „Z perspektywy Południa – Centrum Edukacji Globalnej w Poznaniu” oferowanego przez stowarzyszenie „Jeden Świat”. Jeden z 3 modułów skierowanych do uczniów klas 4-6 szkoły podstawowej poświęcony był tematyce gender. Na skutek protestów rodziców grupa radnych Miasta Poznania podjęła interwencję w tej sprawie, w wyniku czego żadna z poznańskich szkół nie zgłosiła się do tego programu. Tymczasem do swojej oferty edukacyjnej wprowadził zajęcia genderowe poznański oddział stowarzyszenia „Klanza”.
W ofercie szkoleniowej dla osób indywidualnych, wśród warsztatów i rad szkoleniowych w pierwszym półroczu roku szkolnego 2013/2014 znajduje się warsztat pod tytułem „Dziewczynki-przytulanki, chłopcy-twardziele. Czy dziewczynki wychowuje się inaczej niż chłopców?”. W opisie zajęć możemy przeczytać: Poruszony zostanie temat płci kulturowej-gender, (nie)równości płci oraz stereotypów, które funkcjonują w naszym społeczeństwie. Warsztaty adresowane są do nauczycieli, wychowawców, pedagogów, studentów, rodziców i innych osób pracujących zawodowo z małymi dziećmi. Warsztaty mają odbyć się 4 grudnia 2013 roku i mają trwać 3 godziny dydaktyczne od 17:00 do 19:15, są bezpłatne i organizowane są w ramach kampanii „16 dni przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć”. Nie ma już miejsc wolnych, aby się na nie zapisać.
Polskie Stowarzyszenie Pedagogów i Animatorów „Klanza” posiada swoje oddziały w Szczecinie, Gdyni, Olsztynie, Bydgoszczy, Białymstoku, Warszawie, Łodzi, Radomiu, Bogatyni, Wrocławiu, Radomiu, Lublinie, Częstochowie, Tychach, Krakowie, Rzeszowie, Przemyślu i Poznaniu. Stowarzyszenie zajmuje się przede wszystkim organizowaniem szkoleń, konferencji i spotkań o charakterze edukacyjnym. Początki tej organizacji sięgają 1990 roku, kiedy to dr Zofia Zaorska z Lublina zainicjowała działalność Klubu Animatora. Nazwa „Klanza” wywodzi się od początkowych liter Klubu Animatorów Zabawy, co ma podkreślać główną ideę – naukę przez zabawę. Źródłem inspiracji metody „Klanzy” byłaSpielpaedagogik (pedagogika zabawy), teoria psychologii humanistycznej, a szczególnie jej nurt Gestalt (pedagogika postaci).
We wszystkich oddziałach „Klanzy” program jest ujednolicony, jedynie w poznańskim oddziale pojawiły się dwie nowości – „Proszę pani, co to jest seks? – zagadnienia rozwoju psychoseksualnego dziecka” (miały być prowadzone przez seksuologa, jednakże z powodu braku zainteresowania nie odbyły się) oraz wspomniane „Dzieci-przytulanki, chłopcy-twardziele…”. Dlaczego w ofercie poznańskiej „Klanzy” znalazły się zajęcia o takiej tematyce? Prezes poznańskiego oddziału „Klanzy”, pani Agnieszka Kaczmarczyk, powiedziała: „Klanza” bywa postrzegana stereotypowo jako stowarzyszenie, które prowadząc szkolenia dla nauczycielek i nauczycieli, częściej podejmuje tematy związane z edukacją plastyczną, muzyczną, ruchową – czyli pedagogiką zabawy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nasze szkolenia powinny podejmować także tematy szeroko rozumianego wychowania, gdyż nauczyciel przychodzi na warsztaty nie tylko po metody. Do takich tematów, naszym zdaniem, należy rozwój psychoseksualny dziecka oraz wzbudzająca ostatnio wiele emocji kwestia różnic w wychowywaniu chłopców i dziewczynek. Chcielibyśmy zadać sobie pytanie, jak jest, a jak mogłoby być – podkreślam – nie jak powinno, ale jak mogłoby być. W czasie rozmowy, pani Kaczmarczyk podała przykłady stereotypów płciowych, które, jej zdaniem, mogą wynikać z różnic w wychowywaniu chłopców i dziewczynek, np. przekonanie, że mężczyźni mają umysły ścisłe, a kobiety są humanistkami, i że mężczyźni mają zarabiać pieniądze, a kobiety zajmować się domem.
Warsztat „Dziewczynki-przytulanki, chłopcy-twardziele…” ma się odbyć w ramach kampanii „16 dni przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć”, firmowanej przez feministyczne Stowarzyszenie Kobiet „Konsola”. Ze szczegółowymi informacjami dotyczącymi tej kampanii możecie Państwo zapoznać się w naszym artykule „Kampania 16 dni przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć - feministyczny Kulturkampf” (http://www.blubry.pl/z-poznania/kampania-%E2%80%9E16-dni-przeciwdzia%C5%...). Kampania „16 dni…” prezentuje skrajny, feministyczny pogląd, że tzw. kultura patriarchalna skłania mężczyzn do stosowania przemocy, szczególnie wobec kobiet. Na gruncie europejskim, zdaniem poznańskich organizatorek kampanii, odpowiedzialna ma za to być tradycja judeochrześcijańska. Lansują one charakterystyczne dla ich środowiska rozumienie pojęć „stereotyp” i „gender”, negatywnie interpretują one istnienie utrwalonych w kulturze wzorców kobiecości i męskości, a różnice biologiczno-psychiczne między obiema płciami wydają się dla nich nie mieć żadnego znaczenia.
W jaki sposób zajęcia edukacyjne, z którymi kojarzona jest „Klanza”, łączą się z kampanią dotyczącą przemocy? Otóż jedna z osób współpracujących z tym stowarzyszeniem edukacyjnym, wzięła udział w szkoleniu 15 liderów, którzy w dniach od 25 listopada do 10 grudnia mają zorganizować na swoim terenie lub w swoim środowisku jakąś akcję w związku z „16 dniami…”. Na razie wiadomo, że zajęcia organizowane w „Klanzie” mają być skierowane do osób zajmujących się uczniami klas 1-3 szkoły podstawowej i nie będą dotyczyć przemocy, ale stereotypów płciowych. Pełniejsza informacja na temat warsztatu „Klanzy” nie jest jeszcze publicznie dostępna. Przeszkolone osoby do końca października mają złożyć projekty swoich akcji, które następnie mają być opublikowane na stronach „Konsoli”.
Warsztat odbędzie się pod szyldem „Klanzy”, stowarzyszenia, które w ciągu kilkunastu lat wyrobiło sobie w środowisku pedagogów renomę, dzięki prezentowaniu metod pracy z dziećmi, ułatwiających ich nauczanie. Dzisiaj „Klanza” wkracza na zupełnie inny teren, teren walki światopoglądowej. Czy to będzie jednorazowy eksperyment, który się zdarzył w poznańskim oddziale tej organizacji, czy też Zarząd Główny w Lublinie zdecyduje, aby w całej Polsce poszerzyć swoją ofertę o tego typu zajęcia? Może lepiej zajmować się tym, co do tej pory najlepiej jej wychodziło, zamiast angażować się w coś, czego skutki mogą być opłakane…
Jan Sulanowski