wtorek, 28 kwietnia 2015

Głosowanie korespondencyjne w Poznaniu



Do 27 kwietnia można było w urzędach gminy zgłaszać zamiar głosowania korespondencyjnego. Z Urzędu Miasta uzyskałem informację, że w Poznaniu uczyniło to 190 obywateli. Poniżej znajduje się wykaz wniosków z podziałem na Obwody głosowania.


NR OBWODU
Liczba wyborców - głosowanie korespondencyjne
1
1
2
2
3
5
11
7
14
1
17
2
20
1
26
2
28
4
40
1
43
1
44
2
46
1
48
1
49
1
52
2
53
3
57
6
64
4
66
6
67
1
68
4
74
11
77
4
79
2
80
1
86
2
88
1
93
1
98
7
101
2
107
1
110
1
115
2
117
3
122
6
124
1
130
3
136
5
139
1
142
2
144
1
145
1
150
2
157
9
159
1
162
2
163
2
165
3
166
3
167
1
169
1
171
1
173
1
174
1
175
3
177
3
179
2
180
1
184
9
189
1
191
1
193
2
195
4
196
4
208
4
211
4
218
4
219
1
222
2
223
2
RAZEM
190

Proszę zwrócić uwagę na to, czy w dniu wyborów do obwodowych komisji wyborczych trafi więcej głosów niż było zgłoszeń.



Jan Sulanowski

czwartek, 26 marca 2015

Andrzej Duda w Poznaniu

Bohaterem dzisiejszego dnia był Andrzej Duda, który odwiedził Poznań. Nie chcę powtarzać tego, co zawierają medialne relacje, a jedynie podzielić się z Wami tym, co wywarło na mnie największe wrażenie.


Oczekiwanie poznaniaków na przybycie Andrzeja Dudy i ogromny entuzjazm, kiedy pojawił się na Placu Adama Mickiewicza.

Dobitne słowa Jarosława Lange o tym, że wybiera Andrzeja Dudę m.in. dlatego, że będzie on prezydentem, którego nie będziemy się wstydzić.

Wypowiedź Andrzeja Dudy w czasie konferencji w PAN - kilkanaście minut, w których w jasny sposób przedstawił swój pogląd na to, co jako prezydent będzie chciał przeprowadzić w celu poprawy sytuacji szkolnictwa wyższego w Polsce. Oczywiście przemawiał bez kartki.

Wykonanie przez artystów Teatru Wielkiego w Poznaniu pieśni "Żeby Polska była Polską". Cała sala wstała z krzeseł.

Gdy nie było już dziennikarzy, ani tłumów ludzi, Andrzej Duda jeszcze przed odjazdem cofnął się, aby dokończyć rozmowę z grupką młodych z partii Korwin.
Myślę, że Andrzej Duda nie będzie bohaterem tylko tego jednego dnia. Życzę sobie i Polsce, aby był bohaterem najbliższych 5, czy 10 lat!


Jan SULANOWSKI (Facebook)

wtorek, 15 lipca 2014

„Dzieci Chazana” w Poznaniu

Dziś (15 lipca 2014 r.) przed szpitalem ginekologiczno-położniczym przy ul. Polnej w Poznaniu dwie działaczki TR (Twojego Ruchu) ze Szczecina i z Krakowa przeprowadziły manifestację w ramach akcji „Dzieci Chazana”. Ich dwuosobowa akcja to swoiste tournee mające na celu piętnowanie lekarzy, którzy podpisali się pod tzw. deklaracją wiary. Dzień wcześniej panie były w Wołominie.





Jak widać na zdjęciach, w manifestacji wzięły udział tylko trzy osoby (paniom pomagał jeden lokalny członek TR). Resztę „tłumu” stanowiło kilkunastu dziennikarzy. Jedna z żurnalistek rozpoznała mnie i poprosiła, abym po konferencji nie ulatniał się za szybko.

Mimo tego, że jeszcze przed czasem na miejscu byli reporterzy TVP, Radia Merkury, „Głosu Wielkopolskiego” i innych mediów, to wszyscy musieli cierpliwie czekać, ponieważ organizatorkom zależało na obecności ekipy TVN…

Panie wyposażone były w transparent i duże zdjęcia przedstawiające zdeformowane ciała urodzonych dzieci. Właśnie - „dzieci” - uczestniczki manifestacji użyły tego słowa kilkakrotnie, co jest warte podkreślenia, ponieważ środowiska proaborcyjne przyjęły metodę, aby używać bezosobowych i odczłowieczających sformułowań typu „płód” lub „ciąża”.


W czasie konferencji mówiły o tym, że decyzja o aborcji jest kwestią sumienia kobiety, a nie lekarza, że lekarze, którzy podpisali „deklarację wiary” powinni zrezygnować z uprawiania swojego zawodu, że prawo stanowione jest ważniejsze od prawa boskiego, że celowo ogranicza się kobietom dostęp do informacji na temat stanu zdrowia ich dziecka, że nie powiadamia się ich o tym, że mogą dokonać aborcji i kto może taki zabieg wykonać. Wymieniły z imienia i nazwiska lekarzy ze szpitala przy ul. Polnej, którzy podpisali „deklarację wiary”. Nie omieszkały wspomnieć o tym, że to w Poznaniu miał miejsce, w ich rozumieniu, skandal związany z protestem przeciw spektaklowi „Golgota Picnic”, co miało być niejako dowodem na to, że w Polsce i Poznaniu rządzi Kościół.

Po serii pytań ze strony przedstawicieli mediów, mikrofony i obiektywy zostały skierowane w moją stronę - co, jako wyraziciel poglądów konserwatywnych, myślę na ten temat? Najpierw upewniłem się u dziennikarzy, że organizatorki manifestacji nie są reprezentantkami poznańskiego środowiska. Powiedziałem, że ta manifestacja wywołała we mnie smutek i przerażenie, ponieważ działaczki TR dały jasny przekaz, że życie dziecka chorego, obarczonego defektem psychicznym lub fizycznym jest mniej warte niż życie dziecka zdrowego (podkreśliłem, że użyły wielokrotnie słowa „dziecko”). Dopowiedziałem, że takie dziecko jest według nich bezwartościowe, bo można dokonać na nim aborcji. Nie ma zgody na sytuację, w której jeden człowiek (matka) decyduje o śmierci drugiego (chore dziecko). Z uwagi na to, że panie podkreślały, iż aborcja to sposób na skrócenie cierpienia, powiedziałem, że być może niedługo podobne manifestacje będą urządzać przed klinikami onkologicznymi i będą proponowały cierpiącym pacjentom zażywanie cyjanku dla skrócenia udręki. Nie tylko dla mnie, ale obiektywnie, życie ludzkie stanowi wartość nadrzędną, stojącą wyżej niż specyficznie rozumiana przez te panie wolność. To, co działaczki TR mówiły i sposób w jaki to przedstawiały przypominał jako żywo nazistowskie kampanie przed 1939 rokiem, w których uzasadniano konieczność sterylizacji i eliminacji ze społeczeństwa ludzi niepełnosprawnych psychicznie i fizycznie. Społeczeństwo cywilizowane charakteryzuje się tym, że otacza opieką słabszych, chorych i niepełnosprawnych, a rozwiązywanie problemu poprzez aborcję to cywilizacyjny krok wstecz i barbarzyństwo. I nie chodzi tu nawet o stricte religijny system wartości, ale o wartości humanistyczne. Dodałem, że profesor Chazan robi to, co do niego należy, czyli ratuje ludzkie życie.

Dziennikarze zwrócili uwagę na to, że przecież takie zdeformowane dziecko i tak skazane jest na śmierć. Odpowiedziałem, że nawet gdy dochodzi do ciężkiego wypadku i wiadomo, że ofiara nie pożyje długo, to i tak lekarze przystępują do akcji ratunkowej i walczą o każdy dzień, o każdą minutę, ponieważ życie jest wartością nadrzędną i jest to jak najbardziej zgodne z przysięgą Hipokratesa. Organizowanie tego typu manifestacji przed szpitalem, w którym leżą kobiety spodziewające się dziecka oraz dzieci chore uznałem za szczyt perfidii.

Po wszystkim przedstawiłem się jako członek PiS, co u niektórych dziennikarzy wywołało lekki uśmiech. Potem jeszcze indywidualnie przepytała mnie ekipa z TVN. Na odchodne usłyszałem jak mówili do siebie – „No tak, trzeba się było pokazać”. Odpowiedziałem: „Macie na myśli organizatorki manifestacji zapewne”. Po 20 minutach od rozpoczęcia konferencji wszyscy się rozeszli.

Nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja – w manifestacji proaborcyjnej uczestniczyły raptem trzy osoby, a w urządzanym co roku w Poznaniu „Marszu dla życia” bierze udział kilka, kilkanaście tysięcy osób. Nie dajmy się omotać mediom promującym skrajnie lewicowe poglądy, zacznijmy działać i wspierajmy wszystkich tych, dla których ludzkie życie jest wartością nadrzędną!

P.S. Relacje medialne:
- Głos TV
- "Głos Wielkopolski"
- Wirtualna Polska

piątek, 6 czerwca 2014

"Golgota Picnic" z pieniędzy podatnika

2.720.000 zł przeznaczył w tym roku Ryszard Grobelny, prezydent miasta Poznania, na realizację festiwalu teatralnego Malta (Malta Festival Poznań 2014). Tymczasem o festiwalu robi się coraz głośniej ze względu na skandal, który wywołało umieszczenie w programie przedstawienia „Golgota Picnic” obrażającego uczucia religijne chrześcijan. Protesty przybierają na sile – do chwili obecnej pod petycją sprzeciwiającą się wystawieniu spektaklu podpisało się ponad 47 tys. osób, i to w kilka dni!

Zestawienie to pokazuje, że festiwal Malta jest przedsięwzięciem w większości dotowanym i wspieranym przez instytucje państwowe, czyli głównie przez podatników. Wynikałoby z tego (naiwne?) przekonanie, że wola płacących podatki powinna być uszanowana, szczególnie jeśli protestują oni przeciwko spektaklowi, który obraża ich uczucia religijne. Do chwili publikacji niniejszego artykułu protest w Internecie przeciwko wystawieniu „Golgota Picnic” podpisało ponad 47 tys. osób, i liczba ta stale rośnie. Utworzone zostało również wydarzenie na Facebooku, skupiające przeciwników spektaklu. W sprawie interwencję podjęli posłowie, m.in. Tadeusz Dziuba.Obecnie organizatorem festiwalu jest założona w 2008 Fundacja Malta, której donatorami są Grażyna i Jan Kulczykowie, Piotr Voelkel, Karol Działoszyński i Michał Merczyński. Mimo tak zamożnych fundatorów festiwal Malta finansowany jest głównie z pieniędzy podatników, w tym najbardziej z budżetu miasta Poznań. Prezydent Ryszard Grobelny zarządzeniem z dnia 26 listopada 2013 roku w ramach konkursu przeznaczył na realizację festiwalu 2.720.000 zł w roku 2014 i 3.200.000 zł w roku 2015. Jak wynika z dokumentacji dofinansowanie to pokrywa 50% całkowitego kosztu projektu, jakim jest realizacja tegorocznej edycji festiwalu, a w roku 2015 pokryje ono 47% kosztów. Ale to nie wszystko, festiwal Malta otrzymuje dofinansowanie również z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (1.000.000 zł) oraz z budżetu województwa wielkopolskiego. Dodać należy, że sponsorem tegorocznej edycji festiwalu jest spółka energetyczna Enea, której większościowym właścicielem jest skarb państwa, a sponsorem strategicznym spółka wodociągowo-kanalizacyjna Aquanet, która jest własnością samorządu Poznania i kilku podpoznańskich gmin. Ponadto wśród patronów medialnych znalazły się media publiczne – Program Trzeci Polskiego Radia, Telewizja Polska i TVP Info, a wśród współorganizatorów możemy wymienić między innymi Narodowe Centrum Kultury, Centrum Kultury Zamek, Instytut Socjologii UAM czy Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Przypomnijmy, że przedstawienie Rodrigo Garcii pod tytułem „Golgota Picnic” wywołało w 2011 roku we Francji silny sprzeciw ze strony chrześcijan . Mimo tego, że Francja jest krajem bardzo zlaicyzowanym, odbyło się wtedy mnóstwo akcji protestacyjnych. W jednym z opisów przedstawienia Garcii możemy przeczytać: Sztuka Rodrigo Garcii "Golgota Picnic" przedstawia libertyńską wizję ukrzyżowania Chrystusa, ze scenami seksualnymi i obelgami pod adresem samego Jezusa. Na scenie leży wiele hamburgerowych bułek, które mają parodiować rozmnożony chleb, aktorzy tańczą w rytm ostatnich słów Jezusa w rytm ostrej muzyki gitarowej. Bp. Dominique Rey opisał „dzieło” jako „obrazoburczą sztukę, w której Jezus został przedstawiony jako „szaleniec, kundel, piroman, mesjasz AIDS, człowiek opętany przez Szatana i terrorysta”. Co ciekawe Rodrigo Garcia został powołany na stanowisko kuratora tegorocznej edycji Malty, o czym była mowa w mediach jeszcze we wrześniu 2013 roku.

Jeśli w instytucjach samorządowych zajmujących się kulturą zatrudnieni są kompetentni urzędnicy, to powinni wzmóc swoją czujność w tym momencie i wpłynąć na to, aby skandaliczny spektakl nie pojawił się w programie festiwalu. Chyba, że obrażanie uczuć religijnych chrześcijan jest elementem przemyślanej polityki kulturalnej organizatorów festiwalu i władz samorządowych Poznania. Czy 27 i 28 czerwca w CK Zamek zostanie wystawiona bluźniercza sztuka? Jak zachowa się prezydent Grobelny?

Fot. malta-festival.pl

piątek, 6 grudnia 2013

Bezprecedensowe przerwanie wykładu ks. prof. Pawła Bortkiewicza (wideo)



W czwartek, 5 grudnia, na Uniwersytecie Ekonomicznym odbył się wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza pt. „Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?”. Został on jednak przerwany i po interwencji Policji musiał być przeniesiony do innej sali. Na nagraniu widoczni są prowokatorzy (według „Gazety Wyborczej” happenerzy), przygotowanie do prowokacji, sama prowokacja oraz akcja Policji. Nagranie trwa niecałe 26 minut i jest zrobione bez cięć. Film dedykuję prof. Romanowi Kubickiemu, prof. Ewie Kraskowskiej, prof. Krzysztofowi Podemskiemu, prof. Magdalenie Środzie, rektorowi UAM prof. Bronisławowi Marciniakowi, poseł Agnieszce Kozłowskiej-Rajewicz, a także redaktorowi naczelnemu poznańskiej "Gazety Wyborczej".

Głównym elementem prowokacji było chodzenie po pulpicie akademickim mężczyzny przebranego za kobietę. Ponadto „w programie” znalazły się krzyki, gwizdy i szarpanina z Policją. W pobliżu głównego „aktora”, anarchisty, założyciela skłotu Od:zysk, znanego z wielu innych akcji (m.in. rzucanie w budynku sądu zgniłymi jajami), zasiedli m.in. dr Andrzej W. Nowak (Instytut Filozofii UAM), Aleksandra Sołtysiak-Łuczak (prezes zarządu stowarzyszenia kobiet Konsola), dr Marta Mazurek (Instytut Językoznawstwa UAM, Gender Studies UAM) oraz dr Maciej Duda (w ramach Gender Studies UAM prowadził zajęcia z „gender mainstreamingu”). Zwrócić na to należy uwagę, ponieważ na nagraniu widać, że wszyscy się znają i sprawiają wrażenie osób wiedzących, co za chwilę ma nastąpić. Warto podkreślić, że wymienione osoby śmią pouczać innych, czym jest wiedza, prawda, równouprawnienie, czym jest etos akademicki i co licuje z profesorskim autorytetem.

Pierwsze próby zakłócenia wykładu miały miejsce jeszcze w czasie wygłaszania słowa wstępnego przez Adama Wizę, prezesa Korporacji Akademickiej Lechia, organizującej spotkanie z ks. prof. Bortkiewiczem. Wtedy właśnie doszło do bezprecedensowego zachowania, pracownik Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, doktor filozofii Andrzej W. Nowak (na nagraniu mężczyzna z brodą, w okularach i zielonym swetrze) zaczął przeszkadzać mówiącym, czyniąc wielokrotnie głośne uwagi. Po jakimś czasie podał „aktorowi” swój telefon komórkowy, aby ten mógł malować sobie usta szminką. „Aktor” robił to ostentacyjnie, chcąc zwrócić na siebie uwagę ks. Bortkiewicza.

W końcu zaczyna się wrzask. Ks. prof. Bortkiewiczowi na przemian przerywa dziewczyna siedząca na galerii i "aktor". Prezeska zarządu Konsoli nie krępuje się, aby zagwizdać. W końcu "aktor" zdejmuje bluzę, spod której ukazuje się złota sukienka. Wskakuje na swój pulpit i przeskakuje na pulpit profesorski, po czym bierze do ręki mikrofon. Jak widać na nagraniu, doktor filozofii wiedział doskonale co się dzieje i świetnie się przy tym bawił, podobnie jak współorganizatorka Wielkopolskiego Kongresu Kobiet, pani Aleksandra Sołtysiak-Łuczak oraz pozostałe osoby związane z Gender Studies UAM. Interweniują słuchacze wykładu, a niedługo potem wkraczają ochroniarze, natomiast organizator informuje, że w związku z zakłóceniem wykładu, zostaje on przeniesiony do innej sali. Ludzie powoli zaczynają wychodzić, natomiast prowokatorom wcale się do wyjścia nie spieszy. Ochroniarze wraz z policjantami w cywilu przystępują do ujęcia prowokatorów, jednakże tamci stawiają opór, wrzeszczą i dochodzi do szarpaniny. Dołączają umundurowani policjanci, w tym również z prewencji. Anarchistki piszczą i krzyczą różne hasła. Prowokatorzy nie chcą wyjść.

Wspomniani wcześniej wykładowcy cały czas "na tyłach" asystują prowokatorom. Wiele osób towarzyszących kręci filmiki komórkami, aby potem na swoich stronach internetowych opisywać, jaka to Policja jest brutalna. Na Facebooku można zobaczyć liczne komentarze, z reguły wysnuwane po nierzetelnej relacji "Gazety Wyborczej". Anarchiści zapowiadają protesty, ponieważ aresztowano kilka osób.

Dlaczego to wydarzenie jest bezprecedensowe? Bo do tej pory w takich akcjach brali udział lewaccy lub prawaccy chuligani. Tym razem jednak wykład profesora przerwany został za przyzwoleniem, a nawet przy współudziale innych wykładowców akademickich. Czy takie zachowanie licuje z tytułem doktora? Takie zachowanie nie może być pozostawione bez konsekwencji. Jakich? Niech zastanowią się nad tym osoby wymienione w dedykacji. Wykładowcy Gender Studies UAM dowiedli. że gender mieści się w nurcie debaty akademickiej. O ile akademią nazwiemy zoo.

Tymczasem zapraszam do obejrzenia nagrania z całego zajścia na You Tube.


środa, 4 grudnia 2013

Zezowata cenzura genderystów

Czy na temat ideologii gender można mieć inne zdanie niż jej wyznawcy? Wygląda na to, że nie. Wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza pod tytułem „Gender – dewastacja człowieka i rodziny” zostaje oprotestowany przez prof. Krzysztofa Podemskiego oraz innych wykładowców w większości związanych z Gender Studies UAM: pozwalamy sobie wyrazić poważne zaniepokojenie faktem, że tego rodzaju tendencyjne, ideologiczne i propagandowe wystąpienie może zaistnieć w przestrzeni, która z istoty swojej winna służyć wiedzy, prawdzie i równouprawnieniu.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz został zaproszony przez Korporację Akademicką Lechia do wygłoszenia wykładu na temat gender. Ma się on odbyć w najbliższy czwartek (5 grudnia) o godz. 19:15 w budynku Uniwersytetu Ekonomicznego. Jak możemy przeczytać na profilu facebookowym księdza profesora we wpisie z 30 listopada, władze uczelni pod naciskiem „feminoterrorystek” zmieniły formę tytułu na pytającą „Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?”. W tej sytuacji ksiądz Bortkiewicz zaczął się zastanawiać, czy w ogóle ten wykład wygłosić: 
Mam problem, czy ulec genderbandzie i mówić to, co powiedziałbym, pod zmienionym tytułem, czy stwierdzić, że genderbanda zmieniła tytuł wykładu profesora uniwersytetu (usiłuje to uczynić)? Mam ochotę wykład odwołać, a sprawę nagłośnić (także poza facebookiem).
Jednak 2 grudnia poinformował, że po rozmowie z prorektorem Uniwersytetu Ekonomicznego zgodził się na modyfikację tytułu i wykład wygłosi.

3 grudnia na internetowej stronie poznańskiej „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł Natalii Mazur opisujący sprawę. Co prawda autorka nie przedstawiła aktualnej informacji, że jednak tytuł został zmodyfikowany i dokonała generalizacji, że środowisko naukowe protestuje przeciwko organizacji wykładu w murach uczelni (w rzeczywistości 13 osób podpisało się bezpośrednio w treści protestu), ale za to przedstawiła kilka interesujących wypowiedzi.

Prof. Roman Kubicki, dyrektor Instytutu Filozofii UAM, zapewnił o swojej prawomyślności (gdy usłyszał tytuł wykładu to podskoczyło mu ciśnienie) i podkreślił, że Centrum Etyki UAM, którego ks. prof. Paweł Bortkiewicz jest dyrektorem, nie jest formalnie związane z kierowanym przez niego Instytutem. Z kolei prof. Marian Gorynia, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, wykazał się większym wyczuciem pluralizmu, gdyż stwierdził:
Uniwersytet musi być areną dla rozmaitych poglądów.
Zachowawczo dodał jednak:
Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że jestem jak najdalszy od utożsamiania się ze wszystkim, co jest głoszone w wynajmowanych przez uniwersytet salach. A o gender nie mam wiedzy.

Mimo, że w tytule wykładu nie ma słowa o gender studies, tylko o gender, to jednak wykładowcy związani z tymi „studiami” poczuli się dotknięci. W oświadczeniu zamieszczonym w Internecie przez dr. Macieja Dudę możemy przeczytać:
Tytuł zapowiadanej prelekcji zawiera twierdzenia nieprawdziwe, krzywdzące i niebezpieczne. Nieprawdziwe – gdyż kategoria płci kulturowej (gender) należy do podstawowego instrumentarium współczesnej humanistyki i nauk społecznych, nie może więc być traktowana na równi z narzędziami indoktrynacji, a tym bardziej nie można badaczom, którzy się nią posługują, przypisywać sprawstwa patologii rodzinnych. […]I wreszcie są to twierdzenia niebezpieczne – gdyż formułowane językiem wytwarzającym atmosferę zbiorowej nienawiści. Pod tym względem szerząca się od niedawna w Polsce antygenderowa propaganda nawiązuje do epizodów zorganizowanej nagonki na wyimaginowanego wroga, jakie pamiętamy z przeszłości.

Zaskakujące jak wiele z tych kilku słów tytułu wyczytali genderowcy – że ks. prof. Paweł Bortkiewicz przypisuje wykładowcom genderu sprawstwo patologii rodzinnych i że chce wywołać atmosferę zbiorowej nienawiści. Użyciem słowa „dewastacja”? Uderz w stół a nożyce się odezwą.

W artykule „Gazety Wyborczej” prof. Ewa Kraskowska, dyrektor Centrum Badania Płci Kulturowej i Tożsamości UAM i inicjatorka Gender Studies na UAM, wyczytuje z tytułu wykładu ks. prof. Bortkiewicza jeszcze więcej:
Badamy, co to znaczy być kobietą, co to znaczy być mężczyzną w danej grupie społecznej, co to znaczy być starą kobietą, dziewczynką, ubogim mężczyzną. Tymczasemzarzuca nam się, że seksualizujemy niemowlęta i wywołujemy pedofilię w Kościele. Propaganda antygenderowa dociera do szerszego grona, niż my jesteśmy w stanie, i jest bardzo skuteczna. Potrafi zasiać wątpliwości nawet w krytycznych umysłach.
Czy ks. Bortkiewicz oskarża genderystów o wywoływanie pedofilii w Kościele? Skąd takie twierdzenia prof. Kraskowskiej?

W proteście zamieszczonym w Internecie, pod którym podpisało się do tej pory około 480 osób, możemy również przeczytać:
[Tytuł zawiera twierdzenia] Krzywdzące – gdyż studia genderowe, podobnie jak inne nurty badawcze w obrębie wspomnianych dziedzin, służą poznaniu kulturowych uwarunkowań życia jednostkowego oraz zbiorowego i jeśli uzyskana w ten sposób wiedza wpływa na przemiany w ludzkim uniwersum (jak choćby usuwanie przyczyn i przejawów dyskryminacji), to przecież taki jest właśnie cel naukowych badań nad społeczeństwem.
Gładkie uzasadnienie dla działalności polityczno-ideologicznej genderystów, za jaką można uznać „gender mainstreaming”, naukę pisania wniosków o dofinansowywanie antydyskryminacyjnych projektów oraz zmianę programów nauczania na wzór „Równościowego przedszkola”. Nie wiem, czy wszyscy studiujący socjologię robią to z pobudek ideologicznych (chcą zmieniać społeczeństwo), czy też po prostu interesuje ich struktura społeczna i mechanizmy w niej funkcjonujące. Najwidoczniej na gender studies zapisują się głównie ci, którzy chcą świat zmieniać, a nie go badać.

Interesująca jest wypowiedź prof. Podemskiego zamieszczona w artykule „Gazety Wyborczej”:
Mamy wolność słowa i każdy ma prawo głosić swoje poglądy, może nawet wygadywać bzdury i przeklinać. Niech jednak nie robi tego pod szyldem nauki, w budynku uczelni.
Dlaczego jednak swoje poglądy mogą propagować tylko osoby o światopoglądzie prof. Kraskowskiej i prof. Podemskiego, a odmawia się tego prawa ks. prof. Bortkiewiczowi - tego prof. Podemski już nie wyjaśnia.

Może podsumowaniem warto uczynić słowa Adama Wizy, prezesa korporacji Lechia, które przytoczyła „Gazeta Wyborcza”:
Uniwersytet jest jednym z najbardziej odpowiednich współczesnych areopagów do wolnej wymiany poglądów i myśli, wspólnego dochodzenia do prawdy, a także do analizy i krytyki tychże poglądów. Żadna ze stron dyskursu, zwłaszcza jeśli uważa swoje ustalenia za naukowe, nie może zabraniać dyskusji nad nimi oraz unikać poddawania ich pod ocenę.
Otóż to.

O programie Gender Studies na UAM możecie Państwo przeczytać w artykule "Latający cyrk gender studies".