czwartek, 3 stycznia 2013

Znajdź różnicę - bareizmy tuskostanu

Mija szósty rok rządów Donalda Tuska (piszę o tym, aby niektórym łatwiej było skojarzyć fakty). Dzisiaj przez przypadek zajrzałem do zaprzyjaźnionego sklepu papierniczego. Właściciel sklepu był wzburzony i żalił się klientce, która kupowała jakieś firmowe druki akcydensowe. Niestety nie słyszałem rozmowy od początku, ale wniosek właściciela i klientki brzmiał mniej więcej tak...





- W jakim dziwnym kraju żyjemy?
Po czym klientka wyszła ze sklepu. Jako, że właściciel był bardzo poruszony, z grzeczności zapytałem go o co chodziło.
- Niech pan spojrzy – rzekł właściciel kładąc przede mną dwa bloczki druków faktur - Widzi pan różnicę?
Pochyliłem głowę, ale nic nie widzę. Pochyliłem mocniej, aż prawie nosem zacząłem jeździć po ladzie. Na szczęście właściciel łaskawie wskazał mi palcem miejsce: - Niech pan tutaj czyta.
 
Czytam, ale chyba niezbyt uważnie, więc zaczynam literować. I rzeczywiście, są różnice!

Druk pierwszy (nazwijmy go „A”) ma tytuł: „Faktura VAT”. Druk drugi (nazwijmy go „B”) ma tytuł: „Faktura”.

Druk „A” – opis rubryki: Dzień, miesiąc i rok dokonania sprzedaży (zaliczki). Druk „B” – opis tej samej rubryki: Data dokonania (zakończenia) dostawy, wykonania usługi, otrzymania zaliczki, raty.

Druk „A” – opis rubryki: Symbol klasyfikacji statystycznej (PKWiU/PKOB …) albo podst. prawna. Druk „B” – opis tej samej rubryki: Podstawa prawna zwolnienia od podatku.

Druk „A” – …sprzedanych towarów/wykonanych usług. Druk „B” - …dostarczonych towarów/wykonanych usług.

No i jeszcze zamieniona kolejność rubryk: w „A” najpierw Ilość, a potem Miara (symb. j. m.), w „B” na odwrót.

Tyle zauważyłem po wytężeniu wzroku. Okazuje się, że z druku „A” można było korzystać tylko do końca roku 2012, natomiast druk „B” obowiązuje od początku 2013, co wynika ze zmian w przepisach o podatku VAT.

Różnice, jak widzicie, Drodzy Czytelnicy, są niebagatelne. Pierwsze efekty, jakie przyniosły zmiany w przepisach to przede wszystkim, łagodnie mówiąc, irytacja właściciela sklepu papierniczego, biorąca się z tego, że starych druków sprzedawać już nie może, a o ich zwrocie producentowi może tylko pomarzyć. Dodam, że dla rodzinnego sklepu papierniczego walczącego o byt z wielkimi marketami w czasie spadającej koniunktury gospodarczej, taki bezużyteczny zapas blankietów będzie niestety odczuwalną stratą finansową.

Po drugie, wyobrażam sobie radość wszystkich innych mikro i małych przedsiębiorców, którzy być może dostaną zawiadomienie z Urzędu Skarbowego, że wystawiali faktury na niewłaściwych blankietach. Jak komuś został zapas starych druczków, to teraz może nimi rozpalić w piecu.

Ale to wszystko to oczywiście pikuś. Wystarczy wejść na stronę internetową Ministerstwa Finansów w zakładkę „Formularze” i przejrzeć zawartość rubryk z formularzami podatków PIT, CIT, VAT i innych. I co z tego, że można wysłać sobie deklarację elektronicznie, skoro mikro i mały przedsiębiorca mało wzroku nie straci gapiąc się, które z 26 pitów i 17 vatów ma wypełnić. W ten oto sposób taki druczek faktury o wymiarze 15x15 cm staje się kolejnym kamyczkiem „ułatwiającym” obracanie się trybów naszej wschodzącej gospodarki.

Na koniec refleksja psychologiczna. Wiele osób narzeka na obecną sytuację złorzecząc „temu krajowi”, „głupiemu narodowi”, „durnym urzędasom”, „skorumpowanym politykom”. Ciekawe ile z tych osób zdaje sobie sprawę, że od prawie sześciu lat w sposób niezakłócony premierem rządu jest Donald Tusk, a za prawo podatkowe od sześciu lat nieprzerwanie odpowiada Jan Anthony Vincent-Rostowski?





Artykuł ukazał się 3 stycznia 2013 roku na portalu wPolityce.pl.
http://wpolityce.pl/artykuly/43960-znajdz-roznice-z-cyklu-bareizmy-tuskostanu-za-prawo-podatkowe-od-6-lat-nieprzerwanie-odpowiada-jan-anthony-vincent-rostowski

niedziela, 23 grudnia 2012

Europropaganda za miliony

Nie widzicie w swoim otoczeniu konkretnych efektów, jakie przyniosły Fundusze Europejskie? To łyknijcie pigułkę, po której odniesiecie wrażenie, że je widzicie i z nich korzystacie. Nie łykajcie dopalaczy, po prostu zażyjcie propagandy. Chodzi o kampanię pod tytułem „Każdy korzysta, nie każdy widzi”. Od 22 października do 2 grudnia 2012 słyszeliście to hasło w mediach dzień w dzień (oprócz 1 listopada), czyli 38 dni. Radio, telewizja, Internet – to musiało kosztować. Dokładnie 9.789.201 zł brutto, prawie 10 milionów!

 
 

Kampania powstała na zlecenie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego (MRR) i miała na celu uświadomienie Polakom, jak wiele zawdzięczają Unii Europejskiej. Na stronie Ministerstwa możemy przeczytać[1]: „Chcemy podkreślić, że Fundusze Europejskie wpływają na nasze otoczenie, jakość życia, miejsce pracy, formę wypoczynku. To między innymi dzięki nim młodzi i dojrzali Polacy znajdują pracę, studiują na nowoczesnych uczelniach, zakładają własne firmy”. Tylko dlaczego potrzeba do tego kampanii za 10 milionów? Bo statystyki pokazują, że bezrobocie zwłaszcza u młodych dochodzi do 30%, że uczelnie są tak nowoczesne, iż najlepsza z nich znajduje się dopiero na 398 miejscu na świecie, a coraz więcej przedsiębiorstw bankrutuje? No tak, przekonywanie, że świeci słońce, gdy pada deszcz, wymaga nadzwyczajnych środków. Zwłaszcza w czasie, gdy Donald Tusk rozpoczyna negocjacje w sprawie budżetu Unii.

Możecie się zastanawiać, po co płacić miliony złotych, aby przez ponad 5 tygodni emitować propagandowe spoty. Na produkcję spotów wydano 1.790.000 zł, a na ich emisję 7.999.201 zł. To spory zastrzyk dla TVP, TVN, Polsatu i dla kilku stacji radiowych. Ministerstwo ma uzasadnienie – realizuje wytyczne z rozporządzenia Komisji Europejskiej[2] oraz z krajowej „Strategii komunikacji Funduszy Europejskich”[3]. W liczącej aż 147 stron „Strategii” możemy znaleźć 7 celów operacyjnych[4] (im więcej, tym lepiej), z których w zasadzie tylko czwarty polega na wspieraniu chętnych do pozyskania funduszy unijnych, a reszta skupia się na zewnętrznym i wewnętrznym public relations, czyli de facto propagandzie, np. budowaniu społecznego poparcia, budowaniu zaufania do instytucji wdrażających i pobudzaniu dialogu między nimi. To może należałoby urządzić jeszcze jakiś pochód? Najlepiej 1 maja.
Czepiam się? Może troszkę. Po prostu wolałbym, aby w ogóle tych pieniędzy nie wydawano na działania propagandowe, tylko po prostu uproszczono procedury pozyskiwania funduszy, a zaoszczędzone pieniądze przesunięto na dotacje dla beneficjentów, a nie dla firm reklamowych i mediów. Co mają powiedzieć ci mali i średni przedsiębiorcy, którzy bezskutecznie starali się o dotacje, których nie było stać na opłacenie firm zajmujących się wypisywaniem stosów formularzy, wniosków i biznesplanów? Teraz powinni wierzyć, że korzystają, mimo iż widzą... pustki w swoich portfelach.







[1] Załącznik: Informacje na temat kampanii promocyjnej Fundusze Europejskie – „Każdy korzysta, nie każdy widzi”.

[2] Załącznik: ROZPORZĄDZENIE RADY (WE) nr 1083_2006. Rozdział III, „Informacja i promocja”, s. 58.

[3] Załącznik: Strategia komunikacji Funduszy Europejskich. Aktualizacja zatwierdzona 23.02.2010.

[4] Tamże, s. 18.



Artykuł ukazał się 20 grudnia 2012 na wPolityce.pl
http://wpolityce.pl/artykuly/43131-europropaganda-za-miliony-dokladnie-9789201-zl-brutto-wydalo-ministerstwo-by-uswiadomic-polakom-jak-wiele-zawdzieczaja-unii-europejskiej