piątek, 6 listopada 2015

Parlament 2015. Jak głosowano w obwodach zamkniętych? Mikroanaliza

2.797 osób w Poznaniu głosowało w tzw. obwodach zamkniętych, czyli szpitalach, domach pomocy społecznej, domach studenckich i w aresztach. Czy wyborcy z tych okręgów różnili się od „zwykłych” wyborców? Gdyby utworzono tam odrębne okręgi wyborcze, to kto by w nich rządził?


Kategorie obwodów zamkniętych



Frekwencja

Frekwencja obliczana jest jako stosunek liczby kart ważnych do liczby osób uprawnionych do głosowania.


Najbardziej zaangażowaną grupą, aczkolwiek najmniej liczną, byli studenci. Frekwencja w domach studenckich była wyższa o ponad 27% niż w zwykłych obwodach. Natomiast dużo mniej zaangażowani byli wyborcy z pozostałych obwodów zamkniętych, gdzie  frekwencja była niższa niż w zwykłych obwodach – tutaj najgorzej wypadli pacjenci szpitali. Można domniemywać, że w ich przypadku zdolność podjęcia wysiłku związanego z głosowaniem była obniżona ze względu na stan zdrowia.

Głosy nieważne
Gdyby uznać odsetek głosów nieważnych za objaw zniechęcenia wobec polityków, a jako normę wyznaczyć poziom występujący w grupie wyborców z komisji zwykłych, to zarówno pacjenci szpitali, jak i pensjonariusze domów pomocy społecznej oraz rezydenci aresztów są ponadnormatywnie zniechęceni. Szczególnie wysoki poziom zniechęcenia prezentują aresztanci. Na drugim biegunie znajdują się studenci, wśród których dosłownie jedna osoba oddała głos nieważny. Biorąc pod uwagę zarówno wysoką frekwencję oraz bardzo niski poziom głosów nieważnych wśród studentów można stwierdzić, że bardzo świadomie dokonywali swoich wyborów oraz że potrafili znaleźć wśród ugrupowań politycznych opcję wyrażającą ich poglądy.

Preferencje polityczne




W grupie wyborców głosujących w szpitalach (słupki od lewej) preferencje polityczne w większości pokrywają się z preferencjami wyborców z obwodów zwykłych (słupki od prawej). Wyższym poparciem niż w obwodach zwykłych cieszy się PiS (o 6% więcej) oraz PSL (o 2% więcej), natomiast niższe poparcie ma Nowoczesna R. Petru (o 5% mniej). Być może rozbieżność tę tłumaczy fakt, że sporą grupę pacjentów szpitali stanowią również osoby spoza Poznania. Gdyby ze szpitali utworzyć odrębny okręg wyborczy, to tutaj najbardziej prawdopodobną koalicją byłaby PO-Nowoczesna-ZLEW.




W grupie wyborców głosujących w domach pomocy społecznej największym poparciem cieszył się PiS, którego poparcie było wyższe aż o 38% względem wyborców z obwodów zwykłych. Dużo mniejsze poparcie ma w tej grupie PO (o 14% mniej) oraz partia Petru (o 14% mniej). Co ciekawe, mniejsze poparcie uzyskały również partie lewicowe, czyli Zjednoczona Lewica oraz Partia Razem, które definiują się jako partie prospołeczne, czy też prosocjalne. Najwidoczniej środowiska lewicowe postrzegane są przez wyborców głównie jako te, które toczą głównie walkę światopoglądową, a nie jako te, które chcą pomagać zwykłym, potrzebującym ludziom. Gdyby domy pomocy społecznej były oddzielnym okręgiem wyborczym, tutaj samodzielne rządy mógłby pełnić PiS.




Preferencje studentów znacznie odbiegają od preferencji wyborców głosujących w zwykłych obwodach. W tej grupie najwięcej zyskują partia KORWiN (o 22% więcej) oraz ruch Kukiz’15 (o 15% więcej), tracą zaś pozostałe ugrupowania – najwięcej PO (o 24% mniej), Zjednoczona Lewica (o 6% mniej), PiS (o 4% mniej) oraz Nowoczesna (o 2% mniej). Widać, że młodych ludzi najbardziej ciągnie w prawą stronę sceny politycznej i w takim okręgu wyborczym mogłaby rządzić koalicja KORWiN-Kukiz’15-PiS.




W grupie aresztantów największym poparciem cieszy się PO (o 14% więcej) oraz partia Kukiza (o 11% więcej). Wzrost odnotowuje również komitet JOW Bezpartyjni (o 2% więcej). Najwięcej traci PiS (o 13% mniej), Nowoczesna (o 9% mniej), ZLEW (o 3% mniej) oraz Razem (o 2% mniej). Nie znam danych dotyczących tego, ilu ludzi opuszcza areszty i wychodzi na wolność, gdyby jednak bywalcy aresztów utworzyliby odrębny okręg wyborczy, to po odrzuceniu ugrupowań, które nie przekroczyły progu wyborczego samodzielnie rządzić by tam mogła PO.
Jan Sulanowski

Czytaj też:
Cuda nad urną. Ciekawostki z komisji obwodowych w Poznaniu
Analiza uwag i adnotacji w protokołach końcowych. Udało się wychwycić kilka interesujących zjawisk i zdarzeń mających miejsce w komisjach obwodowych.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Cuda nad urną. Ciekawostki z komisji obwodowych w Poznaniu

Tematy wyborcze: W której komisji skradziono klucze do lokalu wyborczego? Ilu mieszkańców Poznania kolekcjonuje karty wyborcze? Która komisja pomyliła się o 220 kart? Dlaczego w jednej z komisji trzeba było wymienić ponad 800 kart?


418.109 osób w Poznaniu miało prawo wziąć udział w wyborach parlamentarnych 25 października 2015 r., skorzystało z niego 61,6% obywateli (257.689 osób). Mogli oddać głos w jednej z 256 obwodowych komisji. Wiemy kto zostanie w naszym okręgu posłem, ale nie każdy wie jakie cuda działy się w niektórych komisjach.

Po co tyle liczenia?

Prawo wyborcze wymaga, aby członkowie komisji dokładnie przeliczyli karty do głosowania. Pierwszy raz karty są liczone przy odbiorze z drukarni przez członków komisji w Urzędzie Miasta. Dlaczego? Chociażby po to, aby sprawdzić drukarnię, czy nie przysłała za mało kart i żeby każda komisja była zaopatrzona w odpowiednią ich liczbę. Wiadomo, że na 100% frekwencję nie ma co liczyć, ale nie wolno dopuścić do sytuacji, w której jakiś wyborca zostanie pozbawiony prawa głosu, bo zabrakło kart do głosowania. Poza tym przeliczenie wszystkich kart to także okazja do wykrycia kart wadliwych, np. takich, na których nie ma nazwisk wszystkich kandydatów – a takie przypadki w Polsce miały miejsce, również przy okazji tych wyborów. Pierwsze liczenie odbywa się kilka dni przed wyborami, zatem w razie potrzeby jest możliwe dodrukowanie prawidłowych kart.

Drugi raz wszystkie karty muszą być przeliczone rano, w dniu wyborów, jeszcze przed otwarciem lokalu wyborczego dla wyborców. Tę liczbę wpisuje się do protokołu końcowego jako liczbę kart, które otrzymała komisja. Po co liczyć karty jeszcze raz? Bo Państwowa Komisja Wyborcza chce zabezpieczyć się także przed najgorszym scenariuszem – że urzędnicy z gminy mogą próbować dokonać oszustwa, np. ukraść jakąś liczbę kart, aby je później wykorzystać w celu sfałszowania wyborów. Jeśli nie przeliczy się tych kart za pierwszym razem oraz w dniu głosowania przed otwarciem lokalu, wtedy trudno udowodnić taki proceder. Być może trudno nam sobie wyobrazić taką sytuację, bo zakładamy, że władze samorządowe nie są w stanie posunąć się tak daleko, niemniej tego typu manipulacji wykluczyć nie można. 

Z treści uwag i adnotacji zawartych w protokołach można wyczytać wprost lub między wierszami, że w niektórych komisjach zbagatelizowano obowiązek dwukrotnego przeliczenia wszystkich kart. Niektóre komisje przyjmowały liczbę zadeklarowaną przez drukarnię lub zamiast liczyć karty rano, przed otwarciem lokalu przepisywały liczby ustalone przy odbiorze kart z drukarni (np. komisje nr 93, 121, 123, 132, 143, 150). Problem pojawiał się po zamknięciu lokalu wyborczego, gdy liczba kart, które otrzymała komisja nie była równa sumie kart wydanych (liczba podpisów w spisie) i kart niewykorzystanych, wtedy komisja musiała podać prawdopodobny powód tej rozbieżności.

Gdy niewykorzystanych kart było za mało, cóż mogło się stać? 
1) Komisja mogła wydać za dużo kart wyborcom, np. ktoś mógł dostać kartę dwa razy lub karty mogły się skleić (raczej niemożliwe w przypadku kart do Sejmu, bo miały one postać książeczki). 
2) Ktoś mógł kartę ukraść i wynieść poza lokal. 
3) Nie dopilnowano, aby wyborca, któremu przekazano kartę do głosowania, podpisał się w spisie wyborców. 
4) Mogło dojść do pomyłki przy liczeniu kart – było to najczęstsze wyjaśnienie owej rozbieżności.

A co gdy zostało zbyt dużo niewykorzystanych kart? 
1) Członek komisji mógł pomyłkowo nie wydać wyborcy karty. 
2) Wyborca mógł zbyt zamaszyście podpisać się na spisie uprawnionych do głosowania, co mogło być zinterpretowane jako podpisy większej liczby osób. 
3) Mogło dojść do pomyłki przy liczeniu kart.

Tego typu przypadki miały miejsce w około 40 komisjach w Poznaniu. Do rekordowej rozbieżności doszło w komisji nr 82 (Zespół Szkół nr 7 na os. Zwycięstwa 101), gdzie po zakończeniu głosowania okazało się, że pozostało o 220 niewykorzystanych kart do Senatu mniej niż by to wynikało z wcześniejszych wyliczeń komisji.

Z dostawą do lokalu

Dotychczas, po pierwszym liczeniu, karty i inne materiały wyborcze były przechowywane w budynku, gdzie miało miejsce ich przeliczanie przez członków komisji. W dniu wyborów, rano, przed otwarciem lokalu wyborczego przedstawiciele komisji przyjeżdżali po wszystkie potrzebne materiały i zawozili je do lokalu wyborczego. Tym razem prezydent Poznania wprowadził pewne novum – materiały wyborcze wraz z kartami do głosowania były przywożone do lokali wyborczych już w sobotę, a czasem w niedzielę wyborczą. W związku z tym np. komisja nr 69 (Pływalnia przy ul. Dąbrowskiego 252) miała bardzo utrudnione zadanie przygotowania się do wyborów (przeliczanie kart, stemplowanie, rozdzielenie spisów wyborców, plombowanie urny), ponieważ firma zajmująca się dostarczaniem materiałów wyborczych wraz z kartami, dowiozła je do lokalu dopiero o g. 6:22, czyli niecałe 40 minut przed urzędowo wyznaczoną godziną otwarcia lokalu dla wyborców. Jest jeszcze inny, bardzo ważny aspekt rozwiązania zastosowanego przez władze miasta. Przechowywanie materiałów wyborczych, a w szczególności kart wyborczych, w budynku, gdzie członkowie komisji dokonywali przeliczeń jest o wiele bezpieczniejsze i mniej ryzykowne niż rozwożenie ich po dziesiątkach lokali wyborczych w sobotę przed wyborami lub w dniu wyborów. 

Kłopoty z pieczątką

Uchwała PKW z 25 września 2015 r. wyraźnie zaleca postemplowanie wszystkich kart do głosowania jeszcze przed rozpoczęciem głosowania lub bezpośrednio po otwarciu lokalu, możliwie przed rozpoczęciem wydawania kart wyborcom. Ma to na celu uniknięcie wydawania wyborcom kart nieważnych (bez stempla komisji). Jest to również forma zabezpieczenia samych kart – jeśli ktoś ukradłby postemplowane karty, to nie wykorzysta już ich wrzucając do urny w innym lokalu wyborczym, bo prawdopodobnie przy końcowym przeliczaniu karty te zostałyby wyłapane, uznane za nieważne i znane byłoby ich pochodzenie. Jeśli zaś ktoś ukradłby niepostemplowane karty, to nie byłoby sposobu na ustalenie ich źródła. Mimo to w niektórych komisjach karty były stemplowane w godzinach późniejszych, np. w komisji nr 143 (Szkoła Podstawowa nr 20 na os. Rzeczypospolitej 44) stemplowanie kart odbywało się jeszcze o 13:30, a w komisji nr 83 (Zespół Szkół na os. Wichrowe Wzgórze 111) o 15:45. Zdarzyło się też, że karty były stemplowane nieprawidłowo – zamiast w wyznaczonym miejscu w lewym dolnym rogu, to stempel stawiano w prawym dolnym rogu, gdzie była już pieczęć Okręgowej Komisji Wyborczej. W komisji nr 49 (Zespół Szkół Handlowych przy ul. Śniadeckich 54/58) trzeba było z tego powodu wymienić 125 kart do Sejmu i 705 do Senatu.

Kolekcjonerzy kart

Chyba najczęstszą rozbieżnością była różnica pomiędzy liczbą kart wydanych, a liczbą kart wyjętych z urny. W około 106 komisjach tłumaczona ona była tym, że wyborcy karty pobrali, ale nie wrzucili ich do urny, czyli wynieśli. Nadmienić trzeba, że każdy zauważony przypadek wynoszenia kart należy zgłosić policji, gdyż istnieje możliwość, że takie karty mogą być odstępowane innym osobom lub być przedmiotem handlu (art. 248 pkt 5, art. 250a i art. 251 Kodeksu karnego). Jeśli zaś nie w takim celu karty te były wynoszone, to może były wynoszone w celach kolekcjonerskich? Z uwag zawartych w protokołach końcowych wynika, że osób „kolekcjonujących” karty do Sejmu było 148, a karty do Senatu 171. W komisji nr 200 (Szkoła Pijarów na os. Sobieskiego 114), 3 wyborców dla niepoznaki zamiast kart do Sejmu wrzuciło do urny czyste białe kartki formatu A4. 10 kolekcjonerów kart do Sejmu było w komisji nr 223 (Zespół Szkół przy ul. Leśnowolskiej 35), a aż 21 kolekcjonerów kart do Senatu było w komisji nr 182 (Szkoła Podstawowa nr 80 przy ul. Pogodnej 84).

Są i emocje

Wybory podpatrywali również obserwatorzy zagraniczni, trafili oni do kilku komisji w Poznaniu (nr 51, 67, 68, 105, 106 i 240). Gdyby byli w komisji nr 58 (MOPR przy ul. Długosza 18a) mogliby być świadkami niecodziennego zdarzenia - około g. 19:00 młody człowiek przez chuligańskie zachowanie zakłócił przebieg głosowania, ukradł klucz do pomieszczenia, w którym odbywało się głosowanie, a następnie uciekł. Widać zatem, że praca w komisji wyborczej może być bardzo emocjonująca.

Jan Sulanowski
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta

Czytaj też:

Parlament 2015. Jak głosowano w obwodach zamkniętych? Mikroanaliza
Jak głosowano w szpitalach, domach pomocy społecznej, domach studenckich i aresztach?

Referendum 6 września w Poznaniu – kto zaangażował się w obsadę komisji obwodowych?
21 organizacji zgłaszało w Poznaniu kandydatów do obwodowych komisji wyborczych. Były to również stowarzyszenia i fundacje, za którymi ukrywały się partie polityczne. Jakie to były organizacje i jaka była ich sprawność?

wtorek, 6 października 2015

Czy na Świerczewie pojawią się nowe działki usługowe?

Miejska Pracownia Urbanistyczna w Poznaniu przedstawiła projekty miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (mpzp) dla okolic Fortu IX oraz rejonu ulicy Bohaterów Westerplatte. 6 września uczestniczyłem w dyskusji publicznej nad tymi projektami w Urzędzie Miasta Poznania. Moją szczególną uwagę zwróciły 2 działki, które miałyby być przeznaczone pod zabudowę usługową.

Pierwsza działka znajduje się w obrębie ulic Rawickiej, Ponieckiej, Gostyńskiej i Milickiej.

Widok na mapie Google.
Wycinek projektu mpzp "Fort IX"
Działka ta jest własnością Miasta Poznania i jest nieużytkiem. W praktyce rośnie tam trawa, krzewy i drzewa, a mieszkańcy parkują samochody. 

Projekt przewiduje przeznaczenie tego terenu pod zabudowę usługową, co oznacza, że Miasto zamierza go sprzedać. Zabudowa może zająć do 45% działki (nie mniej niż 700 m kw.), powierzchnia biologicznie czynna nie może zajmować mniej niż 15% powierzchni. Wysokość budynków musi się mieścić w zakresie 7-10 metrów. Gdyby przyszły właściciel chciał tam prowadzić sprzedaż, to obiekty handlowe mogą zajmować maksymalnie 300 m kw.

Druga działka znajduje się w obrębie ulic Bohaterów Westerplatte, Kołłątaja i Rejewskiego.

Widok na mapie Google.
Wycinek projektu mpzp "Rejon ulicy Bohaterów Westerplatte"
Również ta działka jest własnością Miasta Poznania i ma status nieużytku. Rośnie tam trawa i drzewa, a mieszkańcy ulicy Rejewskiego parkują tam samochody.

Projekt przewiduje przeznaczenie tego terenu pod zabudowę usługową (Miasto zamierza ją sprzedać). Na działce zabudowa może wynosić maksymalnie 55% powierzchni, a powierzchnia biologicznie czynna minimum 25%. Wysokość zabudowy może wynosić do 12 metrów, powierzchnia budynku nie może być mniejsza niż 1000 m kw. Nie będą mogły być tam zlokalizowane obiekty handlowe o powierzchni większej niż 300 m kw.

W mojej ocenie w sprawie przeznaczenia tych działek powinni wypowiedzieć się mieszkańcy. Czy zabudowa usługowa nie będzie im przeszkadzać, czy może będą sobie życzyli, aby nieużytkom nadać np. status terenów zielonych? Uwagi można składać do 13 listopada w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej przy ul. Prusa 3.

Jeśli chodzi o pierwszą omawianą działkę, to nie mam żadnych osobistych preferencji dotyczących jej przeznaczenia. Tutaj chciałbym zapytać o zdanie mieszkańców. Natomiast w przypadku działki przy ulicy Boh. Westerplatte osobiście skłaniam się za tym, aby nie przeznaczać jej pod zabudowę usługową, lecz zamienić ten nieużytek na teren zielony oraz wyznaczyć od strony ulicy Rejewskiego miejsca parkingowe dla mieszkańców. Jest to bardzo piękna okolica, gdzie jest dużo zieleni, a pozostałości bunkrów u zbiegu ulic Kołłątaja i Boh. Westerplatte stanowią interesujący akcent. Postawienie tam jakichkolwiek budynków obniżyłoby walory krajobrazowe.

Jan Sulanowski

wtorek, 25 sierpnia 2015

Referendum 6 września w Poznaniu – kto zaangażował się w obsadę komisji obwodowych?

2159 osób zostało członkami obwodowych komisji do spraw referendum. Oprócz 254 osób zgłoszonych przez prezydenta Poznania, które miały zagwarantowane miejsce w komisjach, zostali zgłoszeni również ludzie z 21 organizacji. Część tych organizacji jest powszechnie znana, ale o większości z nich mało kto słyszał wcześniej. Jesteście Państwo ciekawi, kto i w jakim stopniu jest w Poznaniu zaangażowany w referendum od strony monitoringu wyborczego?




254 członków komisji to osoby zgłoszone przez prezydenta miasta Poznania. Są to najczęściej pracownicy instytucji, w których mieszczą się lokale wyborcze, a więc szkół, szpitali, domów pomocy społecznej, domów studenckich i aresztów. Dodatkowym zadaniem większości z nich jest m.in. obsługa informatyczna, a poza tym zawsze w komisji przyda się ktoś, kto wie, gdzie zaparzyć herbatę lub zostawić płaszcz. Osoby te zostały przydzielone odgórnie, dlatego znajdują się w 100% komisji.

237 członków komisji to osoby zgłoszone przez partię Prawo i Sprawiedliwość. Dlaczego PiS ma członków w 93% komisji, a nie w 100%? Wynika to z przepisów wyborczych, które przewidują, że maksymalna liczba członków komisji obwodowych wynosi 9 osób, w tym 1 osoba jest przydzielona przez prezydenta miasta (burmistrza, wójta). Każdy komitet (podmiot uprawniony) może do danej komisji zgłosić 1 kandydata, ale jeśli do danej komisji kandydatów na członków zgłosi większa liczba komitetów niż 8, wtedy musi odbyć się losowanie. Zatem w przypadku komitetów statystycznie niemożliwe jest osiągnięcie 100% obłożenia komisji w Poznaniu. W przypadku wyborów samorządowych w 2014 roku zainteresowanie ze strony komitetów wyborczych było tak duże, że 60-procentowe obłożenie komisji przez członków danego komitetu można było uznać za sukces – losowanie odbyło się wtedy dla 240 komisji.

231 członków komisji to osoby zgłoszone przez partię Sojusz Lewicy Demokratycznej, co oznacza, że osoby oddelegowane przez tę partię znajdują się w 91% komisji. Wynik niewiele gorszy od PiS, jednak znacznie lepszy od partii Platforma Obywatelska, która ma 194 członków, a więc obsadziła 76% komisji. To dziwne, że w mateczniku PO, partia ta nie znalazła wystarczającej liczby chętnych do pracy w komisjach, tym bardziej, że referendum 6 września to inicjatywa prezydenta Bronisława Komorowskiego, a pomysł ten ochoczo poparli senatorowie z PO.

Zaskoczeniem jest liczba 152 członków zgłoszonych przez Fundację Kisiela (60% komisji). Jej fundatorem jest Janusz Korwin-Mikke, ale prezesem jest Adam Woch. Jest to zatem alter ego partii KORWiN, która oficjalnie nie chce mieć z referendum nic wspólnego, ale nieoficjalnie chce mieć oko na pracę komisji.

148 członków komisji to osoby zgłoszone przez partię Polskie Stronnictwo Ludowe (58% komisji). Zadziwiające jest, że PSL mający w naszym mieście śladowe poparcie, jest na tyle zorganizowany, że zawsze znajdzie chętnych do obsadzania komisji.

135 członków komisji zostało zgłoszonych przez partię Twój Ruch (53%), co oznaczać może, że w takich miastach jak Poznań lewicowa awangarda posiada organizacyjne zaplecze.

110 członków komisji zostało zgłoszonych przez Fundację Promocji Mediacji i Edukacji Prawnej Lex Nostra (43%). Jej założycielem i dyrektorem jest przedsiębiorca Maciej Lisowski, a w radzie fundacji zasiadają m.in. biznesmen Andrzej Voight (przewodniczący), biznesmen i poseł Tomasz Górski oraz przewodniczący stowarzyszenia Primum non nocere dr Adam Sandauer. Fundacja współdziała z Ruchem Kontroli Wyborów, a ponadto wspiera takie inicjatywy jak organizowanie prawyborów na wzór amerykański, za czym optują woJOWnicy Pawła Kukiza oraz popierają inicjatywę Łukasza Gibały „Kierunek zmiana” polegającą na sprzeciwie wobec finansowania partii politycznych z budżetu.

Również 110 członków komisji ma Fundacja im. Bolesława Chrobrego (43%). Prezesem zarządu fundacji jest Sylwester Chruszcz, architekt związany ze środowiskiem narodowców, który był europosłem z ramienia Ligi Polskich Rodzin. Wiceprezesem zarządu fundacji jest Rafał Wiechecki, adwokat, który był posłem z ramienia LPR oraz ministrem gospodarki morskiej. Fundacja w Poznaniu prowadziła zaciąg do komisji wyborczych we współpracy z innymi środowiskami patriotycznymi.

109 członków komisji ma Fundacja Szansa dla Gmin (43%). Jej prezesem jest Jan Sochocki, członek prezydium rady krajowej partii Samoobrona RP. Siedziba fundacji znajduje się pod tym samym adresem co związek zawodowy Samoobrona. Zgromadzenie tak dużej liczby osób chętnych do pracy w komisjach z ramienia tego środowiska, i to na dodatek w mieście, należy uznać za sukces.

Rozczarowująca jest liczba członków komisji zgłoszonych z ramienia Stowarzyszenia na Rzecz Zmiany Systemu Wyborczego – Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, która wynosi 107 osób (42%). To pokazuje jak błędnej diagnozy dokonał prezydent Bronisław Komorowski, który chcąc pozyskać wyborców Pawła Kukiza wpadł na pomysł organizacji referendum, w którym kluczowe pytanie dotyczy właśnie wprowadzenia okręgów jednomandatowych. To również pokazuje, że błędnej diagnozy dokonał sam Kukiz, który uzyskał wysokie poparcie nie dlatego, że jest orędownikiem JOW-ów, ale dlatego, że wpisał się w ogólną niechęć społeczną do klasy politycznej i ostro krytykował rządzącą od 8 lat Platformę Obywatelską. Ta organizacyjna niemoc woJOWników w Poznaniu wróży bardzo niską frekwencję w referendum. Widać tu także związek ze spadkiem poparcia w sondażach ugrupowania tego rockmana.

98 członków komisji zostało zgłoszonych z ramienia związku zawodowego Samoobrona (38%). Jeśli dodamy tę liczbę do liczby członków zgłoszonych przez fundację Szansa dla Gmin, to uzyskamy grupę 207 osób, co by wskazywało, że potencjał organizacyjny tego środowiska w Poznaniu jest bardzo wysoki, dużo wyższy niż PSL-u.

72 członków komisji zostało zgłoszonych przez stowarzyszenie Wspólnota (28%), na czele którego stoi Tadeusz Bartold. Bartold zaangażowany był w POPiS, czyli Porozumienie Organizacji Patriotycznych i Solidarnościowych, gdzie pełnił funkcję sekretarza generalnego. POPiS został utworzony na potrzeby wyborów samorządowych, a na jego czele stał Paweł Kukiz. Bartold uczestniczył w wielu inicjatywach zjednoczeniowych, np. Krajowego Porozumienia Samorządowego, Lidze Narodowej, Ruchu Społecznym Porozumienia Narodowego, Zjednoczeniu Organizacji Samorządowych, startował także do sejmu z listy Polskiej Partii Pracy.

50 członków komisji zostało zgłoszonych przez stowarzyszenie Młodzi Demokraci (19%), które jest młodzieżówką Platformy Obywatelskiej.

44 członków komisji zgłosiło stowarzyszenie Ruch Obrony Obywateli z siedzibą w Poznaniu przy ul. Wrocławskiej 6 (17%). Jest ono związane personalnie z partią Kongres Nowej Prawicy. Czyli powtarza się w tym przypadku model zastosowany przez partię KORWiN

34 członków komisji reprezentuje Fundację Aktywności Lokalnej (13%), której inicjatorami byli Iwona i Jacek Janiccy z Poznania. Fundacja prowadzi działalność polegającą na aktywizacji społecznej i zawodowej. Iwona Janicka jest z partii Nowoczesna Ryszarda Petru.

27 członków komisji zgłosiło stowarzyszenie Obywatele Przeciw Bezprawiu (10%). Jego szefem jest Janusz Sanocki, były burmistrz Nysy, który był opozycjonistą w czasach komunizmu. Jest zwolennikiem JOW-ów.

22 członków komisji wprowadziło Stowarzyszenie Patriotyczne i Samorządowe Ojczyzna Rodzina Sprawiedliwość (8%). Jego współzałożycielem jest Marcin Dybowski, właściciel wydawnictwa Antyk, związany z ruchem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę oraz jeden z twórców Ruchu Kontroli Wyborów.

18 członków komisji zgłosiło stowarzyszenie Prawo do Miasta (7%), które wystawiło swoich kandydatów w ostatnich wyborach do rady miasta Poznania i uzyskując 1 mandat. Liczba ta wskazuje na to, że owo stowarzyszenie zainteresowało się tematem obsady komisji wyborczych w ostatniej chwili.

5 członków komisji zgłosiło stowarzyszenie Młodzież Rzeczypospolitej (2%), związane z Prawicą Rzeczypospolitej, której liderem jest Marek Jurek.

3 członków komisji jest z Fundacji Lepsza Polska (1%), na której czele stoi Jadwiga Emilewicz z Polski Razem Zjednoczonej Prawicy.

2 członków komisji jest z Fundacji Samorządność i Demokracja (1%), której przewodzi Sławomir Potapowicz, wiceprzewodniczący partii Stronnictwo Demokratyczne. Liderem SD jest Paweł Piskorski.

Na podstawie powyższego zestawienia widać, że największe zdolności mobilizacyjne wykazały partie polityczne zgłaszające członków komisji pod własnym szyldem lub ukrywające się pod szyldem fundacji i stowarzyszeń. Rozczarowuje niski poziom zorganizowania najbardziej zainteresowanych wynikiem referendum, a więc zwolenników JOW-ów. Chyba czkawką odbiją im się słowa Pawła Kukiza z 27 maja, który zachwycony swoim wynikiem wyborczym w pierwszej turze wyborów prezydenckich wieszczył zwycięstwo w referendum oraz w wyborach parlamentarnych wierząc w skuteczność budowania struktury bez struktur:

Mnóstwo osób atakuje mnie pytaniami – "Kto jest koordynatorem w naszym mieście (na wsi)"? A po co Wam TERAZ koordynator, kierownik, szef, przewodniczący, dyrektor, czy Bóg wie kto tam jeszcze? Mało ich macie na co dzień? W polityce, w pracy?

Jak widać tym razem intuicja zawiodła muzyka. Skoro środowisko zwolenników JOW-ów nie było w stanie zorganizować lepiej monitoringu wyborczego, a kampania referendalna jest prawie niezauważalna, to na jaki wynik może liczyć Kukiz w wyborach parlamentarnych?

Jan Sulanowski

wtorek, 7 lipca 2015

Przedwyborcze cwaniactwo Leszka Wojtasiaka z PO

Na poznańskich ulicach widoczne są billboardy sfinansowane m.in. ze środków UE oraz samorządu województwa wielkopolskiego. Reklamują one program Jeremie, jednakże tym, co rzuca się w oczy jest fotografia Leszka Wojtasiaka, członka zarządu województwa wielkopolskiego. Jest to zatem reklama unijnego programu wspierania przedsiębiorstw, czy też element parlamentarnej kampanii wyborczej sejmikowego radnego Platformy Obywatelskiej? 



Dostrzegam w tej sprawie dwa problemy. Jeden jest natury ogólnej i jest ważniejszy z punktu widzenia społeczeństwa. Chodzi o marnowanie pieniędzy z naszych podatków na niczemu nie służące kampanie reklamowe. Bardzo często reklamy te dotyczą wydatkowania funduszy unijnych (patrz Europropaganda za miliony). To są setki emisji spotów reklamowych w radiu, telewizji i internecie, billboardy, reklama w prasie, ulotki, foldery – kosztuje to bardzo dużo. Pytanie, jaki jest ich cel? Czy skutecznie informują Polaków jak uzyskać dostęp do unijnych funduszy? W mojej ocenie najczęściej służą one wyłącznie unijnej propagandzie i lepiej byłoby wydać te pieniądze na jakieś konkretne inwestycje. Billboardy, na których występuje Leszek Wojtasiak, dotyczą programu Jeremie, polegającemu na wsparciu finansowym przedsiębiorstw. Czy jednak taka forma reklamy programu Jeremie spełnia swój cel? Czy nie było tańszych i skuteczniejszych sposobów, aby dotrzeć z informacją do przedsiębiorców?


Reklama "Jeremiego Wojtasiaka" ukazała się także w Internecie.


Jest i drugi problem. Billboardy zostały tak zaprojektowane, że elementami, które rzucają się w oczy są kontury województwa wielkopolskiego, postać Leszka Wojtasiaka i napis o tym, że wsparcie uzyskało ponad 7.000 firm. Trzeba wytężyć wzrok, aby zauważyć logo programu Jeremie i jakieś dane adresowe. W moim odczuciu jest to reklamówka Leszka Wojtasiaka z Platformy Obywatelskiej, który planuje start w wyborach parlamentarnych. Co gorsza Leszek Wojtasiak reklamuje się za darmo, tzn. nie wydaje na to ani grosza ze swoich prywatnych pieniędzy, tylko wykorzystuje pieniądze publiczne. To jest cwaniactwo - okradanie państwa. Uważam, że ten kontrowersyjny radny powinien zwrócić z własnej kieszeni wydane na tę kampanię pieniądze.

Jan Sulanowski

piątek, 26 czerwca 2015

Struktury to podstawa?

Jesteśmy świadkami przetasowania na scenie politycznej. Ostatnie sondaże wskazują, że największym poparciem cieszy się Prawo i Sprawiedliwość, w dalszej kolejności Platforma Obywatelska, potem teoretyczna formacja Pawła Kukiza, natomiast w okolicy progu wyborczego znajduje się teoretyczna formacja Ryszarda Petru (Nowoczesna.pl), Sojusz Lewicy Demokratycznej, Polskie Stronnictwo Ludowe oraz KORWiN i inne ugrupowania. Czy nowym formacjom uda się podołać organizacyjnie?

Gdybyśmy mieli prognozować wyłącznie na podstawie sondaży i wyników I tury wyborów prezydenckich, kiedy to spektrum kandydatów było najszersze, to Paweł Kukiz mógłby spać spokojnie, natomiast PSL i SLD powinny cierpieć na bezsenność. Jednakże wybory parlamentarne w porównaniu do wyborów prezydenckich to pod wieloma względami dużo bardziej skomplikowana sprawa. W wyborach parlamentarnych wybieramy 460 posłów i 100 senatorów z grona tysięcy kandydatów. W 10-ciomandatowym okręgu poznańskim każdy komitet wyborczy może zgłosić po 20 kandydatów do sejmu i 2 kandydatów do senatu. Dla ugruntowanych partii politycznych znalezienie odpowiednich kandydatów nie powinno stanowić problemu, ponieważ posiadają one rozbudowane i sprawdzone struktury. Natomiast nowe formacje muszą budować wszystko od podstaw. Zapewne znajdą się chętni do startu z czołowych miejsc na listach wyborczych, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że znajdą się tam ludzie przypadkowi. Pytanie, czy chętni do startu z list nowych formacji znajdą się we wszystkich powiatach? Drugim etapem koniecznym do startu w wyborach jest zbieranie podpisów poparcia, co niektórym może sprawić spory kłopot. I wreszcie trzecim etapem jest zgłoszenie swoich kandydatów do obwodowych komisji wyborczych (OKW). Do tego wszystkiego potrzebni są ludzie, czyli struktury.

O sprawności struktur świadczyć może wskaźnik zgłoszeń kandydatów do OKW przez komitety wyborcze. Posłużmy się danymi z Państwowej Komisji Wyborczej z wyborów prezydenckich w 2015 roku.


Kolorem granatowym zostały oznaczone komitety wyborcze tworzone przez ugruntowane partie polityczne. Jak widać, poradziły one sobie najlepiej, gdyż zgłosiły swoich ludzi do ponad 90% OKW w Polsce. Najlepiej wypadło Prawo i Sprawiedliwość (Duda), o ponad 2% gorzej wypadła Platforma Obywatelska (Komorowski), następne były Polskie Stronnictwo Ludowe (Jarubas) oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej (Ogórek). Na ich tle struktury reprezentowanego w sejmie Twojego Ruchu (Palikot – kolor fioletowy) wyglądają żałośnie, co świadczy o faktycznym rozpadzie tej partii.

Kolorem błękitnym oznaczone są te komitety wyborcze, za którymi stoją istniejące już ugrupowania pozaparlamentarne. W tej kategorii najlepiej wypadł komitet Korwina-Mikke, a dziś już możemy powiedzieć partia KORWiN. Dużo gorzej wypadły struktury Kongresu Nowej Prawicy (Wilk). Przypomnijmy, że nie tak dawno KNP miało w swoich szeregach Korwina-Mikke i udało się tej partii wprowadzić 4 osoby do europarlamentu. Gdyby w tym środowisku nie doszło do podziału, to czy znalazłoby to wyraźne odzwierciedlenie we wskaźniku, który badamy? Być może byłby on niewiele wyższy niż wynik KORWiN-a, bo jednak oba ugrupowania mają bardzo zbliżony elektorat. Ruchowi Narodowemu (Kowalski) obsadzenie OKW wyszło najgorzej.

Kolorem jasnozielonym oznaczone zostały komitety wyborcze skupione wokół kandydatów i nie posiadające struktur. W tej kategorii najlepiej poradził sobie komitet Kukiza, dużo gorzej wypadł komitet Brauna, a najgorzej Tanajno. Widać, że rozpoznawalność kandydata odgrywała tutaj znaczącą rolę.

Sprawność struktur wyrażona badanym wskaźnikiem nie zawsze miała przełożenie na wynik ich kandydatów, co ukazuje poniższa tabela.


Na podstawie przedstawionych wskaźników można przewidywać, że dla nowych ugrupowań problemy będą w tych rejonach, gdzie nie udało się pozgłaszać członków OKW. Jakie to rejony?


Dla partii KORWiN zgłaszanie kandydatów do OKW najlepiej było zorganizowane w województwach świętokrzyskim, śląskim, podkarpackim, kujawsko-pomorskim i mazowieckim (70-83%), a najgorzej w województwach lubuskim, zachodniopomorskim, dolnośląskim i pomorskim (33-50%). Dla formacji Pawła Kukiza najlepsze województwa to świętokrzyskie, podlaskie i łódzkie (71-80%), a najgorsze to warmińsko-mazurskie, pomorskie i zachodniopomorskie (35-49%). Dziś już wiemy, że rozmowy koalicyjne pomiędzy tymi dwoma formacjami nie powiodły się. Gdyby jednak do porozumienia doszło, to mielibyśmy do czynienia z silnym pod względem struktur ugrupowaniem. Zamiast z KORWiN-em Kukiz najprawdopodobniej dogada się z Ruchem Narodowym i Kongresem Nowej Prawicy, które w kilku województwach były lepiej zorganizowane niż formacja rockmana.

PSL zbudował przez lata mocną sieć zależności, która i tym razem ich nie zawiedzie. Jeśli chodzi o formację lewicową, w której skład wejdzie SLD, to z pewnością organizacyjnie da ona sobie radę. Jeśli zaś chodzi o drugą lewicową formację, której twarzami mają być m.in. Andrzej Rozenek i Grzegorz Napieralski oraz o formację Ryszarda Petru to będą one miały spore trudności organizacyjne, spotęgowane tym, że mamy teraz 2 miesiące wakacyjne, co będzie utrudniało wszelkie działania.

Jan Sulanowski

środa, 10 czerwca 2015

Wieża na Szachtach? Jest jedno „ale”

Poznańskie Szachty to perełka przyrodnicza i na pochwałę zasługuje fakt, że Rada Osiedla Świerczewo podjęła działania w kierunku zagospodarowania tego terenu. Pojawiły się dróżki, ławeczki, barierki, kosze na śmieci oraz oznaczenia miejsc. Teraz w planach jest postawienie drewnianej wieży widokowej na wysokości ulicy Roberta Kocha. Finanse na nią mają być pozyskane z Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego na 2016 rok (PBO_2016).



Pomysłodawcy tego projektu jako przykład podają m.in. wieżę widokową w Mosinie, która została wybudowana na terenie tamtejszych glinianek. Poddali mi tym samym pomysł, gdzie się wybrać w długi weekend. Widok z mosińskiej wieży rzeczywiście jest imponujący – widać połacie lasów, jeziorka, pola, trochę zabudowań przemysłowych, a także… Poznań. Na kilka spraw należy jednak zwrócić baczną uwagę.










Mosińska wieża wybudowana jest na odludziu, do najbliższych budynków mieszkalnych jest około 230 metrów. Tymczasem poznańska wieża byłaby oddalona od domów o około 60 metrów. Należałoby wziąć pod uwagę, czy mieszkańcy ulic Witaszka, Błońskiej i Lubońskiej będą czuć się komfortowo, gdy obcy ludzie z wieży będą patrzeć w stronę ich okien, balkonów i ogródków.



Drewniana wieża w Mosinie stała się atrakcją turystyczną odwiedzaną nie tylko przez miejscowych, ale w głównej mierze przez przyjezdnych. 


Na załączonych zdjęciach widać rejestracje samochodów osób, które przyjechały, aby obejrzeć widok z wieży: PO (Poznań), PZ (powiat poznański), PGN (powiat gnieźnieński), PKS (powiat kościański), FNW (powiat nowosolski), LU (Lublin). 

Należy założyć, że widok z wieży na Szachtach będzie się cieszyć jeszcze większą popularnością, a to rodzi problem w postaci parkingu. Przy wieży widokowej w Mosinie wydzielone zostały specjalne miejsca dla samochodów, a ponadto kierowcy mogą stawiać auta wzdłuż drogi – łącznie około 30 miejsc. Gdyby taka wieża powstała na Szachtach, to szczególnie mieszkańcy ulicy Witaszka mieliby problem z parkowaniem swoich samochodów. To z kolei wywołałoby potrzebę wydzielenia dodatkowych miejsc parkingowych pomiędzy stawami a zabudowaniami – niestety kosztem zieleni.

W związku z powyższymi zastrzeżeniami proponowałbym przemyślenie zmiany lokalizacji budowy takiej wieży. Być może dobre miejsce byłoby od strony dawnej cegielni, pomiędzy Stawem Rozlanym a Stawem Glabisia lub przy ulicy Głogowskiej przy Stawie Głęboki Dół. Chodzi również o to, aby był w miarę wygodny dostęp do tej turystycznej infrastruktury, szczególnie gdyby interweniować miała straż pożarna. Wymienione przeze mnie miejsca mają minus – znajdują się poza granicami osiedla Świerczewo. Decyzja co do ostatecznej lokalizacji należy jednak do składających projekt do PBO_2016.


Mam również kilka spostrzeżeń z realizacji projektu mosińskiego. Został on dofinansowany w 85% z funduszy europejskich (wartość projektu: 569.553 zł). W ramach tych środków wybudowano wieżę, parking, założono monitoring, oświetlenie, altany, ścieżki, schody, kosze na śmieci, posadzono rośliny, postawiono tablice informacyjne i toaletę. Wydaje się to bardzo porządnie wykonane, jednakże wszystko razem sprawia wrażenie miejsca nadmiernie ucywilizowanego, takiego ekodisneylandu. Krzaczki posadzone są w równych odległościach, balustradki, schodki, dwie altanki… To zapewne rzecz gustu, ale jestem zwolennikiem takich rozwiązań, które bardziej wtapiają się w naturę – tak jak to ma miejsce na górskich szlakach. Czyli jak najmniej betonu, jak najmniej plastiku, jak najmniej żelastwa i jak najmniej elektroniki. Chciałbym, aby zagospodarowanie Szacht szło właśnie w takim kierunku.

Czy zagłosuję na projekt budowy wieży widokowej na Szachtach? Tak, ale pod warunkiem, że pomysłodawcy jeszcze raz przemyślą ostateczną lokalizację tej inwestycji.

Jan Sulanowski

P.S. Poniżej zdjęcia przedstawiające infrastrukturę w okolicy wieży widokowej w Mosinie.








poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozmówki wyborcze

Jako sekretarz poznańskiego sztabu wyborczego Andrzeja Dudy byłem zaangażowany w organizację monitoringu wyborczego z ramienia PiS, współpracowałem również z przedstawicielami Ruchu Kontroli Wyborów. Ponadto byłem przewodniczącym jednej z poznańskich obwodowych komisji wyborczych. W związku z tym miałem okazję poczynić kilka obserwacji i zapoznać się z dziesiątkami relacji innych osób.





Tym, co było uderzające, to nastawienie wielu członków komisji do mężów zaufania. Szczególnie ci, którzy traktowali pracę w komisji wyłącznie jako sposób na zarobienie kilkuset złotych uważali udział mężów zaufania za bezsensowny, niektórzy traktowali ich wręcz jak intruzów. Z drugiej strony zdarzyło się kilku mężów zaufania, którzy byli nadgorliwi i interweniowali w momentach, w których nie było to konieczne. Jedno jest pewne, zarówno w przypadku członków komisji, jak i mężów zaufania emocje nie są dobrym doradcą. Na szczęście w większości przypadków współpraca mężów zaufania z członkami komisji układała się pomyślnie. Mam nadzieję, że dzięki społecznemu zaangażowaniu system wyborczy będzie zmierzał do coraz większej transparentności i że będzie coraz mniej powodów do snucia spekulacji na temat uczciwości wyborów. Swoją drogą wielka szkoda, że jeszcze rządząca koalicja PO-PSL odrzuciła 27 maja obywatelski projekt wprowadzający zmiany w kodeksie wyborczym (projekt dostępny tutaj http://goo.gl/RccZfS). Poniżej znajduje się kilka moich bardziej szczegółowych uwag dotyczących przygotowania wyborów i ich przebiegu.

Art. 42 § 3 kodeksu wyborczego nakłada wymóg obecności w pomieszczeniu, w którym znajduje się urna wyborcza przynajmniej 3 członków komisji, z czego jednym z nich musi być przewodniczący komisji lub jego zastępca. Zwyczajowo członkowie komisji dzielą się na dwie grupy, przy czym jedna grupa obsługuje wyborców od otwarcia lokalu do godzin południowych, a druga od godzin południowych aż do zamknięcia lokalu. Przy takim systemie organizacji pracy ważne jest, aby skład komisji nie liczył za mało osób. W celu zapewnienia odpowiednich warunków pracy członkom komisji oraz sprawnej obsługi wyborców, organizator wyborów na danym terenie (urząd gminy) musi dopilnować, aby składy stałych komisji obwodowych liczyły po 9 osób. Dopuszczenie komisji o mniejszych składach osobowych zwiększa ryzyko przerwania głosowania (prozaiczny przykład – wystarczy, że na danej zmianie pracuje 3 członków komisji i jeden z nich będzie musiał udać się do toalety), a także zwiększa ryzyko fałszerstw wyborczych (szczególnie w momentach, gdy przychodzi naraz wielu wyborców i członkom komisji trudno jest kontrolować to, co dzieje się przy urnie). W sytuacji, gdy w jakiejś komisji jest mniejsza liczba członków, wtedy organizator musi uzupełniać jej skład o osoby zgłoszone na listę rezerwową przez dany komitet wyborczy lub przez losowo wybranych mieszkańców gminy. W II turze wyborów prezydenckich w Poznaniu było 19 stałych obwodowych komisji wyborczych, które liczyły tylko 7 członków, a 1 liczyła 6 członków.

Państwowa Komisja Wyborcza powinna promować mężów zaufania jako obywatelskich „aniołów stróżów” wyborów. Warto, aby włączały się w to także ugrupowania polityczne oraz stowarzyszenia mające na celu wspieranie demokracji. Przy okazji szkoleń organizowanych przez urzędy gmin należy informować członków komisji o uprawnieniach mężów zaufania, a także nastawiać do nich pozytywnie. Z kolei komitety wyborcze wysyłające swoich mężów zaufania powinny ich odpowiednio przeszkolić, aby znali przepisy regulujące prace komisji wyborczych, aby znali swoje uprawnienia i by ich nie przekraczali. Dobre nastawienie członków komisji do mężów zaufania (i vice versa) pozwoli uniknąć wielu niepotrzebnych konfliktów. Należy przypominać, że stresujące sytuacje nie uprawniają nikogo do niekulturalnych zachowań.

Poprzez szkolenia należy eliminować pomyłki np. dotyczące nieuzasadnionego dopisywania osób do spisów wyborców. Zdarzało się, że członkowie komisji mylili zaświadczenie o prawie do głosowania (z hologramem) z zaświadczeniem wydawanym przez urząd gminy o dopisaniu do spisu wyborców (osoby te znajdowały się najczęściej na liście dodatkowej i nie trzeba było ich dopisywać). Na szkoleniach należy dokładniej informować członków komisji o prawie do uzyskania kopii protokołu (dodatkowego wydruku) zarówno przez nich, jak i przez mężów zaufania. Należy wprowadzić dobry obyczaj, że przewodniczący pyta o to, kto sobie życzy dodatkowy egzemplarz. Ponadto powinno się dokładnie informować o sposobie składania podpisów przez członków komisji na dodatkowych kopiach protokółów.

W uchwale PKW z 9 marca 2015 r. zabrakło dokładnej informacji na temat tego, kiedy przewodniczący komisji mają zniszczyć kody do obsługi systemu informatycznego. W związku z tym dochodziło do sytuacji, w których niektórzy przewodniczący niszczyli kody już po ogłoszeniu wyników I tury, zamiast po ogłoszeniu wyników II tury.

Należy stosować kary dla członków komisji obwodowych za lekceważenie przepisów PKW, szczególnie za niedopełnienie obowiązku: ► powtórnego przeliczenia kart do głosowania w dniu głosowania przed otwarciem lokalu; ► ostemplowania wszystkich kart do głosowania przed otwarciem lokalu lub możliwie najwcześniej po otwarciu lokalu; ► przechowywanie ostemplowanych lub nieostemplowanych kart wyborczych w lokalu wyborczym (zdarzały się przypadki ich przechowywania w sąsiednim pomieszczeniu, ogólnie dostępnym); ► dochowania po zamknięciu lokalu kolejności wykonania poszczególnych czynności, przewidzianej uchwałą PKW; ► liczenia kart wyborczych i głosów przez komisję in gremio (nie w podgrupach, jak to się często zdarzało).

Zalecenie Okręgowej Komisji Wyborczej w Poznaniu o pozostaniu członków komisji w lokalu do czasu przyjęcia protokółu powinna mieć formę pisemną, aby przewodniczącym komisji łatwiej było wyegzekwować od członków jego wykonanie.

W celu ułatwienia obywatelom oraz organizacjom dostępu do wyników wyborów, należy zobowiązać komisje z obwodów zamkniętych (szpitale, areszty, akademiki, domy pomocy społecznej) do wywieszenia kopii protokołu przy wejściu do budynku, w którym znajduje się lokal. W wielu przypadkach protokoły wisiały tylko przy wejściu do pomieszczenia, w którym znajdował się lokal wyborczy. Odnalezienie takiego protokołu było bardzo kłopotliwe (np. w szpitalu; nawet pracownicy administracyjni nie wiedzieli, gdzie się one znajdowały), a czasami niemożliwe (np. w aresztach). Ponadto należy zarządzić, by wywieszone do publicznej wiadomości kopie protokołów zdejmowane były najwcześniej tydzień po dniu wyborów, by wszyscy zainteresowani wyborcy mieli szansę się z nim zapoznać. W kilku przypadkach protokoły były zdejmowane już w środę po wyborczej niedzieli.

Na zakończenie należą się podziękowania dla wszystkich osób, które rzetelnie pracowały w komisjach jako ich członkowie lub mężowie zaufania. Na szczególny podziw zasługują ci, którzy byli obecni w lokalach wyborczych przez kilkanaście godzin non stop. Wdzięczność należy wyrazić również osobom, które dzielnie pracowały w biurze sztabu w wieczór i noc wyborczą, a także w poniedziałek po wyborach. Dzięki nim udało się zebrać wyniki ze wszystkich komisji obwodowych w Poznaniu oraz zgromadzić potężną dokumentację.

Jan Sulanowski